Spadek Fogo Unii Leszno z PGE Ekstraligi zakończył pewną erę nie tylko dla klubu, ale i dla całej formacji młodzieżowej, która przez lata uchodziła za wzorcową w Polsce. Choć wielu wychowanków leszczyńskich „Byków” nie zdecydowało się na jazdę na zapleczu elity i postawiło na dalszy rozwój w najwyższej klasie rozgrywkowej, to początek sezonu 2025 pokazał brutalną prawdę – marzenia o Ekstralidze nie wystarczą, by w niej błyszczeć.
Ratajczak chciał elity – na razie bez efektu
Damian Ratajczak był jednym z tych, którzy otwarcie mówili: „jeśli nie Ekstraliga, to nic”. Po spadku Unii nie widział siebie w Metalkas 2. Ekstralidze, dlatego zdecydował się na głośny transfer do Stelmet Falubazu Zielona Góra. To miało być nowe otwarcie dla utalentowanego młodzieżowca, który miał nadzieję na sportowy rozwój u boku takich zawodników jak Przemysław Pawlicki czy Leon Madsen.
Jednak po czterech kolejkach trudno o optymizm. Ratajczak wystąpił w 16 biegach, w których zdobył 14 punktów, co daje mu przeciętną 0,875 pkt/bieg – zaledwie 49. miejsce na liście 62 zawodników, którzy wystartowali w tegorocznej Ekstralidze. Dla porównania, jego średnia biegowa z trzech ostatnich sezonów w barwach Fogo Unii Leszno wynosiła 1,211.
Choć trzeba przyznać, że Falubaz w pierwszych meczach mierzył się z mocnymi rywalami, a młody zawodnik wciąż ma czas na odbudowę formy, to początek sezonu jest dla niego mocnym zderzeniem z rzeczywistością.
Jabłoński – więcej okazji, ale mniej punktów
Jeszcze słabiej wypada Hubert Jabłoński, który trafił do Gezet Stali Gorzów. Teoretycznie to dobre miejsce dla młodzieżowca – zespół nie ma zawodnika U24, więc otworzyła się dla niego szansa na większą liczbę startów. Tylko co z tego, skoro nie idzie za tym forma?
Jabłoński pojawił się na torze 17 razy, zdobywając zaledwie 8 punktów, co przekłada się na średnią 0,471 pkt/bieg – zdecydowanie gorzej niż w zeszłym sezonie, gdy w barwach leszczyńskiej Unii notował 0,826 pkt/bieg. W przypadku tego zawodnika widoczny jest brak progresu, a wręcz cofnięcie się w rozwoju, co może niepokoić zarówno sztab szkoleniowy Stali, jak i kibiców, którzy widzieli w nim potencjalnego lidera młodzieżowej formacji.
Borowiak – minimalnie lepiej, ale wciąż poniżej oczekiwań
W cieniu Ratajczaka i Jabłońskiego funkcjonuje Maksym Borowiak, który wylądował w składzie ROW-u Rybnik. To jedna z najsłabszych drużyn w lidze, ale dla młodego zawodnika to też szansa na spokojne zbieranie doświadczenia bez ogromnej presji wyniku. I faktycznie – Borowiak wypada na tle kolegów nieco lepiej.
W 13 biegach zdobył 9 punktów, co daje mu średnią 0,692 pkt/bieg. Choć to wynik daleki od rewelacji, to w kontekście całej drużyny z Rybnika – a także porównując go do pozostałych leszczyńskich wychowanków – Borowiak może być umiarkowanie zadowolony. Niemniej i jego forma nie odpowiada w pełni nadziejom, jakie były pokładane w tej trójce młodzieżowców.
Marzenia kontra rzeczywistość
Gdy Unia Leszno żegnała się z Ekstraligą, wielu obserwatorów zastanawiało się, ilu jej wychowanków zdecyduje się na twarde zderzenie z rzeczywistością i odbudowę formy na zapleczu elity. Jak się okazało – ambicje przeważyły nad pragmatyzmem, ale wyniki nie nadążają za aspiracjami.
Nie sposób nie zadać pytania: czy decyzja o pozostaniu w PGE Ekstralidze nie była zbyt pochopna? Czy młodzi żużlowcy z Leszna nie skorzystaliby bardziej z regularnej jazdy w Metalkas 2. Ekstralidze, gdzie mogliby pełnić ważniejsze role i budować pewność siebie?
Na razie – po czterech kolejkach – trudno mówić o sukcesie któregokolwiek z nich. Ale sezon trwa, a młody wiek i otoczenie w elicie mogą też zaprocentować w dalszej perspektywie. Wszystko zależy od tego, czy wychowankowie Unii potrafią przełożyć lekcje z trudnych początków na realny rozwój sportowy.
📌 GłosLeszna.pl podsumował to celnie: „Wychowankowie bez formy”.
Ale czas jeszcze mają – tylko czy go właściwie wykorzystają?
Źródło i zdjęcie: publiczny Fb GłosLeszna.pl






