Kiedy po raz kolejny polski żużel wkracza w następną fazę swojego wizerunkowego upadku, PZM (Polski Związek Motorowy) nie zawodzi – dostarcza emocji i kontrowersji, których nie powstydziłby się żaden najgorszy sitcom. Najnowsza „bomba” z Malty to usunięcie Macieja Janowskiego z kadry narodowej na sezon 2025. A wszystko to z powodu… opuszczenia zgrupowania, załatwienia najpilniejszych spraw przez zawodnika, w konsekwencji z rezygnacji z wesela sponsora-przyjaciela i po 24 godzinach powrót na Maltę! To, co miało być szczytem profesjonalizmu i postawy godnej reprezentanta kraju, zamieniło się w farsę, która wywołuje więcej pytań niż odpowiedzi.

„Trudna decyzja” – te słowa Ireneusza Igielskiego przejdą do historii jako przykład „mistrzowskiej” autopromocji PZM.

Przewodniczący GKSŻ, Ireneusz Igielski, nie kryje smutku, który towarzyszył tej „trudnej decyzji”. Dla Igielskiego, reprezentowanie kraju to „najwyższy możliwy zaszczyt” – co wydaje się być zrozumiałe, ale niestety bez większej refleksji nad rzeczywistym kontekstem sytuacji. Decyzja o usunięciu Janowskiego z kadry nie tylko pokazuje brak elastyczności, ale również dowodzi, że w PZM zabrakło umiejętności porozumienia się z zawodnikami. A żużlowców traktuje się jak niewolników, mających wypełniać rozkazy nic nie dającego (poza splendorem reprezentowania naszego kraju) poza honorem reprezentanta naszego kraju (w odróżnieniu od np. sponsorów). Cała ta sytuacja wygląda na kolejny przykład na to, jak PZM umiejętnie pcha żużel ku przepaści, przypominając bardziej karykaturę niż instytucję.

Zanim jednak zaczniemy krytykować decyzję, przypomnijmy, jak do niej doszło. Trener Rafał Dobrucki, jak się okazuje, przypomniał zawodnikom, iż opuszczenie zgrupowania wiązać się będzie z konsekwencjami. Choć to zrozumiałe, że trener chciał uniknąć takiej sytuacji, nie można zapominać, że Maciej Janowski – mimo iż wcześniej informował o konieczności wyjazdu – postanowił wrócić na zgrupowanie. Narodowy sugerował natomiast zawodnikowi kłamstwo niż podanie prawdziwego powodu opuszczenia Malty. I co? Magic został bardzo szybko ukarany. Tak, mimo chęci naprawienia sytuacji i powrotu na miejsce, Janowski znalazł się na internetowych czołówkach z tytułami, które nie mają nic wspólnego z profesjonalizmem, tylko z osobistymi animozjami w ramach „potęgi PZM”.

Komentarze kibiców – jak w lustro, tak PZM

Społeczność żużlowa, jak to zwykle bywa, nie zawiodła. Komentarze w mediach społecznościowych nie pozostawiają suchej nitki na Polskim Związku Motorowym, który w swojej chciwości do egzekwowania dyscypliny przekroczył granice rozsądku. „Kpina! Niedorzeczna, skandaliczna decyzja” – te słowa kibiców są tylko wierzchołkiem góry lodowej. Warto przypomnieć, że podobne sytuacje, w których zawodnicy w innych sportach wyjeżdżają z obozów z powodów prywatnych, są traktowane z większym zrozumieniem. Jednak w żużlu, według PZM, najwyraźniej nie ma miejsca na zrozumienie czy ludzką twarz.

Kibice nie kryją również rozczarowania faktem, że trener Dobrucki nie poniósł żadnych konsekwencji (przypomnijmy sugerował możliwośc opuszczenia przez zawodnika obozu, ale jak żużlowiec poda nieprawdziwy powód). „Trener najwyraźniej niedorosł” – komentują internauci. Z kolei głosy wzywające do zwolnienia trenera stają się coraz głośniejsze, a cały związek coraz bardziej przypomina grupę osób, które wydają się działać w oderwaniu od rzeczywistości i nie potrafią dostrzegać problemów, które same stwarzają. W końcu, kto chciałby reprezentować kraj, gdy na każdym kroku spotyka się z niezrozumieniem i brakiem wsparcia?

Mali, wielcy – PZM na arenie międzynarodowej

Nie sposób nie zauważyć, że ta sytuacja to tylko jeden z wielu elementów składających się na obraz Polskiego Związku Motorowego, który może i rządzi na krajowym podwórku, ale na arenie międzynarodowej jest tylko cieniem. I to widać nam (znaczy kumatym i decyzyjnym w PZM) odpowiada – zero decyzyjności, bezproduktywne wymachiwanie jak w dawnej Polsce szabelką i nic z tego. A dodatkowo jeszcze kopani w cztery litery przez władze FIM i wyrzucani z salonów z uśmiechem na twarzy ładujemy (PZM) niesamowicie duże pieniądze na światowy żużel. A może to i dobrze, bo widać, że jakiekolwiek próby przełamywania stereotypów nie mają najmniejszego sensu, gdy osoby odpowiedzialne za zarządzanie sportem kierują się prywatnymi animozjami, zamiast stawiać na rozwój i profesjonalizm. Więcej pytań niż odpowiedzi. Więcej „decyzji”, które nic nie zmieniają w pozytywnym sensie. Cała ta sytuacja przypomina lot samolotu, który zaraz rozbije się o ziemię, nie zostawiając nikomu żadnego ratunku, bo oczywiście pasażerowie nie mają żadnego spadochronu.

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż nadzwyczajnie szybko – w dzień wolny od pracy zarząd zebrał się i srogo ukarał Macieja Janowskiego wykluczając go z kadry na 2025 rok. Może zawodnik będzie musiał pokryć koszty pobytu na Malcie?  Szkoda, iż decyzje dotyczące sytuacji torowych i wymagające podjęcia decyzji trwają tygodniami – o czym mogliśmy się przekonać choćby w ubiegłym sezonie.

Równi i równiejsi w polskiej kadrze

Przed samym odlotem na Maltę w różnych mediach społecznościowych można było przeczytać, a także zobaczyć grafiki, iż na Maltę odlatuje 14 (czternastu) żużlowców – w tym Janusz Kołodziej. Nie interesuje nas, czy to jest błąd w komunikacji, czy zaniechanie samego zawodnika, ale dopiero?? na lotnisku (przynajmniej tak informowano opinię publiczną) okazało się, że Janusz Kołodziej z powodu kontuzji nie poleci z reprezentacją na Maltę. Zamiast 14 poleciało więc 13 żużlowców. Gdyby o fakcie tej kontuzji (co się przecież zdarza) było wiadomo wcześniej to w miejsce Kołodzieja na Maltę mógłby polecieć inny zawodnik – zgodnie z tym co twierdzi trener kadry Rafał Dobrucki, że :”nikogo z tej kadry nie skreśla”. A tak – rezerwacja i koszty pobytu jednej osoby zostały zmarnowane. Ale kto bogatemu zabroni? Podajemy to jako przykład do niewspółmiernie surowej decyzji wydanej w przypadku Macieja Janowskiego. Ale widać w PZM na czele z „coachem” Rafałem Dobruckim poczuli się obrażeni oświadczeniem Magica i tym, że miał okłamywać – bo to dla „sprawy” jest lepsze!. Gratulacje panowie z PZM i GKSŻ. Szkoda, że tak wielkich cohones nie potraficie pokazać na arenie międzynarodowej i np. postawić się Castagnii i spółce. Brawo!

Nowa szansa dla Macieja Janowskiego?

Wbrew pozorom nie jest to taka zła sytuacja dla samego zawodnika. Już w przeszłości w wyniku nieporozumień między PZM a zawodnikiem mieliśmy taką sytuację, że Polak startował w Speedway Grand Prix z obcą licencją.

Przypomnijmy, iż chodzi o Krzysztofa Cegielskiego – wówczas jednego z najbardziej utalentowanych żużlowców na świecie, który w sezonie 2002 startował z licencją brytyjską. Był to efekt pozytywnego rozpatrzenia odwołania zawodnika przez Trybunał FIM.

Żużlowiec od listopada 2001 roku znajdował się w konflikcie z Polskim Związkiem Motorowym – nic nowego jak widać. Cegielski chciał rozwiązać kontrakt z gdańskim Wybrzeżem, które zalegało mu sporo pieniędzy. PZMot. nie starał się pomóc zawodnikowi, stąd „Cegła” zaczął szukać pomocy za granicą.

A wcześniej, by umożliwić start „polskiego” zawodnika dwóch Rosjan startowało z polskimi licencjami podczas zawodów Speedway Grand Prix w ice speedwayu organizowanych min. na warszawskich Stegnach w 1995 i 1996 roku.

Obecnie spory problem z brakiem zawodników reprezentujących wysoki poziom ma federacja chorwacka. Już w tym sezonie rozglądali się za zawodnikami, którzy mogliby startować z ich licencją. Ostatecznie skorzystał na tym Chorwat Matej Zagar. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, aby w przyszłym sezonie z licencją chorwacką startował wykluczony przez PZM z polskiej kadry Maciej Janowski. Skoro polski związek zachowuje się jak dzieci w piaskownicy i robi wszystko niezgodnie z regułami profesjonalistów, to dlaczego zawodnik ma się dostosować do tego chaosu?

Będzie dymisja Dobruckiego?

Dodajmy, iż jest spora grupa kibiców, która za niesławne słowa trenera Rafała Dobruckiego min namawiające Macieja Janowskiego by jako powód opuszczenia kadry podał nieprawdę, chce by Rafał Dobrucki – były żużlowiec – nie był już trenerem naszej kadry narodowej. Wcześniej Jak okazało się „za pięć dwunasta”, iż na Maltę, z powodu kontuzji nie poleci Janusz Kołodziej, sprawy nie rozdmuchiwano. A zmarnowało się jedno miejsce – za Kołodzieja mógł polecieć inny zawodnik aspirujący do kadry Polski. W mediach społecznościowych na Facebooku powstał dedykowany temu profil:

Rafał Dobrucki do dymisji. Potrzebna Reforma Żużla

Fakty z 2 lutego:

Ireneusz Igielski przewodniczący GKSZ (za polskizuzel.pl):
– Jest mi bardzo przykro, że do takiej sytuacji doszło. Reprezentowanie kraju, to najwyższy możliwy zaszczyt i tak to powinno być traktowane przez zawodników. Usunięcie Macieja Janowskiego z kadry to była trudna decyzja, ale nie mogło być innej.
Przed wylotem na Maltę trener Rafał Dobrucki przekazał wszystkim zawodnikom konkretną informację odnośnie udziału w zgrupowaniu. Zrobił to, bo nie chcieliśmy mieć właśnie takich sytuacji, jak ta z Maciejem Janowskim.

Poza tym Maciej Janowski przed wylotem do Polski odbył rozmowę z trenerem. Ten przypomniał mu o wcześniejszym zobowiązaniu i poinformował o możliwych konsekwencjach związanych z opuszczeniem obozu. Nie chciałbym mówić o powodach, dla których Maciej Janowski zdecydował się na wyjazd, bo to jest prywatna sprawa zawodnika. Jednak zdaniem trenera i moim także, nie było przesłanki umożliwiającej zgodę na taki wyjazd. To nie była nagła sytuacja rodzinna, ani choroba czy kontuzja.

Niektóre komentarze kibiców (publiczny fb):

  • Kpina! Niedorzeczna, skandaliczna decyzja
  • Dobrucki wjechał w taśmę, a Janowskiego wykluczyli. Polski Związek Motorowy brawa i to na stojąco. Nie potrzebujecie FIM-u żeby Was dymał, sami wyruchaliście nasz żużel. Powinniście mieć w siedzibie szklane drzwi, żeby każdy widział stroje klaunów
  • Powinni zwolnić trenera
  • Związek z dykty, przeświadczony o swojej wielkości i znaczeniu, skupiający się na prywatnych animozjach.
  • Trener najwyraźniej niedorosł
  • Spoko chłop odpocznie. Po co ma chcieć być gdzieś gdzie nie chcą jego ?
  • Ale jakby Bartula musiał wyjechać że zgrupowania to nie ma tematu