Mikkel Michelsen przyjechał do Lublina w wyjątkowych okolicznościach. Jeszcze niedawno był tam witany przez miejscowych kibiców bardzo ciepło. Tym razem usłyszał przede wszystkim gwizdy. Wszystko za sprawą wydarzeń z Drużynowego Pucharu Świata na PGE Narodowym i jego nerwowej reakcji po starciu z Bartoszem Zmarzlikiem. Duńczyk odpowiedział jednak najlepiej, jak mógł — na torze poprowadził Pres Grupę Deweloperską Toruń do zwycięstwa, a dzień później dorzucił do tego wymowny żart ze Snickersem.
Z bohatera do zawodnika którego witały gwizdy
Historia Michelsena i Lublina jest znacznie dłuższa niż wydarzenia ostatnich dni. Duńczyk pomagał Motorowi w walce o utrzymanie w PGE Ekstralidze, a później miał swój udział w zdobyciu przez lubelski klub pierwszego mistrzostwa Polski. Kiedy wracał na stadion jako zawodnik drużyn z Częstochowy czy Torunia, miejscowi kibice potrafili przyjmować go bardzo przychylnie.
Tym razem było inaczej.
Podczas prezentacji przed niedzielnym półfinałem PGE Ekstraligi Michelsen został przywitany burzą gwizdów. Powodem były wydarzenia z Drużynowego Pucharu Świata na PGE Narodowym w Warszawie, gdzie doszło do jego starcia z Bartoszem Zmarzlikiem.
Duńczyk po swoim upadku miał pretensje do Polaka. Późniejsze powtórki telewizyjne pokazały jednak, że sytuacja była efektem błędu Michelsena. Sam zawodnik po turnieju przeprosił za swoje zachowanie i przyznał, że się wygłupił.
Lubelscy kibice o sprawie jednak nie zapomnieli.
Na stadionie pojawił się między innymi transparent z hasłem „MM weź snickersa”, nawiązującym do popularnej reklamy batoników.
Odpowiedział na torze
Michelsen nie pozwolił jednak, aby atmosfera wokół jego osoby przesłoniła najważniejszy cel. Pres Toruń przyjechał do Lublina po korzystny wynik w pierwszym półfinale i już od początku spotkania Duńczyk był jednym z najważniejszych punktów zespołu.
W pierwszym swoim starcie doszło do kolejnego niebezpiecznego zdarzenia. Po kontakcie z Bartoszem Bańborem w motocyklu Michelsena z hukiem zerwany został łańcuch, a zawodnik upadł na tor.
To jednak nie wybiło go z rytmu.
W kolejnych wyścigach Michelsen jechał bardzo skutecznie i ostatecznie został najlepiej punktującym zawodnikiem całego spotkania. Zdobył 12 punktów, a w finałowym wyścigu dodatkową satysfakcję dało mu pokonanie Bartosza Zmarzlika.
Pres Grupa Deweloperska Toruń wygrała 48:42 i po raz pierwszy od 1995 roku zwyciężyła w Lublinie.
Michelsen po meczu podkreślał przede wszystkim zespołową siłę torunian.
„Świetny mecz, bardzo solidny występ całej drużyny. Każdy dorzucił cenne punkty. Rozmawialiśmy o tym przez cały sezon: potrzebujemy tego, aby wszyscy „kliknęli” w tym samym czasie”
Wrócił do sprawdzonych rozwiązań
Dla Michelsena dobry występ w Lublinie był tym bardziej istotny, że jego tegoroczna runda zasadnicza nie należała do udanych. Duńczyk w wielu spotkaniach nie spełniał oczekiwań, a przed rozpoczęciem play-offów jego średnia pozostawała poniżej 1,8 punktu na bieg.
Do tego do Lublina przyjechał po rozczarowującym występie w rundzie SEC w Gustrow. W ostatniej serii stracił tam szansę na awans do finału.
Przed półfinałem razem ze swoim zespołem poszukał więc rozwiązań, które miały pomóc mu odzyskać właściwą prędkość na lubelskim torze.
„Ostatnie kilka lat nie szło mi tu najlepiej, więc wróciliśmy do podstaw. Dobraliśmy silniki i ustawienia zbliżone do tych z czasów, gdy tu jeździłem. To ułatwiło mi zadanie, a dobre starty tylko dodatkowo pomogły.”
Efekt był widoczny w wynikach. Michelsen znalazł odpowiednią prędkość, dobrze wychodził spod taśmy i przez większość zawodów był jednym z najpewniejszych zawodników Presu.
Trenował w Rybniku
Przygotowania Duńczyka do półfinału nie odbywały się jednak w Lublinie. Michelsen przed spotkaniem trenował w Rybniku.
Nie był to jednak specjalny, wyjątkowy program przygotowań. Zawodnik podkreślił, że chodziło o jego standardowy trening przed zawodami.
„To był zwykły trening, jaki zawsze odbywam przed zawodami, nic szczególnego. Wielkie podziękowania dla prezesa Mrozka oraz całego sztabu w Rybniku za udostępnienie toru do jazdy”
Tak przygotowany Michelsen pojawił się w niedzielę na lubelskim torze i zamiast wdawać się w kolejne dyskusje, odpowiedział wynikiem.
„Jesteśmy dopiero w połowie drogi”
Zwycięstwo 48:42 daje Toruniowi bardzo dobrą pozycję przed rewanżem, ale Michelsen nie zamierza traktować sześciopunktowej zaliczki jako gwarancji awansu.
Drugi mecz półfinałowy zostanie rozegrany w Toruniu w niedzielę 13 września o godzinie 19:30. Duńczyk doskonale zdaje sobie sprawę, że Motor nie przyjedzie tam tylko po to, aby odjechać formalny rewanż.
„Pamiętajmy, że to dopiero pierwszy mecz. Wciąż czeka nas rewanż u siebie i niczego nie traktujemy jako pewnik. Wygrana cieszy, ale przed nami wciąż dużo pracy”
To właśnie dlatego Michelsen po zwycięstwie nie zamierzał przedwcześnie ogłaszać sukcesu. Toruń ma sześć punktów przewagi, ale przed nim jeszcze drugi półfinał.
Dzień później pojawił się Snickers
Na torze Michelsen odpowiedział kibicom wynikiem. W poniedziałek zrobił to już w zdecydowanie bardziej żartobliwy sposób.
Dzień po meczu wybrał się na trening rowerowy i opublikował na Instagramie zdjęcie, na którym trzymał w dłoni Snickersa.
Była to bezpośrednia odpowiedź na transparent, który dzień wcześniej pojawił się na trybunach w Lublinie.
Duńczyk nie potrzebował do tego kolejnego komentarza. Zdjęcie z batonikiem wystarczyło.
W niedzielę usłyszał gwizdy, na torze zdobył 12 punktów i pomógł Toruniowi wygrać w Lublinie po 31 latach. W poniedziałek sam nawiązał do całej sytuacji, pokazując, że tym razem postanowił odpowiedzieć przede wszystkim poczuciem humoru.
Sportowo wykonał swoją część zadania. Teraz przed Michelsenem i Presem pozostaje drugi półfinał.
Zdjęcie: publiczny FB Nowości Sport








