Przed nami test dla… Protasa. Pan Jarosław Hampel pojechał wygodnie. Wygodnie dla siebie. Liderem (obecnie już zdecydowanie oczekiwanym) nie był. Zespół przegrał. Podobnie poległ imć Jaro w SEC. Jako jedyny rodak. Lekka obniżka formy? Być może. W Zielonej meczycho co się zowie. Podpadł Myszom Anders Thomsen. Swoich doprowadził do orgazmu. Piotra Protasiewicza do gadulstwa. Widać PePe nie hołduje staremu chińskiemu przysłowiu o tym, że człek ma dwoje uszu i tylko jedne usta. Swego czasu zganiłem delikatnie gdańskiego menago Eryka Jóźwiaka, a to właśnie z tego powodu, iż rzeczony zrugał był publicznie podopiecznych, zarzucając tymże wygodnictwo i niechęć do przemęczania się, w pakiecie z zabrudzeniem uniformów. Parafrazując starą prawdę. Można być szybkim, skutecznym i wygodnym, ale jednocześni zdołasz skorzystać jedynie z dwóch pośród trzech opcji. Skoro ma być szybko i skutecznie – siłą rzeczy nie będzie wygodnie. I to prawda. Tyle, że takie historie należy opowiedzieć sobie w zaciszu gabinetów, a nie jątrzyć w zespole (bo tym się to kończy) na forum publicum. Kto bez winy – niech pierwszy chwyci kamień panie Piotrze-dyrektorze.

GKM pokonał Leszno. Pierwsze punkty. Wynik wysoki. Po trasie droga przez mękę. Doyle nadal wolny i bez startu. Po „Doylowej” wygranej w pierwszym (spryt po przegranym wyjściu spod linek, przycinka – jazda po krawężniku „na wydrę”), potem dwa x 2 na (odpowiednio) „trupach”. Najpierw Małkiewicz/Smektała (1,0 w meczu – „lider” gości) i Łobodziński/Rew (2pkt po taśmie Łobodzińskiego, potem 0,0 na koniec 1 za darmo – kolejny „lider”). Przy mocniejszej stawce (numer nie do juniora) miałby 2 x śliwka. Gorzów sporo zweryfikuje, ale zamiast zarzynać silniki podczas kolejnych nic nie wnoszących treningów, spróbowałbym powrotu do łańcuszków sprzęgłowych zamiast pasków… . Rzekomo śmiga na paskach, a te (jeśli to prawda) najwyraźniej kangurowi nie służą. Doniesienia o cudownym wpływie Jabłońskiego na prędkość maszyn Doyle`a odłożyłbym do weryfikacji w Gorzowie. Osobiście takiego przełomu nie zauważyłem. Co najwyżej lekką poprawę na tle niezbyt wymagającego rywala. Po stronie Unii żal Janka Kołodzieja. Trochę przykombinował, bo widać skutki nie wyleczonej kontuzji dawały się we znaki i… poległ. Lidsey skorzystał z zaproszenia do nie domkniętego krawężnika, delikatnie zahaczył, a efekty… opłakane. Teraz „Okoń” ma nie lada zagwozdkę. Jechać „ZZ”? A może szukać formy duetu Rew/Smektała testując przy tym Parnickiego? Zawsze można też kombinować z Zagarem, Bjerre, czy innym Kildemandem. Tak czy siak – sytuację ma Rafał nie do pozazdroszczenia. Trzymam kciuki. Szczególnie za poszerzeniem E-lipy. To akurat dawno powinno nastąpić. Przy okazji. Napisał Bartolo, że oto w Grudziądzu duża była tym razem hamulcem. Duża hamulcem? Ja widziałem coś innego (od 5/6 wyścigu). Chodził środek i krawężnik, a po „grudziądzku” (baloty) nikt nie musiał (oprócz Pludry) śmigać, bo to nie dawało rezultatu. Były przynajmniej dwie ścieżki i kilka mijanek. Którego z nas oszukuje okulista?

Co do wniosków, by to wpuszczającego rywala w taśmę wykluczać – byłbym powściągliwy. Rozumiem rozgoryczenie chwilowo „wpuszczonych zatem pokrzywdzonych”. Problem w tym, że za chwilę poszłoby w drugą stronę. Delikatny ruch gościa na skrajnym i środkowy w linkach „pod pretekstem”. Co wówczas postulowałby Protas i jego orędownicy? Pewnie badania okulistyczne arbitra. Tylko na NFZ niewiele pomoże.

Skoro zaś o patologiach. Naigrywał się ostatnio Narodowy emeryt z prezesa Lwów, twierdząc jakoby ten usunął się z parku maszyn o trzy lata za późno. We Wrocku pan kolarz takoż pracował. Tam imć „Endrju” mu nie wadził? A ten (Andrzej R.) z upodobaniem postanowił wprowadzać ferment we własnym obozie. Jak pomyślał – tak czyni. Od lat. Kryształowy Andrzej „musi” wprowadzać złą krew, nerwowość, takoż brak swobody działania i otwartej głowy do zespołu, szarogęsząc się w parku maszyn podczas meczu? Kim On tam? Nadtrenerem? Supermenagerem? Po co? Kiepskie wzorce. Widział kto prezesa piłkarskiej Legii na ławce zespołu podczas spotkania, albo szefa Jastrzębskiego podczas finału LM siatkarzy, dyktującego trenerowi zmiany? To może prezes Industrii „podpowiada” Dujszebajewowi kto powinien grać? Chcesz prowadzić zespół? Zrób licencję i prowadź. Bez trenera czy menagera „na sztukę” żeby mieć alibi. Wiele razy pisałem, że miejscem prezesów podczas meczów ich drużyn jest loża VIP. Zrobiłeś co umiałeś. Najlepiej jak umiałeś. To teraz spijaj śmietankę, albo… tłumacz się z porażki. Ale na Boga! Nie w parku maszyn! Tylko Ciebie tam brakuje do… nieszczęścia.

Przy okazji tego spotkania mecz sezonu zaliczył Pawełek Przedpełski. Przełamanie? Oby. I bardzo dobrze, bo każdemu życzę jak najlepiej. Dobre zawody zaliczył Torres z Wrockiem, w weekend Paweł… z Wrockiem. Teraz pora na Tajskiego, Smyka i Plundrę. Oni jeszcze nie rozpoczęli sezonu. Trzeba spojrzeć dokąd jedzie Wrocław w kolejną delegację. Jeśli ma to być prawidłowość, to dlaczego nie? Niech się chłopaki na tym WTS przełamują. Tylko co wówczas z Tajskim? Dla niego trzeba znaleźć rywala. Może u siebie z Lesznem?

Przed nami SGP na Narodowym. Jedyne „światowe” widowisko w całym cyklu. Przetestowali młodzi. Bardzo dobrze wypadł walczący o przetrwanie (ostatni juniorski sezon) Kacper Łobodziński. Będzie nagroda? A co do Samych zawodów. Napędził niepokoju Jacuś Holder w serca rodaków. Ci zaś wierzą w odrodzenie (przebudzenie) Bartka w Warszawie. Owszem. Niby kibicują pozostałym. Tylko. Zmarzlik to dobro narodowe. Świętość. Ma zdobyć kolejny tytuł i przeskoczyć następnego tuza w klasyfikacji wszech czasów pod względem wiktorii w SGP. No to i niech tak czyni. Historia nie pamięta szczegółów. Historia potrzebuje legend i bohaterów. Zatem… . I ja trzymam kciuki.

fot.ilustracyjne – publiczny fb