Przez długi czas wydawało się, że temat relacji pomiędzy Szymonem Woźniakiem a Tomaszem Bajerskim został zamknięty wraz z zakończeniem sezonu i zmianami na stanowisku trenera Abramczyk Polonii. Zawodnik milczał, nie komentował publicznie kolejnych wypowiedzi byłego szkoleniowca, nie wchodził w medialną polemikę. Dopiero teraz, w magazynie PGE Ekstraligi na łamach WP SportoweFakty, lider Polonii zdecydował się przerwać ciszę.
I zrobił to w sposób spokojny, wyważony, ale jednocześnie jednoznaczny.
Zarzuty byłego trenera i decyzja klubu
Tomasz Bajerski, już po zakończeniu współpracy z Abramczyk Polonią, publicznie sugerował, że jednym z problemów w zespole miały być napięcia wynikające z relacji z Szymonem Woźniakiem. Według trenera zawodnik miał próbować przejmować zbyt dużą kontrolę nad drużyną i wpływać na jej funkcjonowanie. Bajerski twierdził, że nie chciał do tego dopuścić, co miało prowadzić do tarć i wzajemnych pretensji.
Klub zdecydował się na zmianę szkoleniowca. W sezonie 2026 Abramczyk Polonię poprowadzi już Dariusz Śledź, a etap współpracy z Tomaszem Bajerskim został definitywnie zamknięty.
Dopiero w tym momencie Woźniak uznał, że nadszedł właściwy czas, by odnieść się do publicznych zarzutów.
Woźniak: „Nie otrzymywałem sygnałów, że robię coś nie tak”
Pierwszą reakcją zawodnika była refleksja nad samym momentem, w którym cała sprawa zaczęła być nagłaśniana.
– Myślę, że przyszedł odpowiedni moment na zmianę. Robi się tylko przykro, kiedy to wszystko słyszę, bo to wypowiedzi kogoś z kimś współpracowałem cały sezon i nie otrzymywałem sygnałów, że w moim zachowaniu jest coś nie tak – powiedział Szymon Woźniak w magazynie PGE Ekstraligi.
Zawodnik podkreślił, że przez długi czas w ogóle nie zapoznawał się z medialnymi wypowiedziami Tomasza Bajerskiego i nie planował publicznej reakcji. Decyzja o komentarzu była przemyślana i – jak zaznaczył – wymuszona skalą narracji, jaka zaczęła funkcjonować w przestrzeni publicznej.
„Gdybym chciał zawładnąć drużyną…”
Najważniejszą częścią wypowiedzi Woźniaka była bezpośrednia odpowiedź na zarzut, jakoby próbował przejąć kontrolę nad zespołem.
– Gdybym chciał zawładnąć drużyną, to moi koledzy zapewne nie chcieliby, żebym pozostał jej kapitanem również w sezonie 2026. Poza tym mogę powiedzieć, że takie pretensje i zarzuty ze strony trenera traktuję osobiście jako komplement. Jeśli Tomasz Bajerski mi coś zarzuca, to prędzej uwierzę, że robiłem coś dobrze niż źle – stwierdził Woźniak.
To zdanie stało się kluczowym podsumowaniem stanowiska zawodnika. Woźniak nie tylko zaprzeczył zarzutom, ale odwołał się do faktu, że drużyna ponownie obdarzyła go zaufaniem, pozostawiając go w roli kapitana także na kolejny sezon.
„Historia o klapkach” – symbol konfliktu
Jednym z najbardziej medialnych wątków sporu była tzw. „historia o klapkach”. Według krążących wersji Szymon Woźniak miał zgłaszać prezesowi Jerzemu Kanclerzowi zastrzeżenia dotyczące nieformalnego stroju trenera Bajerskiego podczas treningów. Początkowo zarówno zawodnik, jak i szkoleniowiec dementowali te doniesienia. Po sezonie narracja Bajerskiego zaczęła jednak sugerować, że taka sytuacja rzeczywiście miała miejsce.
Woźniak w swojej wypowiedzi odniósł się do tego wątku bardzo stanowczo.
– To jest w tym całym zamieszaniu najśmieszniejsze i to pokazuje również, jak szybko błędne informacje potrafią rozlać się po internecie, robiąc komuś krzywdę. Doszło do tego, że w tej historii przewijała się nawet moja żona, która miała rzekomo zgłaszać takie pretensje. Proszę mi wierzyć, że kompletnie mi nie zależy i gdybym miał takie uwagi, to teraz bez problemu bym się do tego przyznał. Na temat słynnych klapek nie powiedziałem jednak ani słowa. Nie zrobiła też tego żadna osoba z mojego otoczenia. Hasło rzucił ktoś zupełnie inny, ale nie zamierzam wchodzić teraz w szczegóły. Wyszło, że zrobiłem to ja i ok. Dla mnie to przykład, jak mało rzetelne są informacje, które w tych czasach pojawiają się w internecie – podsumował Woźniak.
To najmocniejszy fragment całej wypowiedzi, w którym zawodnik jasno zaprzeczył swojej roli w powstaniu tej historii i wskazał na mechanizm narastania niesprawdzonych informacji.
Cisza zamiast eskalacji
Warto podkreślić, że mimo emocjonalnego charakteru sprawy, Woźniak nie zdecydował się na atak personalny ani próbę eskalowania konfliktu. Jego wypowiedź miała charakter obrony własnego wizerunku i odpowiedzi na konkretne zarzuty – bez odnoszenia się do sportowych kompetencji byłego trenera czy decyzji personalnych klubu.
Spór, który przez długi czas funkcjonował głównie w domysłach i półsłówkach, po tej wypowiedzi nabrał wyraźnych ram i – przynajmniej ze strony zawodnika – został jasno zamknięty.






