Przez 32 lata inwestowali w sport, wydając dziesiątki milionów złotych. Jeszcze niedawno ich charakterystyczne zielone barwy były widoczne podczas najważniejszych turniejów świata. Dziś firma Boll – producent chemii samochodowej – radykalnie ogranicza swoje zaangażowanie w żużel.

Jeszcze rok temu spółka przeznaczała na tę dyscyplinę około dwóch milionów złotych rocznie. W cyklu Grand Prix jej barwy reprezentowało czterech zawodników, a podczas Grand Prix na PGE Narodowym startowali oni w zielonych kevlarach z logo sponsora. Teraz Boll pozostaje przy wsparciu tylko jednego żużlowca – Brady’ego Kurtza z Betard Sparty Wrocław.


Od czterech gwiazd do jednej

W przerwie między sezonami 2025 i 2026 współpracę z firmą zakończyli Jason Doyle, Martin Vaculík, Piotr Pawlicki i Mikkel Michelsen. Najdłużej z Boll związany był Vaculík – aż 13 lat.

Słowacki zawodnik podsumował tę relację słowami:

„To była współpraca, która wykraczała daleko poza standardowy sponsoring. Była oparta na lojalności, wzajemnym szacunku i wspólnych wartościach”.

Obecnie jedynym żużlowcem wspieranym przez Boll pozostaje Brady Kurtz. Decyzja ta ma związek z jego znakomitymi wynikami w sezonie 2025 – wygrał pięć turniejów Grand Prix z rzędu i został indywidualnym wicemistrzem świata.

Jeszcze podczas ubiegłorocznego Grand Prix Polski w Warszawie czterech zawodników wspieranych przez Boll – Vaculík, Kurtz, Doyle i Michelsen – wystąpiło na PGE Narodowym w zielonych kevlarach nawiązujących do barw sponsora. Firma organizowała także dedykowane inicjatywy, jak zgrupowanie dla sponsorowanych zawodników przed sezonem 2024 w chorwackim Goričanie.


Dlaczego Boll ogranicza zaangażowanie?

Decyzja ma szersze tło i wpisuje się w trudniejszy moment dla dyscypliny. W przestrzeni publicznej coraz częściej mówi się o gorszych wynikach oglądalności PGE Ekstraligi w telewizji, radykalnych obniżkach wynagrodzeń w Grand Prix oraz problemach z globalną ekspozycją mistrzostw świata.

W zeszłym sezonie mecze PGE Ekstraligi oglądało średnio nieco ponad sto tysięcy widzów. To wynik solidny na rynku krajowym, jednak władze Grand Prix nie podają globalnych danych oglądalności. Można przypuszczać, że poza Polską zainteresowanie jest marginalne, co utrudnia budowanie międzynarodowej wartości medialnej.

Nieoficjalnie wiadomo, że władze spółki uznały, iż żużel ma zbyt zawężoną grupę odbiorców i w praktyce przestaje istnieć w wielu krajach. Nawet największe zagraniczne gwiazdy największą rzeszę fanów mają dziś w Polsce. W kontekście biznesowym pojawiały się opinie, że jest to „osiedlowy sport”, który nie pozwala na realizację szerokich celów marketingowych.

Firma pozostaje przy współpracy z PGE Ekstraligą, doceniając starania władz ligi w zakresie promocji dyscypliny. Niewykluczone jest także zaangażowanie reklamowe przy okazji finału Drużynowego Pucharu Świata na PGE Narodowym. Jednak zasadniczy ciężar inwestycji zostaje przeniesiony w inne obszary motorsportu.


Nowy kierunek: GT3 i WRC2

Z ustaleń wynika, że w najbliższym sezonie reklamy firmy Boll będą widoczne podczas wyścigów w klasie GT3 oraz rajdów samochodowych w klasie WRC2. Zdaniem przedstawicieli spółki te serie oferują znacznie większe możliwości ekspozycji reklamowej i dotarcia do szerokiej publiczności.

To strategiczne przesunięcie budżetu pokazuje, jak istotne dla sponsorów są dziś globalny zasięg, transmisje międzynarodowe i stabilne dane oglądalności.


Sygnał ostrzegawczy dla środowiska

Jeszcze niedawno Boll był postrzegany jako poważny kandydat do przejęcia klubów z Torunia i Łodzi – w obu przypadkach trwały nawet negocjacje. Dziś temat jest zamknięty, a władze spółki mają być przekonane, że dalsze zwiększanie inwestycji w żużel nie przyniesie oczekiwanych efektów biznesowych.

Co więcej, pojawiają się informacje o wątpliwościach kolejnych globalnych marek. W ubiegłym roku spekulowano o możliwym ograniczeniu obecności koncernu Monster przy Grand Prix. Obecnie reklam tej marki nie widać nawet na oficjalnej stronie mistrzostw świata.


Symbol zmiany epoki

Wycofanie się Boll z szerokiego sponsoringu to coś więcej niż decyzja jednej firmy. To sygnał, że model finansowy żużla – oparty w dużej mierze na jednym silnym rynku – wymaga przemyślenia.

Jeszcze niedawno zielone kevlarowe komplety na PGE Narodowym symbolizowały ekspansję i stabilność sponsorską. Dziś są wspomnieniem czasu, gdy czterech zawodników reprezentowało jednego partnera w mistrzostwach świata.

Boll nie znika całkowicie z żużla, ale jego ruch jest wyraźnym ostrzeżeniem. W sporcie, w którym globalna ekspozycja jest kluczowa, sponsorzy coraz dokładniej liczą nie tylko emocje, lecz także zasięgi.

Zdjęcie: publiczny FB Speedway Grand Prix