Do niedawna miał status niemalże niepodważalny – Ryszard Kowalski, szef warsztatu RK Racing, przez blisko dekadę uchodził za bezkonkurencyjnego tunera żużlowych silników. To na jego sprzęcie Bartosz Zmarzlik zdobywał (i jak dotąd zdobywa) kolejne mistrzostwa świata, a cała czołówka PGE Ekstraligi ustawiała się w kolejce po jego jednostki napędowe. Ale w sezonie 2025 po raz pierwszy od lat sytuacja uległa dramatycznej zmianie. Na horyzoncie pojawił się poważny konkurent, który z roku na rok systematycznie umacnia swoją pozycję – Ashley Holloway.

Koniec dominacji RK Racing?

Warsztat Kowalskiego, ulokowany w małej miejscowości w Wielkopolsce, przez wiele lat był żużlowym centrum świata. Z jego usług korzystali najlepsi zawodnicy globu – od Zmarzlika, przez Łagutę, aż po Holdera. Jednak od sezonu 2022 przewaga RK Racing nad konkurencją zaczęła systematycznie topnieć. W ostatnim czasie coraz więcej zawodników decyduje się na współpracę z alternatywnymi tunerami, a najgłośniejszym nazwiskiem ostatnich miesięcy jest Brytyjczyk – Ashley Holloway i jego warsztat Ash-Tech.

Holloway atakuje na pełnym gazie

Brytyjski tuner przez długie lata był traktowany jako solidny rzemieślnik, ale dopiero teraz zyskał zawodnika, który może realnie powalczyć o mistrzostwo świata – Brady’ego Kurtza. Australijczyk nie tylko błyszczał w PGE Ekstralidze, ale także – choć niespodziewanie – był jednym z głównych kandydatów do złota w cyklu Grand Prix. Ostatecznie w tym roku Kangur przegrał rywalizacje o tytuł indywidualnego mistrza świata zaledwie o punkt z Bartoszem Zmarzlikiem. Ale historyczny sukces, wygrana pięciu kolejnych (i zarazem ostatnich w tym sezonie) rund cyklu SGP wystawia jak najlepsze świadectwo Kurtzowi i jego tunerowi. I właśnie ten sukces otwiera przed Hollowayem drzwi do zdetronizowania Kowalskiego.

W 2025 roku rywalizacja nie toczyła się już tylko na torze, ale także w warsztatach. W klasyfikacji Grand Prix zawodnicy korzystający z silników Holloway’a stawali na podium (minimalnie więcej razy niż klienci RK Racing) 14 razy (w tym 6 na pierwszym miejscu – Kurtz, Bewley), podczas gdy klienci RK Racing – 11 razy (w tym 4 na pierwszym miejscu – Zmarzlik, Holder). Wydaje się, że niewielka różnica, ale symboliczna – po raz pierwszy od lat to nie Kowalski miał przewagę nad konkurencją.

Ekstraligowe starcie: remis jak nigdy

Jeszcze ciekawiej wygląda zestawienie klientów obu tunerów w indywidualnych statystykach PGE Ekstraligi. W TOP10 mamy absolutny remis – zarówno Kowalski, jak i Holloway mają po czterech reprezentantów:

RK Racing:

  • Bartosz Zmarzlik
  • Artiom Łaguta
  • Jack Holder
  • Wiktor Przyjemski

Ash-Tech:

  • Brady Kurtz
  • Mikkel Michelsen
  • Piotr Pawlicki
  • Patryk Dudek* (*korzysta także z innych jednostek)

To zestawienie pokazuje, że rywalizacja toczy się nie tylko na poziomie Grand Prix, ale również w ligowych realiach. Co więcej, równowaga sił przeniosła się także do Metalkas 2. Ekstraligi, gdzie znów wspomniani tunerzy mają po czterech przedstawicieli wśród najlepszych:

Ash-Tech:

  • Janusz Kołodziej
  • Ben Cook
  • Ryan Douglas
  • Aleksandr Łoktajew

RK Racing:

  • Szymon Woźniak
  • Luke Becker
  • Krzysztof Buczkowski
  • Paweł Przedpełski* (*korzysta też z innych tunerów)

Stawka? Tytuł najlepszego tunera świata

Rywalizacja Zmarzlik – Kurtz może być zatem symbolicznym finałem nie tylko walki o mistrzostwo świata, ale również o miano najlepszego tunera. Na razie górą jest RK Racing. Jeśli Polak, w przyszłym sezonie, po raz kolejny sięgnie po tytuł, Kowalski będzie mógł mówić o obronie statusu. Ale jeśli zatriumfuje Australijczyk, świat żużla zyska nowego króla silników – Ashleya Hollowaya.

Nie byłoby w tym zresztą przypadku. Brytyjczyk, z polskim obywatelstwem, jeszcze przed minionym sezonem publicznie wskazywał Kurtza jako „czarnego konia” rozgrywek Grand Prix. Wiedział, co mówi – miał w ręku zawodnika i silniki, które mogą zatrząść żużlowym układem sił. Zresztą Australijczyk swoja postawą na torze potwierdził słowa Hollowaya. Jeszcze nikt w historii SGP nie wygrał pięciu kolejnych rund pod rząd. A do tytułu IMŚ zabrakło Kurtzowi bardzo niewiele…

Co z pozostałymi tunerami?

Choć w pierwszych tygodniach sezonu 2025 sporo mówiło się o Peterze Johnsie, to później jego klienci zeszli nieco w cień. Z kolei Bert van Essen od lat trzyma się niewielkiej grupy zawodników i nie przejawia ambicji do ekspansji. Dodatkowo niewypałem okazało się korzystanie min. przez Leona Madsena z „fabrycznych” silników GM przygotowywanych przez Vittorio Marzotto. Po publicznym napiętnowaniu przez włoskiego producenta silników Flaminga Graversena, w jego stajni zostało praktycznie dwóch zawodników „z nazwiskiem” – Jarosław Hampel (jaki to był sezon „Małego” wszyscy wiedzą; dodatkowo Hampel zakończył karierę zawodniczą) i Patryk Dudek, który korzystał z jednostek napędowych przygotowywanych także przez innych tunerów. To sprawia, że wyścig po koronę tunera sezonu 2025 toczył się de facto między dwoma gigantami – Kowalskim i Hollowayem. A jak będzie w 2026 roku? Ciężko teraz wyrokować.


Podsumowanie: zmiana warty czy chwilowe zachwianie?

Choć Ryszard Kowalski wciąż ma w swoim arsenale największe żużlowe nazwisko – Bartosza Zmarzlika – to jego przewaga nad konkurencją topnieje. Szczególnie pokazała to druga część rywalizacji w tegorocznym cyklu SGP (pięć wygranych rund z rzędu przez zawodników korzystających z silników Ash-Tech). Ashley Holloway nie tylko zyskał klientów z najwyższej półki, ale również potrafi dostarczyć im sprzęt pozwalający na równorzędną walkę z najlepszymi.

Czy sezon 2026 będzie początkiem nowej ery w świecie żużlowych tunerów? Odpowiedź przyniosą przyszłoroczne rundy Grand Prix a także rywalizacja w najlepszej lidze świata. Ale jedno jest pewne – „wojna” tunerów rozkręca się na dobre, a jej wynik może zdefiniować żużlowe trendy na kolejne lata.

Zdjęcie: Maciej Trubisz