Sezon 2025 w żużlu dopiero się rozkręca, a już mamy pierwszą dużą aferę. Podczas wtorkowych eliminacji Indywidualnych Mistrzostw Polski w Poznaniu doszło do wydarzeń, które wielu kibiców zapamięta na długo – niestety nie ze względu na emocje sportowe. Zamiast widowiska, publiczność zobaczyła chaos, kontrowersje i… bojkot ze strony czołowych zawodników. W centrum zamieszania znaleźli się m.in. Janusz Kołodziej, Norbert Krakowiak i Tobiasz Musielak, którzy zakwestionowali stan bezpieczeństwa toru i – po demonstracyjnym odpuszczeniu biegu – wycofali się z dalszych startów. Czy „buntownikom” z Poznania należą się za to kary?

Tor pod lupą zawodników i chaos organizacyjny

Problemy w Poznaniu zaczęły się jeszcze przed startem zawodów. Choć zawody zaplanowano na godzinę 17:00, zawodnicy zgłaszali poważne wątpliwości co do jakości montażu band pneumatycznych. Część z nich wręcz własnoręcznie próbowała poprawiać ustawienia toru, co samo w sobie świadczyło o braku zaufania do organizatora i służb technicznych. Ostatecznie zawody ruszyły dopiero po godzinie 18:00, ale wrażenie dezorganizacji nie opuściło trybun.

Szczytem frustracji kibiców i obserwatorów był wyścig szósty, w którym tylko Szymon Woźniak dojechał do mety. Pozostali – Kołodziej, Krakowiak i Musielak – po kilku metrach odpuścili gaz i nie kontynuowali jazdy. Takiej sceny polski żużel dawno nie widział.

Remigiusz Substyk: „Z tych fanów zakpiono”

Na temat sytuacji w Poznaniu szeroko wypowiedział się były sędzia żużlowy Remigiusz Substyk, który nie ukrywał rozczarowania postawą zawodników. – Rozumiem, że zawodnicy dbają o swoje bezpieczeństwo. Jako sędzia również zawsze uważałem, że musimy opierać się na zasadzie „safety first”. To sport ekstremalny i trzeba dokładać wszelkich starań, żeby ściganie było jak najbardziej bezpieczne. W ostatnim czasie zaczynamy jednak dochodzić do pewnych absurdów – powiedział na łamach portalu po-bandzie.com.pl.

Substyk nie neguje potrzeby odpowiedniego zabezpieczenia toru, ale podkreśla, że zawody w Poznaniu odbywały się na obiekcie po oficjalnym odbiorze technicznym. – Tory są dziś świeżo po odbiorach weryfikatorów. Te odbiory przeprowadzają osoby wyznaczone przez GKSŻ, zazwyczaj są to Leszek Demski oraz Dariusz Cieślak. Na zawodach był też sędzia. Nie z pierwszej łapanki, a taki sędziujący kilkanaście lat. Zgaduje, że ma pojęcie jak to ma wyglądać. Na 15 czy 20 minut zaczął się robić problem. To tak nie powinno wyglądać. Szanujmy kibiców – skwitował były arbiter.

Kibice oszukani, a może zlekceważeni?

Najmocniejsze słowa Substyk kieruje w stronę konsekwencji, jakie powinny spotkać zawodników. Choć nie nawołuje do surowych sankcji od razu, apeluje o pełne wyjaśnienie sytuacji i rozważenie, czy protest był uzasadniony. – Najpierw wyjaśnijmy czy problem faktycznie był, czy był on wyimaginowany. Jeżeli zdarza się katastrofa w ruchu lądowym czy lotniczym, to powołuje się komisję, która przyjeżdża i sprawdza wszystko od początku do końca. Chodzi w tym wszystkim o to, żeby znaleźć problem i znaleźć sposób na przeciwdziałanie mu – tłumaczy.

Jednak jego końcowa ocena jest jednoznaczna i bardzo krytyczna: – Powinniśmy iść w stronę wyciągania konsekwencji. Ci zawodnicy nie zrobili krzywdy sędziemu, GKSŻ. Oni zlekceważyli kibiców. Nie wiem ilu ich przyszło, ale jednak byli. Z tych fanów zakpiono. Jak ktoś nie ma ochoty jeździć, to może znalazłby się inny zawodnik.

Demski na razie milczy, ale presja rośnie

Jak na razie Główna Komisja Sportu Żużlowego nie opublikowała oficjalnego stanowiska ani decyzji w sprawie możliwych konsekwencji dla uczestników incydentu. Obserwatorzy żużla, dziennikarze i kibice domagają się jednak reakcji. W mediach społecznościowych padają propozycje zawieszania licencji, kar finansowych czy wykluczenia ze startów ligowych.

Głos zabrał także wspomniany przez Substyka weryfikator torów, Leszek Demski. Jego wypowiedź dla po-bandzie.com.pl sugeruje, że sytuacja była bardziej złożona niż mogło się wydawać. – Bandę trzeba było zakopać na nowo po opadach, ale wszystkie prace wykonano zgodnie z przepisami. Tor był gotowy, zawodnicy wystartowali. To nie była sytuacja, która powinna skutkować bojkotem – podkreśla Demski.

Czy buntownicy przegięli?

Choć zawodnicy mają prawo dbać o swoje bezpieczeństwo, pytanie brzmi: czy powinni robić to kosztem kibiców i wbrew decyzjom sędziego oraz służb technicznych? Jeśli ich protest był uzasadniony, być może uratowali czyjeś zdrowie lub życie. Jeśli jednak był przesadzony – to cała ta sytuacja może mieć fatalne skutki dla wizerunku dyscypliny.

Jak trafnie podsumował Substyk: – Dbajmy by zabezpieczenia były dobrze zamontowane, ale nie popadajmy w pewien absurd.

Kontrowersje wokół eliminacji Indywidualnych Mistrzostw Polski w Poznaniu wciąż budzą emocje w środowisku żużlowym. Po wcześniejszych głosach krytyki wobec zawodników, którzy odmówili dalszego udziału w zawodach, głos zabrał przewodniczący Głównej Komisji Sportu Żużlowego (GKSŻ), Ireneusz Igielski.​

Głos GKSŻ: „Nikt karami zawodnikom nie groził”

W rozmowie z WP SportoweFakty, Igielski stanowczo zaprzeczył, jakoby zawodnikom grożono karami za ich decyzje:​

„Nikt karami zawodnikom nie groził” — podkreślił przewodniczący GKSŻ.​

Dodał również, że tor w Poznaniu został wcześniej odebrany przez komisję i posiadał ważną licencję:​

„Tydzień temu tor został odebrany przez komisję i posiada on licencję. Mamy rachunki panów, którzy to odbierali. Banda jest zamontowana prawidłowo, odebrana przez Tony’ego Briggsa. Sędzia nie miał zastrzeżeń, tylko trzej zawodnicy, którzy chcieli odwołać zawody.”​

Igielski zaznaczył, że nie jest jego rolą oceniać postawę zawodników i że decyzje dotyczące ewentualnych konsekwencji zostaną podjęte po analizie oficjalnego protokołu sędziego:​

„Nie mnie oceniać postawę niektórych zawodników. Nikt nie zrezygnował przed startem turnieju. Musimy poczekać na oficjalny protokół od sędziego i później wrócimy do tej sytuacji. Teraz nie jest czas, aby rozmawiać o konsekwencjach.”​

Brak informacji o ewentualnych karach

Na chwilę obecną brak jest oficjalnych informacji o nałożeniu kar na zawodników, którzy odmówili dalszego udziału w zawodach w Poznaniu. GKSŻ nie ogłosiła żadnych decyzji w tej sprawie, a także nie pojawiły się doniesienia o ewentualnych sprawach sądowych związanych z tym incydentem.​

Warto zauważyć, że w przeszłości GKSŻ podejmowała działania mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa zawodnikom i kibicom, jednak obecnie nie ma przesłanek wskazujących na to, że w przypadku wydarzeń w Poznaniu zostaną podjęte podobne kroki.​

Sytuacja jest nadal dynamiczna, a dalsze decyzje zależą od analizy dostępnych materiałów i ewentualnych ustaleń komisji.

Źródło: po-bandzie.com.pl, sportowefakty.wp.pl