Choć oficjalnie okienko transferowe w żużlu jeszcze się nie otworzyło, to w praktyce – większość kluczowych ruchów kadrowych na sezon 2026 jest już dawno „zaklepana”. W kuluarach mówi się o tym, że pierwsze decyzje personalne zapadły już w maju, a niektóre z nich miały fundamentalny wpływ na układ sił w PGE Ekstralidze.
Mimo to wciąż nie brakuje zawodników, którzy pozostają bez kontraktu lub nie są pewni swojej przyszłości. Rynek transferowy – szczególnie w kontekście zawodników U24 i U21 – wciąż tętni życiem.
Transferowa karuzela ruszyła już w maju
Choć oficjalna data otwarcia żużlowego „mercato” przypada na jesień, to faktycznie – większość klubów zaczęła działać znacznie wcześniej. Ale w przypadku niektórych zawodników już po sezonie ligowym następowały niespodziewane zwroty akcji. Norick Blödorn po świetnym występie w SON2 i zdobyciu złotego medalu na Motarenie dołączy do tegorocznych mistrzów Polski – PRES Grupy Deweloperskiej Toruń, zajmując miejsce „zaklepanego” już wcześniej Bastiana Pedersena.
Los samego Pedersena wydaje się jednak już przesądzony – Duńczyk ma trafić do derbowego rywala torunian, czyli Bayersystem GKM-u Grudziądz.
Na tym jednak nie koniec ruchow transferowych wśród niedoświadczonych żużlowców – Villads Nagel, który przez moment był łączony z Motorem Lublin, ma ostatecznie zasilić H. Skrzydlewska Orła Łódź.
W praktyce większość klubów ma już dopięte podstawowe składy, ale wciąż pozostały wolne miejsca – głównie wśród młodzieżowców i zawodników U24. To właśnie oni stanowią dziś najbardziej dynamiczną część rynku.
Niepewna przyszłość młodych Spartan i torunian
Nie wszystkim uda się znaleźć miejsce w zespole, z którym są obecnie związani. W Toruniu po przyjściu Blödorna i podpisaniu nowych umów z liderami zabraknie miejsca dla Nicolaia Heiselberga, który będzie musiał poszukać innego pracodawcy.
Podobna sytuacja dotyczy Betard Sparty Wrocław, gdzie o miejsce w składzie walczą William Drejer i Francis Gusts. Obaj mają potencjał, by być solidnym wsparciem dla zespołu w Ekstralidze, jednak przy obecnej sile składu Wrocławian (z Łagutą, Janowskim i Bewleyem) realnie grozi im sezon na ławce. Z tej dwójki bardziej prawdopodobne wydaje się zostanie we Wrocławiu Duńczyka. Zawodnik ten może zamiennie z Mikkelem Andersenem występować jako zagraniczny junior w PGE Ekstralidze. Mający dziś 22 lata Francis Gusts tego kryterium już nie spełnia. A trudno wyobrazić sobie by Łotysz był zagrożeniem dla Bartłomieja Kowalskiego na pozycji U24. Poza tym pojawienie się w składzie Spartan Gutsa zmusza wystawienie do ligowej rywalizacji dwóch polskich żużlowców do lat 21.
Nie wiadomo także, jaka przyszłość czeka Jamesa Pearsona z Krono-Plast Włókniarza Częstochowa – Australijczyk ma ważny kontrakt, ale w praktyce jego miejsce w składzie jest zagrożone przez napływ młodych, tańszych zawodników.
Falubaz i jego łamigłówka z Curzytkiem i McDiarmidem
Dużo mówi się o potencjalnych ruchach Stelmet Falubazu Zielona Góra, który ma problem bogactwa wśród zawodników U24. Klub posiada w swoich szeregach Michała Curzytka oraz Mitchella McDiarmida.
Teoretycznie McDiarmid mógłby jechać jako junior w PGE Ekstralidze, ale przy konfiguracji z dwoma polskimi seniorami w składzie to rozwiązanie wydaje się mało realne, ale nie niemożliwe. Wówczas na pozycji U24 musi występować Michał Curzytek. Zielonogórzanie muszą więc zdecydować, który z nich zostanie, a który trafi na wypożyczenie. Chyba, że Curzytek wskoczy jako zawodnik U24, to wówczas Mc Diarmid może być zagranicznym zawodnikiem młodzieżowym w meczu ligowym Zielonogórzan.
Gorzów i jego młodzieżowy kocioł
Jeszcze większy nadmiar młodzieżowców panuje w Gezet Stali Gorzów. Klub dysponuje szeroką kadrą młodych żużlowców, a tylko dwóch z nich zmieści się w składzie na Ekstraligę.
Adam Bednar najprawdopodobniej wypełni miejsce juniorskie, a Mathias Pollestad ma pozostać zawodnikiem U24. To jednak wciąż pozostawia w rezerwie takich żużlowców jak Sebastian Mayland, Andreas Olsen czy Michael West.
Szczególnie ten ostatni – West – aktywnie poszukuje klubu w Polsce i był nawet łączony z KS Śląskiem Świętochłowice z Krajowej Ligi Żużlowej.
Brytyjczycy i Skandynawowie bez klubów
Na rynku transferowym pozostaje też kilku ciekawych zawodników zagranicznych, którzy wciąż nie znaleźli miejsca w Polsce.
Listę otwiera Dan Thompson, który od dwóch lat czeka na poważną szansę w naszym kraju. Choć rozmowy z klubami trwały, żaden z nich nie zakończył się kontraktem.
W podobnej sytuacji są Brytyjczycy Leon Flint i Anders Rowe, a także Szwed Sammy Van Dyck. Wszyscy trzej mogą okazać się ciekawą opcją dla klubów z Krajowej Ligi Żużlowej (II poziom rozgrywkowy), które szukają niedrogich, ale ambitnych zawodników.
Warto też wspomnieć o nazwiskach takich jak Casper Henriksson, Philip Hellström-Bängs czy Niklas Holm Jakobsen – młodych, utalentowanych Skandynawach, którzy wciąż liczą na kontrakt w Polsce.
Ale najbardziej utytułowany i najstarszy z nich 48-letni Nicki Pedersen po sezonie spędzony, w Rybniku pozostaje bez pracy. Ale żaden klub z PGE Ekstraligi ani Metalkas 2. Ekstraligi nie chce zatrudnić Duńczyka, by psuć sobie atmosferę w drużynie. Ostatnio pojawiły się informacje jakoby „dziki Nicki” znalazł zatrudnienie w najsłabszym klubie Krajowej Ligi Żużlowej – Wandzie Kraków. Będąc tam gwiazdą mógłby przytulić nawet i milion złotych za sezon.
Klubu nie mogą znaleźć wracający po kontuzji i doskonale mówiący po polsku Patrick Hansen, a także Nicolai Klindt i Kenneth Bjerre. Ten drugi obecny sezon zakończył z piętnastą średnią wśród zawodników drugiego szczebla rozgrywek w Polsce.
Inwestycje w przyszłość – nowe nazwiska na radarze
W klubowych notatnikach pojawiają się już nazwiska zawodników, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z profesjonalnym żużlem.
To m.in. Beau Bailey i Cooper Rushen – odpowiednio 16-letni Australijczyk i Brytyjczyk.
Bailey ma trafić do GKM-u Grudziądz, a Rushenem interesują się Unia Leszno i wspomniany już GKM.
Na liście najbardziej perspektywicznych żużlowców są też Rasmus Karlsson, Dimitri Buch (obaj 18 lat) oraz Jacob Boelch, który ma zaledwie 17 lat, ale już prezentuje solidny poziom juniorski w ligach skandynawskich.
Doświadczeni żużlowcy bez klubów w Polsce
Słoweniec Matej Zagar był bliski podpisania kontraktu w Łodzi. Ale 400 tysięcy zł za podpis i 5 tysięcy za punkt okazały się zbyt dużo jak na klasę jaką prezentuje obecnie pięciokrotny zwycięzca turniejów SGP. Bez klubu jest także występujący w tym sezonie w Fogo Unii Leszno Josh Pickering. On z kolei okazał się za drogi dla drużyny Polonii Piła.
Z umowami w KLŻ lub z kontraktami warszawskimi, dającymi furtkę na szukanie klubów między oknami transferowymi, giełdę mogą jeszcze zakończyć m.in.: Vaclav Milik, David Bellego (ponoć zainteresowany nim jest Speedway Kraków) czy Norbert Krakowiak. Odrobinę pola do negocjacji może mieć natomiast Sam Masters, którego chcą na trzeci szczebel rozgrywkowy i w Gdańsku i w Gnieźnie.
Także bez klubu pozostaje 49-letni weteran żużlowych torów Grzegorz Walasek. Ale on nie ma powodów do zmartwień, gdyż najprawdopodobniej przejmie ekipę Stelmet Falubazu. Walasek miałby zostać menadżerem Zielonogórzan.
Podsumowanie: kluby mają w kim wybierać
Choć większość topowych nazwisk na sezon 2026 jest już przypisana do konkretnych drużyn, to wciąż pozostaje szeroka grupa zawodników do zagospodarowania – zarówno w kontekście uzupełnień składów PGE Ekstraligi, jak i długofalowych inwestycji klubów z najwyższej ligi w Polsce.
Ba, z zawodników pozostających na ten moment bez klubów można by stworzyć całkiem ciekawy zespół o bardzo dużej sile rażenia.
Transferowa gra toczy się nie tylko o dziś, ale i o jutro – a niektórzy z tych młodych zawodników już za dwa-trzy sezony mogą stanowić o sile najlepszych drużyn w Polsce.








