Historia polskiego żużla to nie tylko wielkie nazwiska i współczesne sukcesy, ale także opowieści o zawodnikach, którzy budowali fundamenty tej dyscypliny w znacznie trudniejszych realiach. Jednym z nich jest Lech Zapart – postać nierozerwalnie związana z Włókniarzem Częstochowa, symbolem lojalności wobec jednego klubu i przedstawicielem pokolenia, dla którego żużel był czymś więcej niż tylko sportem.
Jedna drużyna, jedno życie sportowe
Urodzony 30 marca 1946 roku w Częstochowie, Lech Zapart przez całą swoją karierę – trwającą dekadę – reprezentował barwy Włókniarza Częstochowa. W czasach, gdy zmiany klubowe nie były tak powszechne jak dziś, taka postawa była czymś naturalnym, ale jednocześnie wymagała ogromnego przywiązania i charakteru.
Największy sukces przyszedł w 1974 roku, kiedy był częścią drużyny, która sięgnęła po Drużynowe Mistrzostwo Polski. W kolejnych latach dorzucił jeszcze dwa srebrne medale (1975 i 1976), potwierdzając przynależność częstochowskiego zespołu do krajowej czołówki.
W dorobku Zaparta znalazły się także indywidualne akcenty – piąte miejsce w Srebrnym Kasku (1969) oraz udział w finale Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski w tym samym roku.
Żużel jako wybór życia
Droga do sportu nie była przypadkowa. Jak sam przyznał po latach, fascynacja żużlem pojawiła się bardzo wcześnie i zdominowała jego młodzieńcze decyzje.
– „Ja już w szkole pokłóciłem się z nauczycielką, że będę jeździł na żużlu. Ten sport cały czas chodził mi po głowie, ale po tylu latach myślę, że żużel nie był dla mnie tym sportem, w którym byłbym dobry. Ja powinienem zająć się samochodami. Jednak był czarny sport, trafiłem na fajnych ludzi, a moim sąsiadem był Bernard Kacperak” – wspominał w podcaście „LWYgadane”.
Te słowa doskonale oddają realia tamtych lat – żużel często nie był chłodną kalkulacją kariery, lecz wyborem serca i środowiska, w którym się dorastało.

Inne czasy, inne realia
Zapart jest również świadkiem epoki, która dziś wydaje się odległa niemal o całe pokolenia. Żużlowcy nie podróżowali komfortowymi busami, nie mieli rozbudowanych sztabów ani technologicznego zaplecza. Na mecze jeździli pociągami, a codzienność sportowa była znacznie bardziej surowa.
Z tamtych lat pochodzą także liczne anegdoty – jak ta o Jerzym Łotockim, który podczas podróży pociągiem „dopadł” jednego z kibiców, nie dając mu chwili wytchnienia. To obraz żużla bardziej bezpośredniego, bliższego ludziom, ale też mniej uporządkowanego.
Cień tragedii
Kariera Zaparta to jednak nie tylko sukcesy i barwne wspomnienia. To również dramatyczne wydarzenia, które na zawsze pozostają w pamięci zawodników.
Jednym z najbardziej wstrząsających momentów był finał Srebrnego Kasku w 1972 roku. W trakcie zawodów poważny upadek zaliczył Marek Czerny, który mimo trudnych warunków chciał dokończyć rywalizację. Miesiąc później zmarł.
– „Ja go pamiętam w trumnie, którą wspólnie z kolegami nieśliśmy” – powiedział Zapart.
Te słowa pokazują brutalną prawdę o żużlu tamtych lat. Zawodnicy funkcjonowali w rzeczywistości, w której ryzyko było ogromne, a tragedie – niestety – częścią tej dyscypliny.
Podobnie było w 1975 roku podczas zawodów o Puchar Bałtyku w Niemczech, kiedy poważnej kontuzji – złamania kręgosłupa – doznał Jacek Gierzyński. Mimo takich wydarzeń nikt nie myślał o zakończeniu kariery. Taki był żużel – bez kompromisów.
Pokolenie twardych ludzi
Historia Lecha Zaparta to opowieść o sporcie w jego najbardziej surowej formie. O lojalności wobec barw klubowych, o sukcesach budowanych ciężką pracą i o codzienności, w której nie było miejsca na półśrodki.
To także przypomnienie, jak bardzo zmienił się żużel na przestrzeni lat – od czasów podróży pociągami i ograniczonych środków, po dzisiejszy profesjonalizm i rozbudowane zaplecze.
Jedno jednak pozostaje niezmienne: pasja. I to właśnie ona sprawiła, że nazwisko Zaparta na zawsze zapisało się w historii Włókniarza Częstochowa.
Zdjęcia: publiczny FB Włókniarza Częstochowa








