Mimo, iż okienko transferowe zostało zamknięte o północy 14 listopada, to w dalszych ciągu nieznana jest przynależności klubowa trzech byłych zawodników Krono-Plast Włókniarza Częstochowa.

Do Trybunału PZM trafił wniosek klubu spod Jasnej Góry dotyczący Leona Madsena, Mikkela Michelsea oraz Maksyma Drabika.

Władze Włókniarza Częstochowa postanowiły rozliczyć swoich byłych zawodników z pieniędzy przeznaczonych na przygotowanie do sezonu. Klub wezwał ich do przedstawienia faktur potwierdzających, że środki te faktycznie wydano na cele dotyczące przygotowania (zakupu) sprzętu, czy treningowe. Mikkel Michelsen jest jedynym zawodnikiem, którego wydatki były zbliżone do zapisów kontraktu. Leon Madsen i Maksym Drabik przedstawili faktury znacznie poniżej oczekiwanej przez klub kwoty.

Sprawa na wniosek klubu będzie rozpatrywana przez Trybunał PZM. Jeśli przepisy zostaną zinterpretowane dosłownie, to zawodnicy mogą zostać zobowiązani do zwrotu różnic wynikających z przekazanymi im pieniędzmi a tym co widnieje na dokumentach przez nich przekazanych. Kontrowersje budzi fakt, że część pieniędzy wypłacono im tuż przed końcem okresu rozliczeniowego (czyli w październiku), co utrudnia uznanie ich za środki przekazane na przygotowania do sezonu.

Inne kluby uważnie śledzą rozwój wydarzeń, licząc, że sprawa stworzy precedens i umożliwi odzyskiwanie części środków, przekazywanych na przygotowania zawodnikom, w przyszłości.

Marek Cieślak, nasz były Narodowy podsumował całe zamieszanie z udowadnianiem wydatków dokonanych na przygotowania do sezonu przez żużlowców:

To głupie, że Leon Madsen musi się tłumaczyć, czy dobrze przygotował się do sezonu. W PGE Ekstralidze osiągnął praktycznie taką samą średnią, co Bartosz Zmarzlik, więc chyba nie musi udowadniać, że był dobrze przygotowany do rozgrywek. Słabo to wygląda, bo chyba większość ludzi interpretuje to jako próbę wyciągnięcia pieniędzy od zawodników, którzy zdecydowali się opuścić klub.
Będzie bardzo źle, jeśli kluby otrzymają mechanizm do tego, by nie wywiązywać się ze swoich ustaleń z zawodnikami. Przecież nikt nie zmusza prezesów do podpisywania tak wysokich kontraktów. Jeśli kogoś nie stać, to może obiecać mniej za podpis, a dać więcej za punkt. Jeśli jednak kontrakt jest podpisany, to trzeba go zrealizować. Obawiam się, że takim działaniem Włókniarz może osłabić swoją pozycję negocjacyjną w rozmowach z innymi zawodnikami.

Źródło: sportowefakty.wp.pl