Bayersystem GKM Grudziądz pokonał na własnym torze Betard Spartę Wrocław 48:42 w hicie 3. kolejki PGE Ekstraligi. To zwycięstwo miało szczególny wymiar – nie tylko dlatego, że przyszło w starciu z jednym z głównych kandydatów do złota, ale również ze względu na sposób, w jaki zostało osiągnięte.
Zespół prowadzony przez Roberta Kościechę nie przegrał jeszcze w tym sezonie i po niedzielnym triumfie awansował na pozycję wicelidera tabeli. Był to efekt znakomitego tygodnia – od sukcesów juniorskich, przez wygraną w Zielonej Górze, aż po pokonanie Sparty na własnym torze.
„Jeszcze do mnie nie dotarło”
Tuż po meczu trener GKM-u nie krył emocji. Zwycięstwo nad tak silnym rywalem było dla niego czymś więcej niż tylko kolejnymi punktami do tabeli.
„Jeszcze do mnie nie dotarło, że udało się zwyciężyć z BETARD SPARTĄ. Dla mnie na ten moment to najmocniejszy zespół w lidze. Pokazał to w tych meczach, które jechał. Cieszę się, że udało się wygrać. Mamy bardzo dobry tydzień, w czwartek wygrana w Zielonej Górze, a teraz u siebie z BETARD SPARTĄ, co mnie bardzo cieszy”.
To słowa, które najlepiej oddają rangę tego zwycięstwa. Sparta była niepokonana przed tym spotkaniem, a jej skład – naszpikowany gwiazdami światowego formatu – budził respekt w całej lidze.
Niespodzianka, która zmieniła mecz
Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania Kościecha zapowiadał „niespodziankę” dla rywali. Jak pokazał przebieg zawodów, nie były to puste słowa. Kluczowym elementem przygotowania toru okazały się bardzo twarde pola startowe.
To właśnie start – a nie jazda na dystansie – w dużej mierze decydował o kolejności na mecie. Gospodarze lepiej odnaleźli się w tych warunkach, co pozwoliło im zbudować przewagę już od pierwszej serii.
Plan szkoleniowca został zrealizowany niemal perfekcyjnie – GKM po czterech biegach prowadził 14:10, a w dalszej części meczu powiększył przewagę nawet do dziesięciu punktów.
Kontrola i świadomość ryzyka
Mimo wyraźnej przewagi w środkowej fazie meczu, Kościecha zdawał sobie sprawę, że Sparta prędzej czy później odpowie. Wrocławianie zaczęli odrabiać straty, doprowadzając wynik do stanu 34:32, a później 37:35.
Szkoleniowiec gospodarzy przewidział jednak taki scenariusz:
„Nie przyjechał do nas zespół z pierwszej czy drugiej ligi, tylko naszpikowany zawodnikami z Grand Prix, z czołówką światową. Moim marzeniem było, żeby po pierwszej serii prowadzić czteroma punktami i tak było, co mnie bardzo cieszy. Wiedziałem, że prowadząc dziesięcioma punktami, BETARD SPARTA w końcu odpali. Ci zawodnicy potrafią jeździć i dopasować swoje motocykle. Końcówkę jednak udało się przechylić na naszą korzyść”.
To właśnie końcówka – zwłaszcza podwójne zwycięstwo w 13. biegu – przesądziła o losach meczu i pozwoliła gospodarzom utrzymać bezpieczną przewagę.
Nowe ustawienie składu – ryzyko, które się opłaciło
Istotnym elementem strategii GKM-u były również zmiany w składzie. Z pozycji juniorskiej występowali Bastian Pedersen i Kevin Małkiewicz, co oznaczało inne rozłożenie sił w drużynie.
Kościecha odniósł się do tego rozwiązania:
„Chłopacy gdzieś tam jeszcze gubią trochę te punkty, ale cieszę się bardzo, że to tak wychodzi. Bastian oraz Maksym, gdzie mówiłem, żeby im dać trochę czasu na naszym torze, odpalają i to bardzo cieszy”.
Młodzieżowcy odegrali ważną rolę, szczególnie w pierwszej części spotkania, gdzie ich dobra postawa pozwoliła gospodarzom przejąć inicjatywę.
Spokojna ocena liderów
Jedynym zawodnikiem, którego forma może budzić pewne pytania, jest Max Fricke. Australijczyk nie zaliczył najlepszego początku sezonu, jednak trener GKM-u podchodzi do tego tematu z dużym spokojem.
„Ja zawsze mówię, że po zawodach nie oceniam zawodników. Mogę ich pochwalić, ale na resztę rzeczy przyjdzie pora później”.
To podejście pokazuje, że szkoleniowiec stawia na długofalową pracę i stabilność, zamiast pochopnych ocen po pojedynczych występach.
Grudziądz rośnie w siłę
Zwycięstwo nad Spartą Wrocław nie było przypadkiem. To efekt konsekwentnej pracy, trafnych decyzji taktycznych i odważnych ruchów kadrowych. Twarde pola startowe, o których mówiło się jeszcze przed meczem, okazały się jednym z kluczowych elementów sukcesu.
GKM Grudziądz wysłał tym spotkaniem wyraźny sygnał do reszty stawki – w tym sezonie będzie zespołem, który może pokonać każdego. A Robert Kościecha pokazał, że potrafi nie tylko przygotować drużynę sportowo, ale również zaskoczyć rywala tam, gdzie najmniej się tego spodziewa.
Źródło: ekstraliga.pl








