Żużlowiec, górnik, trener. Historia człowieka, który zawsze walczył do końca
W Rybniku od zawsze rodziły się talenty żużlowe. Jednym z nich był Adam Pawliczek, urodzony 16 września 1964 roku, który swoją licencję zdobył w 1982 roku. Miał wtedy niespełna 18 lat, a już nosił w sobie pasję do czarnego sportu.
Jego kariera nie była jednak bajką o sukcesach, lecz historią ciężkiej pracy, potu i wyrzeczeń. Pawliczek przez lata łączył bowiem jazdę na żużlu z pracą w kopalni. Jak opowiadał w podcaście Jacka Dreczki „Mówi się żużel”, zdarzało mu się schodzić pod ziemię na nocne zmiany, a w dzień wyjeżdżać na tor i rywalizować z najlepszymi. „Nie wierzyłem, że to możliwe” – przyznał sam Dreczka, a Pawliczek jedynie potwierdził: tak, tak właśnie wyglądała rzeczywistość.
Sukcesy i medale
Sportowo Pawliczek był solidnym ogniwem drużyny. Z ROW-em Rybnik sięgał po medale Drużynowych Mistrzostw Polski: srebro w 1988 i 1990 roku, brąz w 1989. Na torze nigdy nie był zawodnikiem pierwszego planu, ale zawsze dawał drużynie pewne punkty. W młodzieżowych latach zdobył trzy srebra mistrzostw Polski (1984), co otworzyło mu drogę do seniorskiej kariery.
Później startował także w finałach IMP i memoriałach, w których kilkukrotnie stawał na podium, rywalizując z takimi nazwiskami jak Sebastian Ułamek, Robert Sawina czy Grzegorz Walasek.
Nie tylko tor
W historii Pawliczka istotne miejsce zajmuje także epizod wyjazdu za granicę, po którym – jak wspominał w rozmowie z Dreczką – przyszło mu wrócić i ponieść konsekwencje. Wtedy jednym z elementów jego codzienności stała się praca w kopalni.
Sponsoring i Rekin na plastronie
Lata 90. to także ciekawy wątek finansowy. Do klubu wprowadził go biznesmen Roman Niemyjski, postać nietuzinkowa – jak mówił Dreczka, „poezja lat 90.”. To właśnie on sprawił, że na plastronach rybnickiego klubu pojawiła się sylwetka rekina – symbol, który przetrwał do dziś.
Trener i mentor
Pod koniec kariery Pawliczek został trenerem, najpierw jako „jeżdżący szkoleniowiec” w RKM Rybnik, potem w Kolejarzu Opole, a ostatecznie w KS ROW Rybnik. W 2011 roku definitywnie odwiesił kevlar, kończąc 30 lat w sporcie.
Dziś wspomina się go nie tylko jako żużlowca, który dawał z siebie wszystko, ale także jako człowieka, którego historia pokazuje prawdziwe oblicze speedwaya – sportu ciężkiego, wymagającego i nieraz splecionego z górniczym losem.






