„Czemu to ma służyć ? Organizacja IMP zawsze była nagrodą za zdobycie przez klub DMP. Komu to przeszkadza ? Rozgoniłbym te bezmózgowe towarzystwo w granatowych garniturkach na trzy wiatry. Tym panom od nadmiaru kasy już się całkiem we łbach poprzestawiało. Ciekawe co jeszcze wymyślą? Pies jak nie ma co robić to sobie jaja liże, może warto skorzystać z tego pomysłu… ?

„Nie widzę powodu by zmieniać tradycyjne zasady. Przypomnę że kiedyś było tak że jeżeli dana drużyna zdobyła czwarty raz z rzędu tytuł to dopiero wtedy GKSZ wyznaczał innego organizatora finału. Jeżeli w kolejnych latach dany klub zdobywał tytuły to po roku finał wracał do niego. No cóż w ostatnim czasie każda „centrala” chce centralizować. Władza centralna chce rządzić. Może jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze?”

„… przecież oni zrobili sobie prywatny folwark do zarabiania dużych pieniędzy jestem ciekawy ile obniżyli sobie wypłaty w pandemii”

To tylko niektóre komentarze z social mediów „chwalące” kolejny superpomysł żużlowych władz w Polsce.

A propos pieniędzy… Telewizja daje, telewizja wymaga. Cóż niedawno PGE Ekstraliga zrezygnowała z rozgrywania żużlowych meczów tylko w niedzielę. No może z wyjątkiem meczów rozgrywanych w lany poniedziałek. I jakby na przekór tradycji, w sezonie 2021 zaplanowano kolejkę ekstraligi żużlowej w okresie Świąt Wielkanocnych – ale zamiast meczów w lany poniedziałek, spotkania żużlowców  odbędą się w Wielką Sobotę. Tak, tym sposobem narodzi się nam nowa Tradycja…

Jak zwykle jeśli są zmiany to zdania są podzielone. Mecze w piątek i niedzielę dla niektórych to dobre rozwiązanie. Bo po piątkowym meczu nie trzeba śpieszyć się do domu, bo przecież jest wolna sobota. Zgoda. Ale najpierw na ten piątkowy mecz w dzień roboczy trzeba dotrzeć. Wyjazd tego dnia wiąże się z braniem urlopu w pracy. A i mecz domowy dla kogoś, kto pracuje w drugiej części niż stadion takiego miasta jak Wrocław może również oznaczać konieczność „urywania się” z pracy.

Ale za to kibic kanapowy, w kapciach przed telewizorem ma ogromny luksus, Nie musi wychodzić z domu i wszystkie mecze może sobie, popijając piwko, obejrzeć.

I jeszcze przytoczę fragment wpisu z fejsbukowej strony redaktora Bartłomieja Czekańskiego: „Sport, który nie szanuje swojej tradycji nie ma przyszłości. GKSŻ należy rozwiązać i wybrać na nowo! I dlaczego tak ochoczo uwala mistrzowską Unię Leszno? Kogo jej sukcesy kolą w oczy? – >>Trzy mecze drugoligowego Kolejarza Rawicz nakładają się na spotkania pierwszej drużyny (tej ekstraligowej z Leszna). Unia aż pięć meczów na własnym torze jedzie w piątki. Wsio przypadek?<< – napisał w mediach społecznościowych prezes Unii Leszno, Piotr Rusiecki.”

GKSŻ na swojej stronie internetowej opublikował min. Regulamin Indywidualnych Mistrzostw Polski i MIMP – wersja z dn. 19.01.2021. Nie wzbudziłby ten dokument większych emocji, gdyby nie zapis Art. 640, w którym możemy przeczytać: Organizatora finału IMP wyznacza GKSŻ.

Do tej pory – z małymi wyjątkami – organizatorem finału IMP był klub, który w poprzednim roku zdobył tytuł DMP. Widać wielką niekonsekwencję w poczynaniach GKSŻ, gdyż Art. 641 pozostał w niezmienionej formie i dowiadujemy się, iż „Finał MIMP rozgrywany jest na torze klubu Drużynowego Mistrza Polski Juniorów z roku ubiegłego.”

Widać, że ktoś na siłę próbuje manipulować przy regulaminach w sporcie żużlowym. Jasne jest, iż jeśli klub X zdobędzie tytuł DMPJ przez np. pięć lat z rzędu – to tyleż lat będzie organizował finał młodzieżowych indywidualnych mistrzostw Polski. Ale w dorosłym żużlu wg naszych władz żużlowych już taką ewentualność trzeba było zmienić.

Dla przypomnienia ROW Rybnik będący Drużynowym Mistrzem Polski nieprzerwanie w latach 1962 – 1968 organizował finały Indywidualnych Mistrzostw Polski nieprzerwanie w latach 1963 – 1969, zgodnie z zasadą obowiązującą w regulaminie sportu żużlowego do sezonu 2020. I nikomu to nie przeszkadzało. Ba, w tym czasie tylko Henryk Żyto z Unii Leszno (1963) oraz Zygmunt Pytko z Unii Tarnów (1967) zdobywali IMP nie będąc zawodnikami rybnickiego klubu.

Z kolei legenda ROWu Rybnik Andrzej Wyglenda wszystkie swoje cztery tytuły IMP zdobył na „swoim” torze w Rybniku. W klasyfikacji wszech czasów medalistów IMP zajmuje trzecie miejsce. Nikomu do głowy nie przychodzi, żeby pomniejszać jego osiągnięcia, argumentując tym, że „przecież wygrał IMP jeżdżąc na swoim torze”.

Już w latach 90-ych żużlowym władzom nie podobała się dominacja Sparty Wrocław, w drużynowych mistrzostwach Polski. Po zdobyciu trzeciego z rzędu DMP, GKSŻ zabrała finał w 1996 r Wrocławiowi i przyznała Warszawie. W pierwszej połowie lat 90-ych XX w. bardzo liczono na odrodzenie się po latach, żużla w stolicy i na torze Gwardii przy ulicy Racławickiej rozgrywano różne zawody towarzyskie. Min. podczas jednych z takich zawodów w 1994 r. młody żużlowiec Falubazu Zielona Góra Piotr Protasiewicz miał bardzo groźny upadek. Stojący na murawie świetny spiker z Gorzowa (nieżyjący już) Krzysztof Hołyński rozpaczliwym głosem musiał nawoływać służby medyczne do udzielania pomocy leżącemu na torze PePe.

W późniejszych latach nie było już takich precedensów z zabieraniem drużynowemu mistrzowi Polski organizacji IMP w roku następnym. Był to, dla klubu drużynowego mistrza, ogromny prestiż i wyróżnienie.

Cóż, obecnie władze polskiego żużla za nic mają tradycję. Wolą promować żużel w mniej znanych ośrodkach… Czyli jest całkiem możliwe, że finał Indywidualnych Mistrzostw Polski zostanie rozegrany np. w Daugavpils, Landshut, a może w Pardubicach? W końcu z niektórych rejonów w Polsce do tych miast jest znacznie bliżej niż np. do Leszna. Czy taki scenariusz jest kompletnie abstrakcyjny? Otóż nie. W bieżącym sezonie zgodnie z art. 640 gospodarza finału IMP wyznaczy GKSŻ. Natomiast w kolejnych latach GKSŻ będzie ogłaszał konkurs ofert. I gospodarzem finału IMP będzie ten ośrodek, który przedstawi najkorzystniejszą propozycję.

Pożegnaliśmy w ten sposób kolejną tradycję jaką mieliśmy w polskim żużlu.

Co jest istotne, Unia Leszno sama nie zrezygnowała z organizacji finału IMP w 2021. Strona sportowa? W ostatnich trzech finałach rozegranych w Lesznie, w 2018 r. wygrał Piotr Pawlicki z Unii Leszno, a w 2019 jego kolega klubowy  Janusz Kołodziej. Lecz w roku 2020 (IMP został Maciej Janowski ze Sparty Wrocław) na podium IMP nie było żadnego zawodnika gospodarzy.

Na 9 możliwych do zdobycia medali, tylko 3 zdobyli gospodarze, trzeba przyznać, że w tym 2 złote.

Można powiedzieć, że finały indywidualnych mistrzostw Polski rozgrywane w Lesznie w latach 2018-2020 zdominował Maciej Janowski. Zawodnik Sparty Wrocław trzy razy z rzędu stawał na podium IMP w Lesznie. W 2018 r. przedzielił parę gospodarzy zajmując w finale drugie miejsce. Rok później był trzeci, by w ubiegłym sezonie zdobyć złoto IMP.

Czyżby więc GKSŻ obawiała się dominacji Macieja Janowskiego w rozgrywanych w Lesznie finałach IMP?