Speedway Grand Prix miało być wizytówką światowego żużla, elitarnym cyklem, w którym najlepsi zawodnicy globu rywalizują nie tylko o tytuł mistrza świata, ale też o godne wynagrodzenie za swoją pracę, ryzyko i wielomiesięczne przygotowania. Tymczasem decyzje podjęte przed sezonem 2026 przez FIM oraz nowego promotora cyklu – Mayfield Sports Events Ltd. – uderzają w fundamenty tej idei.
Nowy regulamin finansowy SGP oznacza jedno: drastyczne obniżenie stawek za udział w poszczególnych rundach mistrzostw świata. I to w skali, która w środowisku żużlowym została odebrana jako brutalna i katastrofalna w skutkach.
Ponad 150 tysięcy złotych mniej do podziału w każdym turnieju
Zgodnie z opublikowanymi zasadami, pula nagród na każdy turniej Speedway Grand Prix w sezonie 2026 została zmniejszona o ponad 36 tysięcy euro, czyli o ponad 150 tysięcy złotych. To oznacza, że zawodnicy startujący w jednym turnieju będą mieli do podziału znacznie mniej pieniędzy niż dotychczas.
W skali całego sezonu – który będzie liczył 10 rund – oszczędności promotora kosztem zawodników sięgną ponad 1,5 miliona złotych. To kwota, która nie znika w próżni – to pieniądze zabrane tym, którzy tworzą widowisko, przyciągają kibiców i biorą na siebie największe ryzyko.
Po rezygnacji Warner Bros. Discovery Sports z promocji mistrzostw świata można było spodziewać się korekt budżetowych. Skala tych cięć pokazuje jednak, że nowy promotor postawił na politykę oszczędzania przede wszystkim na żużlowcach.
Zwycięstwo w Grand Prix tańsze niż jeden bieg w Ekstralidze
Najbardziej symboliczny jest spadek nagrody za zwycięstwo w pojedynczej rundzie Grand Prix.
W sezonie 2026 triumfator turnieju otrzyma 11 550 euro, podczas gdy wcześniej było to 16 500 euro. Oznacza to obniżkę o 4 950 euro.
W przeliczeniu na polską walutę nagroda spada:
- z niespełna 70 tysięcy złotych
- do nieco ponad 48 tysięcy złotych
W realiach PGE Ekstraligi są to pieniądze symboliczne. Najlepsi zawodnicy, z Bartoszem Zmarzlikiem na czele, za zwycięstwo w jednym biegu ligowym mogą inkasować nawet około 50 tysięcy złotych, czyli więcej niż za wygranie całego turnieju Grand Prix.
To brutalne zestawienie pokazuje, gdzie dziś naprawdę zarabia się na żużlu – i jak bardzo mistrzostwa świata finansowo odstają od polskich realiów ligowych.
Pełna lista obniżonych nagród – spadki na każdej pozycji
Nowy regulamin nie oszczędza nikogo. Obniżki dotyczą wszystkich miejsc, od pierwszego do osiemnastego:
- 1. miejsce – 11 550 euro (było 16 500)
- 2. miejsce – 8 750 euro (było 12 000)
- 3. miejsce – 7 000 euro (było 10 000)
- 4. miejsce – 6 300 euro (było 9 000)
- 5. miejsce – 5 425 euro (było 7 750)
- 6. miejsce – 5 425 euro (było 7 750)
- 7. miejsce – 5 075 euro (było 7 250)
- 8. miejsce – 5 075 euro (było 7 250)
- 9. miejsce – 4 550 euro (było 6 500)
- 10. miejsce – 4 550 euro (było 6 250)
- 11. miejsce – 4 375 euro (było 6 000)
- 12. miejsce – 4 200 euro (było 5 750)
- 13. miejsce – 4 025 euro (było 5 500)
- 14. miejsce – 3 850 euro (było 5 250)
- 15. miejsce – 3 500 euro (było 5 000)
- 16. miejsce – 3 325 euro (było 4 750)
- 17. miejsce – 700 euro (było 1 000)
- 18. miejsce – 700 euro (było 1 000)
Spadki sięgają w wielu przypadkach ponad 30 procent, co przy rosnących kosztach sprzętu, serwisu, logistyki i zaplecza technicznego oznacza jedno: zawodnicy będą do Grand Prix dopłacać jeszcze więcej niż dotychczas.
SGP2 również z mocnym cięciem
Proporcjonalne obniżki dotknęły także juniorów rywalizujących w cyklu SGP2. W ich przypadku stawki zostały zmniejszone również o około 30 procent.
- zwycięzca rundy: 1 750 euro (było 2 500)
- miejsce: 1 400 euro (było 2 000)
- miejsce: 1 190 euro (było 1 700)
Dla młodych zawodników, którzy dopiero budują swoje kariery i zaplecze sprzętowe, to kolejny sygnał, że mistrzostwa świata przestają być realnym wsparciem finansowym.
Grand Prix traci sens ekonomiczny
Od lat nie jest tajemnicą, że prawdziwe pieniądze w żużlu są w Polsce. To PGE Ekstraliga utrzymuje czołówkę światowego speedwaya, oferując milionowe kontrakty i bardzo wysokie stawki za punkt.
Grand Prix, zamiast być finansową nagrodą za sportową elitę, staje się coraz bardziej kosztownym obowiązkiem, który zawodnicy muszą finansować z ligowych kontraktów i prywatnych sponsorów.
Nieprzypadkowo w poprzednich latach Nicki Pedersen, trzykrotny indywidualny mistrz świata, zrezygnował z dalszych startów w SGP, wskazując właśnie na kwestie finansowe.
Również Emil Sajfutdinow, za pośrednictwem swojego menedżera, deklarował, że nawet gdyby otrzymał możliwość powrotu do cyklu, nie byłby nim zainteresowany, bo wymagałoby to budowy bardzo kosztownego zaplecza sponsorskiego.
Czterech Polaków, dziesięć rund – i coraz mniejsze nagrody
W sezonie 2026 w Grand Prix wystąpi czterech Polaków:
- Bartosz Zmarzlik (obrońca tytułu),
- Patryk Dudek,
- Dominik Kubera,
- Kacper Woryna.
Cykl będzie liczył 10 turniejów – od 2 maja w Landshut do 26 września w Toruniu. Sportowo zapowiada się interesująco, finansowo – gorzej niż kiedykolwiek.
Mistrzostwa świata na barkach Ekstraligi
Decyzje FIM i nowego promotora jasno pokazują, że ciężar utrzymania światowej elity żużla spoczywa dziś na polskiej lidze, a nie na mistrzostwach świata.
Speedway Grand Prix, zamiast być motorem napędowym dyscypliny, staje się projektem oszczędnościowym, w którym największe koszty przerzuca się na zawodników. To kierunek, który w dłuższej perspektywie może doprowadzić do dalszego odpływu gwiazd i spadku prestiżu całego cyklu.
Nowa era Grand Prix zaczyna się od cięć. I trudno oprzeć się wrażeniu, że to żużlowcy zapłacą za nią najwyższą cenę.
Zdjęcie: publiczny FB FIM Speedway Grand Prix






