Wrocławianie uznawani za jednych z faworytów tegorocznych rozgrywek o drużynowe mistrzostwo Polski wygrali swój pierwszy mecz z Fogo Unią Leszno. Było to ważne spotkanie dla obu zespołów. Nie od dziś wiadomo, iż ekipa z Wielkopolski bardzo lubi jeździć na Stadionie Olimpijskim. Nie inaczej było także w minioną niedzielę.

Jednak Spartanie odnieśli dość przekonujące zwycięstwo 52-38.

A jak mecz ocenia Dariusz Śledź:
Jasne, że wolelibyśmy wejść w sezon tak, jak był on zaplanowany, ale było, jak było, nie ma co narzekać. Pierwszy mecz za nami. Trudny. Leszczynianie zawsze u nas szybko jeżdżą i potwierdzili to dzisiaj. Wyścigi były dobre i trudne. Rywale pokazali nam, co jeszcze mamy do zrobienia. Także dziękujemy bardzo za walkę. To był dobry mecz. Dla mnie momentem spotkania był pierwszy wyścig. Ja miałem takie ciśnienie tam, że nie wiem. Pierwszy mecz sezonu, po prostu.

O postawie Taia Woffindena i Piotra Pawlickiego menadżer Wrocławian powiedział: To jest super facet. „Tajski” pokazał ogień dzisiaj i wielu ludzi… uciszył.
To dla niego (Piotra Pawlickiego) było trudne i niełatwe spotkanie, bo po pierwsze, pierwsze dla nas, po drugie przeciwko swojej byłej drużynie. Trochę się męczył dzisiaj, ale jesteśmy o niego spokojni. Wiemy, jaki ma potencjał, wiemy, jak dobrym jest zawodnikiem. Ma czas, by popracować. – zakończył popularny Rybka.

W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl Tajski przekazał kibicom następujące informacje:
Fajnie, że w końcu udało się odjechać pierwszy mecz w tym sezonie. Inaugurację przełożono, ten mecz w pierwszym terminie również, więc pomyślałem „ile można, kiedy wreszcie będziemy się ścigać”.
Fajnie widzieć pełne trybuny, prawie zawsze we Wrocławiu stadion jest zapełniony. To dobra wiadomość dla klubu, a fani tworzą piękną atmosferę. Do Torunia po prostu pojedziemy i zrobimy, ile się da.

Indywidualnie w jednym biegu popełniłem błąd i to kosztowało parę punktów. To było po równaniu toru – podsumował swoją jazdę Tajski.

Normalnie na torze leży trochę więcej luźnego materiału w pewnych miejscach, ale też w ogóle na całej powierzchni. Tor był trochę większą ślizgawką, można było poczuć się nieco jak w Grudziądzu. Gdy na taki owal powędruje woda, to robi się naprawdę ślisko i zdecydowanie tor był inny – zakończył wypowiedź trzykrotny indywidualny mistrz świata.

Artem Łaguta także cieszył się z tego, iż w końcu mógł pojawić się na torze:
Oczywiście tego mi brakowało przez cały rok 2022 rok dlatego, że chciałem wrócić, jechać z drużyną i zdobywać dla niej punkty. Jestem zadowolony z jazdy i również z tego, że tyle kibiców pojawiło się na meczu. Dlatego dziękuję wszystkim za doping.
Najważniejszy plan był taki, żeby wygrać te zawody. Jest to dobre dla nas, że zwyciężyliśmy taką różnicą punktową, jednak nie jestem tym zaskoczony.

Swój występ podsumował krótko:
To jest dobry wynik, ale nie do końca jestem z niego zadowolony. Zabrakło większego dopasowania motoru, ponieważ w pierwszym biegu był on za mocny, później zmieniliśmy i było lepiej. Ale przez cały czas szukaliśmy dobrych przełożeń na ten tor. To jest początek sezonu. Wiadomo, że sparingi są sparingami i indywidualne zawody to też coś innego niż zawody ligowe. W ligowych zmaganiach każda drużyna jest mocno przygotowana i ciężko z każdym walczyć.

Jak zdawałem egzamin i przechodziłem przez wszystkie pytania, to wiedziałem, że gdy taśma nie pójdzie równo to po skończonym biegu sędzia może go powtórzyć. Być może zauważył to dopiero po powtórce w telewizji. Szanse muszą być równe dla każdego zawodnika, bo wiadomo jak jednemu nie pójdzie taśma równo i ze startu za dobrze nie wyjedzie to tylko na tym traci – podsumował swoją wypowiedź żużlowiec Betard Sparty.