Waldemar Cieślewicz urodził się 11 marca 1969 roku w Gnieźnie. Jest wychowankiem miejscowego Startu, a licencję „Ż” uzyskał w wieku 16 lat – w 1985 roku. Od twego momentu na żużlowych torach startuje nieprzerwanie przez 14 sezonów.

Barw Startu Gniezno bronił w latach 1985-1987 oraz w 1990 roku. Za każdym razem była to ówczesna druga liga żużlowa. Przez większość kariery był zawodnikiem Polonii Bydgoszcz w latach 1988–1989 oraz 1991–1997. W klubie tym rywalizował najwyższym szczeblu rozgrywek ligowych w Polsce. Z jednym wyjątkiem. W 1991 roku Bydgoszczanie mieli kłopot bogactwa i wystawili dwie drużyny – w pierwszej i drugiej lidze. Waldemar Cieślewicz występował wówczas w obu drużynach – zarówno na pierwszym jak i na drugim szczeblu rywalizacji żużlowej w naszym kraju. Ostatnim klubem w jego karierze było drugoligowe Wybrzeże Gdańsk w 1998.

Waldemar Cieślewicz

Siłą rzeczy największe sukcesy odnosił razem z bydgoską drużyną, zdobywając z nią dwa razy drużynowe mistrzostwo Polski w latach 1992 i 1997, jeden srebrny medal w 1993 i brązowe krążki w latach 1988 i 1995. W 1994 zdobył złoto w Mistrzostwach Polski Par Klubowych, które rozegrane zostały w Lesznie. Partnerował wówczas braciom – Jackowi i Tomaszowi Gollobom. W 1988 roku z Jackiem Gomólskim i Jackiem Woźniakiem wywalczył w Rzeszowie brąz w MMPPK. Dwukrotnie był medalistą MDMP, w 1988 w Bydgoszcz zdobył srebrny, a w 1989 w Rzeszowie złoty medal. W pierwszym z tych finałów już w pierwszym biegu zanotował upadek, który wyeliminował go z dalszej rywalizacji. Złoto zdobyła drużyna Polonii Bydgoszcz w składzie: Jacek Gomólski, Jacek Kaniecki, Waldemar Cieślewicz, Jacek Woźniak, oraz Tomasz Kornacki.

Do największych jego indywidualnych osiągnięć należy występ w finale Indywidualnych Mistrzostwach Świata Juniorów w Slany w 1988 (X miejsce), udział w Złotym Kasku (Wrocław) w 1995 (XV miejsce) oraz w Srebrnym Kasku w 1988 (II miejsce).

Waldemar Cieślewicz od samego początku swojej kariery prezentował ofensywny styl jazdy. W swoim debiucie w 11 rundzie drużynowych mistrzostw Polski 1 września 1985 roku wywalczył 6 punktów i 3 bonusy w trzech startach (2*,2*,-,2*). Było to rekordowe zwycięstwo Startu. Gospodarze wygrali 75-14. Goście nie zdobyli nawet 15 punków „z urzędu”.

Pierwsze zwycięstwo biegowe odniósł w meczu 14 rundy DMP 2 ligi 6 października 1985 roku. Start wówczas przegrał w Gnieźnie z Unią Tarnów, która zwyciężyła w rozgrywkach drugiej ligi w 1985 roku i awansowała do pierwszej ligi.

Po przenosinach do Bydgoszczy, Cieslewicz punktuje już od pierwszego swojego meczu w pierwszej ligowej kolejce DMP sezonu 1988. Pierwsze zwycięstwo biegowe w DMP zanotował w meczu 3 rundy, 24 kwietnia. Wówczas Polonia Bydgoszcz wygrała na własnym torze z Unią Tarnów 69-21. Cieślewicz w 4 startach uzyskał 8 punktów i 2 bonusy (3,1,-,2*,2*).

Niesłusznie jest obwiniany o spowodowanie upadku Pera Jonssona w wyniku, którego Szwed porusza się na wózku inwalidzkim.

26 czerwca 1994 odbyła się 11 runda DMP. Do Bydgoszczy przyjechał Apator Toruń. Jak wiadomo derby pomiędzy tymi drużynami zawsze wywoływały sporo emocji. Po dramatycznym meczu, jadaca bez obcokrajowca Polonia uległa Apatorowi 44-46. Wynik zmieniał się bardzo często. Dużo było też upadków.

Per Jonsson po wygraniu trzech biegów w swoim czwartym starcie jechał razem ze Sławomirem Derdzińskim przeciwko parze gospodarzy Zdzisław Rutecki-Waldemar Cieślewicz. Szwed upadł na pierwszym łuku. Wypadek nie wyglądał groźnie – a jednak jego skutki były dla Szweda tragiczne. Jonsson od początku nie miał czucia w nogach.

A tak na łamach Przeglądu Sportowego mówił o tym zdarzeniu Leszek Tillinger, ówczesny działacz Polonii:

Winy Waldemara Cieślewicza nie było żadnej. Zrobiło się małe domino. Jonsson nieszczęśliwie się przewrócił. Nikt w nikogo nie wjechał, nikt nikomu nic specjalnie nie zrobił, jak niektórzy insynuowali. Wytworzyła się bardzo zła aura wokół Waldka. Zupełnie niesłusznie.
Rzeczywiście, kibice Apatora winnego uznali Waldka, myślę, że pokutowało to, że jeździł bardzo ofensywnie. W pewnym momencie mówiło się, że jak w biegu jedzie Cieślewicz, to obojętnie co zrobi, to nadaje się na wykluczenie. Obiektywnie po latach trzeba jednak przyznać, że nie jest winny upadku Jonssona. Po latach mogę też przyznać, że złą aurę wokół niego wytworzyli kibice. Nigdy nikt z działaczy, czy sztabu szkoleniowego Apatora nie miał pretensji do Waldka czy do nas. Warto o tym zdecydowanie powiedzieć.

Fragment meczu w Bydgoszczy, 26 czerwca 1994 roku, w tym upadek Pera Jonssona: