Bajerski po odejściu z Abramczyk Polonii Bydgoszcz: tylko jeden zawodnik zadzwonił, żeby przeprosić
Sezon 2025 zakończył się dla Abramczyk Polonii Bydgoszcz wielkim rozczarowaniem. Klub po raz drugi z rzędu nie awansował do PGE Ekstraligi, mimo że znów był jednym z głównych faworytów rozgrywek Metalkas 2. Ekstraligi. Po przegranych barażach ze Stalą Gorzów właściciel klubu Jerzy Kanclerz podjął decyzję o zmianie na stanowisku trenera.
Z funkcji został odwołany Tomasz Bajerski, którego zastąpił Dariusz Śledź. Były już szkoleniowiec Polonii udzielił obszernego wywiadu WP SportoweFakty, w którym otwarcie mówi o przyczynach niepowodzenia, relacjach z zawodnikami i kulisach swojego odejścia.
„Prezes nie musiał się tłumaczyć. Rozumiem jego decyzję”
Bajerski przyznał, że decyzję o zwolnieniu przyjął ze zrozumieniem, mimo że – jak mówi – nie ma sobie nic do zarzucenia.
– Mam świadomość, że odpowiedzialność za wynik bierze trener i to jego łatwiej zwolnić. Porozmawialiśmy z prezesem półtorej godziny, ale nie tłumaczył mi się. Zresztą nie musiał, bo ja rozumiem jego decyzję. Osobiście nie mam sobie nic do zarzucenia, a zarząd też nie miał do mnie żadnych pretensji. Chodziło najprawdopodobniej o odświeżenie drużyny. Solidnych zawodników nie ma już na rynku, a nowy trener może wnieść trochę ożywienia – powiedział Bajerski w rozmowie z WP SportoweFakty.
Konflikt z częścią drużyny? „Tylko raz zrobiłem coś wbrew zawodnikom”
W trakcie sezonu pojawiały się nieoficjalne głosy o konflikcie między częścią zawodników a trenerem. Niektórzy żużlowcy mieli mieć pretensje o sposób zarządzania drużyną i zbyt późne decyzje dotyczące zmian w torze. Bajerski odniósł się do tych zarzutów wprost.
– Tylko raz w tym sezonie zrobiłem coś wbrew zdaniu drużyny, gdy przed meczem z Orłem Łódź przygotowałem zupełnie inną nawierzchnię. Byłem jednak przekonany, że taki tor będzie atutem moich zawodników i rzeczywiście tak się stało. Po tym meczu były pretensje, ale był to jedyny taki przypadek w tym roku. O słabej atmosferze więcej mówiło się poza drużyną niż w szatni – wyjaśnił.
„Zawodnicy nie udźwignęli presji”
Były trener Polonii nie ma wątpliwości, że główną przyczyną braku awansu była presja, której drużyna nie potrafiła sprostać. Jego zdaniem tłumaczenia dotyczące toru czy atmosfery są bezzasadne.
– Zawodnicy po prostu nie udźwignęli presji związanej z walką o awans do PGE Ekstraligi, a tłumaczenie się atmosferą, torem brzmi tylko śmiesznie. Dopiero po wszystkim dowiedziałem się na przykład o rzekomym złamaniu żebra u Szymona Woźniaka. Jeszcze w dniu meczu ze Stalą Gorzów pytałem go, czy wszystko jest w porządku. Zawodnik potwierdził, a potem normalnie brał udział w rozgrzewce razem z resztą drużyny. Miałem kiedyś złamane żebro i wiem, że z taką kontuzją trudno wziąć oddech, a co dopiero grać w piłkę nożną – podkreślił Bajerski.
„Tylko Huckenbeck zadzwonił i przeprosił”
Jednym z najciekawszych wątków rozmowy była reakcja zawodników na odejście szkoleniowca. Bajerski ujawnił, że większość żużlowców w ogóle się z nim nie skontaktowała po zakończeniu sezonu.
– O to trzeba pytać ich samych. Po przegranych barażach ze Stalą Gorzów miałem jedynie kontakt z Kaiem Huckenbeckiem. On jako jedyny zadzwonił i przeprosił za słabą dyspozycję w kluczowych meczach. W czwartek zadzwonił też Krzysztof Buczkowski i podziękował za współpracę. Z pozostałymi seniorami nie mam żadnego kontaktu od naszego ostatniego meczu. Ostatnio kontaktowali się ze mną też juniorzy Kacper Andrzejewski i Emil Maroszek – przyznał.
„Nie było sportowej złości”
Bajerski nie ukrywa, że jego największy żal do zespołu dotyczy braku sportowej determinacji w najważniejszych momentach.
– Jedyne o co mogę mieć żal, to o to, że w najważniejszych momentach w drużynie nie było widać złości, czy takiej zwykłej sportowej chęci udowodnienia, że jesteśmy najlepsi. Taką cechę mają wszystkie najlepsze zespoły, a niestety u nas nie zaobserwowałem tego w finałach i barażach – powiedział były trener Polonii.
„Jestem dumny z pracy z zawodnikami U24”
Były szkoleniowiec zwrócił uwagę, że mimo rozczarowującego końca sezonu, z kilku elementów pracy w Bydgoszczy może być naprawdę zadowolony.
– Cieszę się, że za każdym razem udało nam się zbudować całkiem mocnych zawodników na pozycję U24. Rok temu był Tim Soerensen, a w tym roku Tom Brennan. Już na początku tego sezonu wiedziałem, że transfer Brytyjczyka okaże się strzałem w dziesiątkę – dodał Bajerski.
„Największy mit? Za dużo wody na torze”
W wywiadzie pojawił się również temat finału z Unią Leszno i kontrowersji wokół rzekomego przelania toru po 10. biegu. Bajerski stanowczo zaprzeczył tym doniesieniom.
– To chyba największy mit, który stworzył się po tamtym spotkaniu. Wody na tor wylaliśmy dokładnie tyle samo, co wcześniej. Nawierzchnia nieco się zmieniła, ale kluczowe dla losów meczu okazały się błędy indywidualne. Dziś wiadomo, że łatwiej byłoby obwinić o wszystko trenera lub toromistrza, ale to zawodnicy wychodzili na prowadzenie, a nie byli w stanie dowieźć tych punktów do mety – wyjaśnił.
„Nie zamykam się na żadne opcje”
Na koniec Tomasz Bajerski przyznał, że na razie nie ma jeszcze sprecyzowanych planów na sezon 2026.
– Nie zamykam się na żadną opcję, ale na razie żadne poważniejsze negocjacje nie są prowadzone. Mogę przyznać, że były rozmowy z dwoma działaczami, ale na razie żadnych konkretów nie ma – zakończył.
Podsumowanie
Decyzja o rozstaniu Tomasza Bajerskiego z Abramczyk Polonią Bydgoszcz była konsekwencją drugiego z rzędu nieudanego podejścia do awansu do PGE Ekstraligi. Klub pozostaje z wysokimi ambicjami, ale i z poczuciem, że nie wykorzystał potencjału. Dariusz Śledź ma teraz tchnąć w zespół nową energię, a Bajerski – po trudnym końcu pracy w Bydgoszczy – czeka na nowy rozdział swojej kariery trenerskiej.






