Zapraszamy na kolejny felieton Przemysława Sierakowskiego z cyklu – Piórem Sieraka (https://www.facebook.com/profile.php?id=100084823056532)

Zażartowali sobie kibice(?) Sparty, kolejny raz podczas meczu przeciw Unii Leszno, że ich rywal to nie jest polski klub. Pozwólcie więc, że zrewanżuję się podobnej jakości i skali „dowcipem”. Otóż WTS to też nie jest polski klub, ponieważ jest Ruski. A ściśle – obojga Rusków. Krystyny i Andrzeja. Dobre? Ach! Że żałosne i żenujące? Prawda. Prawda. Podobnie jak głupawe przyśpiewki wrocławskich (niektórych) psychofanów o Lesznie. Zastanawiano się dopiero co, czemuż to podczas SGP na Narodowym dolnośląski sektor wył swoje „WTS WTS” kiedy „ich” obcokrajowcy ogrywali nasze Orły. To macie odpowiedź. Naturalnie normalni kibice tylko się lekko uśmiechną pod nosem i nie wezmą do siebie owych wywodów. Ci od „WTS WTS” i „nie polskiego” klubu już wywieszają listy gończe za Sierakiem. Będzie lincz?

Skoro zaś o żartach i słabo zawoalowanej niechęci. Nie wiem co boli Korościela and Kuźbika w GKM, ale słychać, że coś ich tamże uwiera. Skoro dla kogoś Grudziądz brzmi jak synonim zaścianka, pipidówy – to sam musi pochodzić z metropolii. Na ten przykład mieć wujka w… (dajmy na to) Rawiczu. Albo odwrotnie – mieszkać gdzieś na peryferiach, skąd zawsze i wszędzie było pod Górę. Choćby nawet cały rok Zieloną. Jeśli więc Peter Polcopper miał się rzeczonemu duetowi „pożalić” wywodami o kiepskich skutkach oddawania leszczynian do GKM dla aktualnych Byków, to imć gwiazdy mikrofonu nie musiały puszczać tego w eter. A jeśli już, to w zdecydowanie mniej doskwierającej, neutralnej formie. Najoględniej – bez polewki. Zajechało klimatami karczemno-knajpianymi, a przynajmniej ławeczką w Wilkowyjach. To ja zrewanżuję się na podobnie „finezyjnym”, wyszukanym poziomie. Widać było im tak dobrze u Prezia Piotra, że po opuszczeniu matecznika postanowili odwdzięczyć się w ów nieoczywisty sposób. Może steków nie trawią?

Przy okazji. Złota malina dla układaczy terminarza E-lipy. Przy SGP w stolicy – ligę odpuszczono. Przy SGP w Bawarii – wysłano chłopaków w przeddzień do Lublina, bo Krosna nie ma chwilowo w elicie. Tylko dlatego Lublin. Naturalnie – żeby zafundować dobrze ponad 1000 km „wycieczki” na złamanie karku. Czy tam ktoś myśli logicznie, czy wszyscy wciągają?

Skoro zaś wspomniałem o SGP. Landshut mocno mnie rozczarowało. Podobnie jak Protasa czy Rafała Lewickiego. Liczyłem na nudne, przeciągające się zawody (z uwagi na długość toru), w których karty będą rozdawały pola startowe. Tymczasem… . Niespodzianka. Ściganie palce lizać. Wystarczyło zarysować nieco zewnętrzną, umiejętnie polewać (tor ma się rozumieć) i widowisko mieliśmy co się zowie. Co prawda Bartek nadal nie przeskoczył Crumpa w klasyfikacji wszech czasów, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Wielu zastanawia się nad wyborem pola przez Zmarzlika w finale. Czemu akurat zewnętrzne? Ja Go rozumiem. Nie wypaliło z wewnętrznego w Gorican, po przegranych linkach i zamknięciu w krawężniku opcje się skończyły, zatem nauczony smutnym doświadczeniem Bartosz wybrał wersję dającą (teoretycznie) kilka możliwości po nieudanym starcie. Tak było na Narodowym i konsekwentnie w Niemczech. Czy był to optymalny wybór? Nie mnie oceniać. Wydawał się przemyślany. Wewnętrzne takoż tym razem nie sprzyjało w finale, zaś winnera dało… nienawidzone trzecie. Ot chichot losu. Deszczyk troszkę wytrącił atuty płotu i udało się „tylko” drugie miejsce. Grunt, że w generalce wszystko wróciło na swoje miejsce.

Co o innych? Domin w decydującej batalii. Po prawdzie jednak trochę „psim swędem”. Najpierw wygrana po defekcie Madsena. Potem wygrana w „biegu rezerw”. I to na tyle gdy idzie o sukcesy. Dużo ciekawiej wyglądał Szymek Woźniak, choć jemu brakuje chyba wyrachowania i determinacji. Jak już słabiej spod linek – to „musi być” śliwka. Przynajmniej jedna w zawodach. A to SGP. Cykl. Każde oczko na wagę złota. Najkrócej – u Woźniaka jazda lepsza niż wynik, tyle że za wrażenia artystyczne nie punktują. Najszczęśliwszy był tego wieczora Michelsen. Obudził się Madsen. We wtorek kawał zawodów w Szwecji zaliczył Torres. Swoje (bardzo dobrze) jedzie Hansen. No i Woryna skuteczny dokąd się nie uda z SEC czy eliminacjami do SGP na czele. Jak przełożą to na ligę, to rzekomo słaby i skazywany na niebyt Włókniarz, nawet bez juniorów (a „budzi się” Kupiec) niejednemu utrze nosa. Casus Gorzowa z medalowego sezonu rozpoczętego od pogoni z dołu tabeli? Popatrzymy.

Nie żyje Andrej Kudriaszow. Żal. Walczak. Na torze zostawiał serducho. Nie uznawał straconych pozycji. O życie walczył z jeszcze większą determinacją. Niestety. Przegrał. Cześć Jego Pamięci.

fot. ilustracyjne – Marcin Karczewski publiczny fb