Piotr Protasiewicz to postać, której nie sposób pominąć w historii polskiego speedwaya. Dzisiejszy dyrektor sportowy BETARD SPARTY Wrocław przez lata był jednym z filarów reprezentacji Polski, a jego dorobek w Drużynowych Mistrzostwach Świata i Drużynowym Pucharze Świata stawia go w gronie najbardziej utytułowanych zawodników w historii biało-czerwonej kadry. Cztery złote i trzy srebrne medale mistrzostw świata w rywalizacji drużynowej to bilans, który mówi sam za siebie.

W rozmowie opublikowanej na stronie ekstraliga.pl Protasiewicz wraca pamięcią do swoich pierwszych startów z Orzełkiem na piersi, analizuje kluczowe momenty turniejów DPŚ, opowiada o presji, błędach, niedosycie, ale i dumie z wieloletniej obecności w kadrze.

Początek drogi. Młodzieżowiec wśród seniorów

Debiut Piotra Protasiewicza w Drużynowych Mistrzostwach Świata przypadł na rok 1996. Miał wówczas 21 lat i świeżo zdobyty tytuł Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów. Jak sam wspomina, okoliczności tamtych zawodów były wyjątkowe.

„To był okres buntu niektórych reprezentacji, ponieważ w zawodach FIM był wymóg korzystania z opon bez nacięć, które były trudne do jazdy, więc kilka teamów zbojkotowały te zawody. Drużyny składały się wtedy z dwóch zawodników i jednego rezerwowego. Ja w nagrodę za zdobycie tytułu Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów, dostałem powołanie na tę imprezę. Skład tworzyli wtedy Tomasz Gollob, Sławomir Drabik i ja.”

Pierwszy występ nie potoczył się po myśli młodego zawodnika.

„Po pierwszym nieudanym biegu, w którym przyjechałem ostatni, zostałem zmieniony przez Sławomira Drabika, który zastępował mnie do końca turnieju.”

Mimo tego Protasiewicz zapisał na swoim koncie medal mistrzostw świata, a samo wydarzenie do dziś pozostaje dla niego jednym z najbardziej emocjonalnych momentów kariery.

„Zdobyłem jednak medal i stanąłem na podium. Wydarzenie to było dla mnie wielkim przeżyciem, ponieważ wciąż byłem młodzieżowcem i pamiętam te zawody do dzisiaj.”

Srebro, które bolało najbardziej

Rok później reprezentacja Polski sięgnęła po srebro, a Protasiewicz rywalizował w duecie z Tomaszem Gollobem. To właśnie tamten turniej do dziś wywołuje w nim największy niedosyt.

„My z Tomaszem mogliśmy się poróżniać prywatnie, ale on potrafił wyczyniać cuda, jeśli chodzi o jazdę parą (…) gdyby nie mój błąd w biegu z reprezentacją Szwecji, gdzie wpadłem w dziurę, i jadąc na 5:1, pociągnęło mnie tak, że wjechałem w tor jazdy Tomasza, co wykorzystał Tony Rickardsson.”

Ten jeden moment przesądził o utracie złota.

„Z podwójnego prowadzenia zrobił się remis i przegraliśmy złoty medal bodajże jednym punktem. Miałem po tych zawodach do siebie dużo pretensji i gryzło mnie to wiele dni po zawodach.”

Nowa era DPŚ i kolejne medale

Rok 2001 był pierwszym rozegranym w formule Drużynowego Pucharu Świata. Polska znów sięgnęła po srebro, tym razem przegrywając z Australią.

„Zespół ciągnął Tomasz Gollob, ale zabrakło punktów moich oraz Jacka Krzyżaniaka. Zdobyliśmy srebrny medal i na to wtedy było nas stać, bo świetnie dysponowana była Australia na czele z Jasonem Crumpem.”

Lata 2002–2004 przyniosły rozczarowania, czwarte miejsca i trudne finały, jednak – jak podkreśla Protasiewicz – nie zawsze problemem był sprzęt czy specyfika torów.

„Byliśmy najzwyczajniej w świecie słabsi od pozostałych drużyn.”

Złote zwieńczenie wysiłków

Przełom nastąpił w 2005 roku we Wrocławiu.

„Na szczęście odbiliśmy sobie te niepowodzenia w 2005 roku na torze we Wrocławiu, gdzie wywalczyliśmy złoto, demolując resztę stawki ogromną liczbą punktów.”

Kolejne złote medale przyszły w 2009 roku w Lesznie oraz w 2011 roku w Gorzowie, choć nie każdy turniej był dla niego indywidualnie udany.

„Nie było to mój turniej (…) trudno było mi się dopasować do toru.”

Mimo to bilans kariery mówi sam za siebie.

„Suma summarum mam na koncie cztery złota i trzy srebra to nie jest złe osiągnięcie.”

Presja drużyny i indywidualne wyzwania

Protasiewicz nie ukrywa, że lepiej odnajdywał się w zawodach drużynowych niż indywidualnych.

„Ja akurat sobie gorzej radziłem mentalnie w turniejach indywidualnych (…) w drużynówkach miałem za to dużo więcej lepszych, niż gorszych występów.”

Polska zawsze faworytem

Zapytany o obecne szanse reprezentacji, nie ma wątpliwości.

„Polska w Drużynowym Pucharze Świata zawsze będzie faworytem.”

Jednocześnie przestrzega przed lekceważeniem rywali, szczególnie Australii, oraz zwraca uwagę na specyfikę PGE Narodowego.

„Obiekt na PGE Narodowym jest specyficzny o tyle, że dużo trudniej się na nim wyprzedza niż na stałych torach.”

Trener Chomski i przyszłość

Na koniec odnosi się do wyboru Stanisława Chomskiego na selekcjonera.

„Ja pod wodzą pana Stanisława Chomskiego zdobyłem w 2005 roku złoto w Drużynowym Pucharze Świata i bardzo go szanuję oraz wysoko oceniam jego warsztat.”

Siebie w roli trenera reprezentacji na razie nie widzi.

„Dzisiaj jest tak, a za chwilę może być zupełnie inaczej, ale czas pokaże, jaka będzie przyszłość.”

Źródło: ekstraliga.pl – wywiad z Piotrem Protasiewiczem pt. „Piotr Protasiewicz: Polska w Drużynowym Pucharze Świata zawsze będzie faworytem”