Aktualny mistrz świata juniorów, jeden z największych młodych talentów światowego żużla i kluczowa postać beniaminka PGE Ekstraligi. Nazar Parnicki wchodzi w sezon 2026 z bagażem sukcesów, ale i z nowymi wyzwaniami. Awans z Fogo Unią Leszno do elity, złoto mistrzostw świata juniorów i perspektywa jazdy wśród najlepszych zawodników globu – to wszystko już za nim. Teraz zaczyna się kolejny etap.
W rozmowie jaka ukazała się na stronie redbull.com zawodnik nie unika trudnych tematów. Otwarcie mówi o nowym regulaminie, swojej roli w zespole, planach na sezon i o tym, jak wygląda żużlowa rzeczywistość Ukrainy w czasie wojny.
Sezon marzeń i szybki powrót do elity
Poprzedni rok był dla niego wyjątkowy. Złoto mistrzostw świata juniorów i wywalczony z Fogo Unią Leszno awans do PGE Ekstraligi – trudno wyobrazić sobie lepszy scenariusz.
– Sezon 2025 był na pewno dla mnie bardzo udany i cieszę się, że udało zgarnąć się to złoto mistrzostw świata juniorów. Z kolei najważniejszym ligowym celem był awans z Fogo Unią i to się udało. Finał był niesamowitym przeżyciem, ale teraz już musimy zacząć myśleć o rywalizacji na najwyższym szczeblu – podkreśla Parnicki.
Awans to jednak dopiero początek. PGE Ekstraliga nie wybacza błędów, a poziom sportowy jest najwyższy na świecie. Sam zawodnik zapewnia jednak, że presja nie jest dla niego problemem.
– Nie, nie odczuwam niczego takiego. Startowałem już w cyklu SEC, występowałem także w innych zawodach, gdzie miałem okazję rywalizować z tymi lepszymi żużlowcami. Miałem więc już takie przetarcie, więc teraz nie będę narzucał na siebie niepotrzebnych stresów.
Więcej silników, gotowość na Grand Prix
Przygotowania do sezonu nie przeszły rewolucji, choć pojawiły się istotne korekty. Parnicki jest pierwszym rezerwowym cyklu Grand Prix, co oznacza realną szansę startu w jednej z rund.
– Motocykli mam tyle samo, ale jednak tych silników będzie troszkę więcej. Jestem pierwszym rezerwowym cyklu Grand Prix, więc jest spora szansa na to, że w jakimś turnieju pojadę. Musimy być przygotowani na taki wariant, więc musieliśmy zakupić więcej jednostek, ale oprócz tego, to nie ma jakiś większych zmian – wyjaśnia.
Cele? Konkretne i ambitne.
– Chciałbym to powtórzyć (śmiech)! Złoto świetnie smakowało, więc świetnie byłoby to zdobyć także w tym roku. Chciałbym także pojechać jakąś rundę w Grand Prix i chociaż spróbować powalczyć z tymi najlepszymi. No i także wyrobić jakąś niezłą średnią biegopunktową w PGE Ekstralidze… Najważniejsze to jednak przejechać sezon bez kontuzji i rozwijać swoje umiejętności. Czas pokaże, jak to będzie wyglądało.
Nowy regulamin. „Nie wiem, czy to dla mnie plus”
Jednym z najgłośniejszych tematów wokół jego osoby są zmiany regulaminowe. Parnicki będzie mógł startować pod numerami 6–7 oraz 14–15. Dla wielu juniorów byłaby to naturalna szansa. On patrzy na sprawę chłodniej.
– Szczerze? Tak do końca nie wiem, czy jest to na plus. Wolałbym jeździć na pozycji U-24, gdzie miałbym zapewnione cztery starty. Jazda trzech biegów w meczu nie byłaby dla mnie in plus. Będę robił jednak wszystko, żeby w tych juniorskich wyścigach pokazywać się z jak najlepszej strony.
Decyzja o przyjęciu takiej roli nie była wyłącznie jego wyborem.
– Zgodziłem się na ten numer przez mój klub, czyli Fogo Unię Leszno. Tak jak mówię, osobiście nie chciałbym znajdować się na tej pozycji, ale zespół ma dzięki temu wiele wariantów taktycznych i dlatego też się na to zgodziłem.
To wypowiedź, która pokazuje dojrzałość. Z jednej strony sportowa kalkulacja – cztery biegi dają większą stabilność. Z drugiej – gotowość podporządkowania się strategii drużyny.
Red Bull Juniorskie Asy – nowe doświadczenie
Zmiana regulaminu otworzyła mu także drzwi do programu Red Bull Juniorskie Asy.
– Fajna wiadomość! Słyszałem, że w ubiegłych edycjach juniorzy wygrywali obóz do centrum Red Bulla w Austrii, więc może mi uda się zawalczyć o tę nagrodę? Rywalizacja w takim programie to zawsze ciekawe, nowe doświadczenie – mówi z entuzjazmem.
Życie między Polską a Ukrainą
Do Polski przeniósł się w 2022 roku, po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W Lesznie buduje swoją sportową przyszłość, ale jego rodzina wciąż jest podzielona między dwa kraje.
– Bardzo dobrze. Tata i brat pracują ze mną, bo są moimi mechanikami, więc mam ich blisko siebie. Brat co prawda nie ma jeszcze skończonej szkoły, więc przyjeżdża do mnie tylko wtedy, gdy ma wolne. Mama i siostra odwiedzają mnie w Polsce, ale na stałe mieszkają jednak w Ukrainie. Przyjeżdżają tutaj głównie na święta i podczas wolnego czasu. Żużel jest moją pracą i pasją, więc spędzam cały czas w Lesznie, żeby się jak najlepiej rozwijać i przygotowywać.
Jego droga do żużla nie była oczywista.
– Mając trzy lata zacząłem jeździć na motocrossie. Wtedy nie potrafiłem jeszcze jeździć na rowerze, ale za to na motocyklu już robiłem pierwsze okrążenia (śmiech). Od dziecka było więc wiadomo, że moja przyszłość będzie związana z motocyklami. Gdy miałem 14–15 lat podczas treningu na motocrossie poznałem ludzi z żużlowego otoczenia i tak mnie namówili potem na spróbowanie sił w tym sporcie. Bardzo mi się to spodobało i postanowiłem się skupić na tym rodzaju motocykli.
Żużel w cieniu wojny
Sytuacja żużla w Ukrainie pozostaje trudna.
– Na pewno nie wygląda to dobrze, ale są jednak ważniejsze sprawy od żużla. Próbują jednak organizować jakieś treningi, zawody… Wiadomo, że w obecnej sytuacji jest to bardzo trudne, ale fajnie, że ktoś stara się to podtrzymywać. Mam nadzieję, że po zakończeniu wojny, żużel na Ukrainie się odnowi i rozwinie. Byłem parę razy na Ukrainie od czasu rozpoczęcia wojny, ale nie miałem okazji tam trenować. Jednak cały sprzęt mam tu w Polsce, więc byłyby pewnie problemy, gdybym chciał to przewieźć przez granicę.
Zainteresowanie jego sukcesem w ojczyźnie było umiarkowane.
– Ludzie wiedzą, że udało mi się zdobyć ten tytuł, ale jakiegoś wielkiego zainteresowania nie było. Nie ma co ukrywać – żużel nie jest popularnym sportem na Ukrainie. Myślę, że jak skończy się wojna to więcej ludzi będzie wiedzieć o moich żużlowych wynikach. Chciałbym, żeby ten sport się rozwijał w tym kraju i ze swojej strony mogę zapewnić, że im pomogę.
Nazar Parnicki nie ucieka od odpowiedzialności. Mówi wprost, że nie każda zmiana jest dla niego idealna, ale jednocześnie podkreśla lojalność wobec drużyny. Mistrz świata juniorów wchodzi do PGE Ekstraligi nie jako anonimowy talent, lecz jako zawodnik świadomy swojej wartości i ryzyka.
Przed nim sezon, który może być kolejnym krokiem w stronę światowej czołówki – albo trudną lekcją elity. Jedno jest pewne: ambicji mu nie brakuje.
Źródło: redbull.com
Zdjęcie: publiczny Fb FIM Speedway Grand Prix








