Zapraszamy na kolejny felieton Przemysława Sierakowskiego ((20+) Facebook )

…a z ociepleniem „bieżączka” wraca. Spory o sprawy ważkie i ważne idą do zamrażarki, znaczy na zimę. W duszy z komisarzami, finansami, audytami, nominacjami, regulaminami, pogodynką, telewizją wymuszającą czy oldbojami, którym nikt nie pomaga, a wszyscy dziarsko udają troskę. Warczą. A skoro hałasują – reszta jest milczeniem. Z wiosną powrócą też spierający się z uporem godnym lepszej sprawy kibole. Ścierający się w sposób zrazu dyskwalifikujący, bo nie merytoryczny, przy tym często agresywny i wręcz wulgarny. A przeca różnić się takoż można pięknie. Podobno. Tylko łatwiej zbluzgać rozsądny i fachowy komentarz, niźli udowodnić „nabuzowanemu”, że się nie jest wielbłądem. Wszak pszczoła nie przekona muchy, że miód jest lepszy. Odłóżmy zatem dywagacje z gatunku rewolucyjnych do kolejnych mrozów. Pora na podgrzewające chwilowo atmosferę, ale nadal… duperele.

Idźmy więc tym… szlakiem. Senior Holder wypłakał się rękaw publicznie na tego złego Pludrę – kolegę z drużyny. Przy okazji zupełnie lekceważąc własny „udział” w tej dramatycznej kolizji. Jaki? Ano taki, że widząc rozpędzonego rywala gwałtownie zawrócił do krawężnika, by… się z nim spotkać, co było nieuniknione. Jednemu celebrycie publiczny płacz nie wyszedł na zdrowie. To w polityce. Krzysiu będzie drugi? Tak mi się wydaje. Nicki zeszczuplał, idąc za przykładem MJJ, zatem Chris może mieć za chwilę problemy w Rybniku, bo nikt nie odda sposobności zarabiania kroci na zapłakane oczęta. Lepiej wziąłby się do roboty, zamiast uprawiać moralność Kalego. A ten zły, niedobry, bez kindersztuby Pludra – przepraszać nie bardzo ma za co. Nie wydało. Gdyby gwiazdor jechał swoim torem nie byłoby tematu, a tak… . Obaj przekombinowali.

Madsen z kolei, od dzieciństwa marzył o startach w Zielonej Górze. Myślałby kto. No ale to rodak Hansa Christiana – znanego bajkopisarza – to i nie dziwota. Bardzo szybko „zapomniał” o Włókniarzu. Taki rodzaj wybiórczej amnezji. Podobnie miał mieć kiedyś w Grudziądzu. Nawet „list intencyjny” podpisał. Okazało się, na jego „szczęście”, iż ten wart był tyle ile papier na którym złożył autograf. Recydywa? Oczywiście. Nie mam złudzeń i w tej kwestii wierzę Prezesowi Świącikowi jak… sobie. Falubaz to nie ostatnie miejsce w którym zapłaczą nad Leonem. Albo… po Leonie. Jakoś tak. Coś te łzy mi się mocno przewijają. To teraz o tych ze… śmiechu.

Otóż bawią mnie rozważania czynione już po pierwszych ślizgach. A to Cook będzie słaby. A to Kurtz kandydatem na czempiona globu. I takie tam. Jak dotąd liczba wątków ograniczona do kilku nazwisk, bowiem większość jeszcze nie startowała spod linek. Po przetarciach przyjdzie liga, potem „udziwnione” kolejny raz SGP i wówczas się wyda. Na tę chwilę – zdecydowanie zbyt wcześnie, by cokolwiek prorokować. Może oprócz jednego. Marynarki mają kolejne przynajmniej pół roku względnego spokoju. Wszak nikt nie planuje jednego turnieju z cyklu mini SGP o tytuł IMP w… Krośnie.

No i jeszcze. Amerykańscy kowboje dokonali odkrycia (ang.discovery). Odkryli mianowicie, iż Polacy też mają granice cierpliwości w pakiecie z naiwnością. Postanowili tedy (ot łaskawcy), wycofać się z pierwotnego pomysłu dojenia za wszystko i pozostać przy dotychczasowym dojeniu umiarkowanym. Zatem SGP pozwoli „zwykłym” kibicom przekonać się naocznie jak głupawe i szkodliwe są „zmiany” serwowane w cyklu o tytuł, bez konieczności kontaktu z przedstawicielem Providenta. Jakże to? Ano w dostępnym, acz nie dla wszystkich kanale TTV i tylko w kwestii domowych rund. Dobre i to. Trochę taka polityczna zagrywka. Najpierw zapowiemy, że dołożymy wszystkim, a potem z uśmiechem poinformujemy, że zostaje po staremu. Kto wówczas ośmieli się domagać czegoś więcej? Obśmieją dziada i tyle. Zupełnie jak po „wycieku” nowego wzoru stroju roboczego zawodników w jednym z klubów. A nie. Sorki. Tego nie obśmieli. To „ograli” do granic absurdu. Taki epokowy news. Nowy wzór kevlaru. Dali projektował? To może Picasso? Też nie? To czym się podniecać?

W Lublinie takoż „gorąco”. I nie żeby za sprawą zawodników. Otóż w fazę rozwojową wchodzi pyskówka między niedoszłymi architektami, znaczy… doszłymi, tyle że nie w sprawie projektu stadionu, a magistratem. Strony na przystawkę próbują bagatelizować rolę własną, na rzecz uwypuklania braku fachowości adwersarzy. Nie wiem czym się to zakończy, ale głęboko wierzę, iż Motor zdoła wykorzystać sprzyjającą koniunkturę a kibice doczekają się areny pełną gębą. Zawsze to infrastruktura. Tej nikt w kieszeni do domu nie zabierze. Zostanie na lata. Tylko żeby mogła zostać – musi powstać i tu zaczynają się schody. Przykro, iż polityka i politycy mają aż taki wpływ na sprawy… choćby inwestycji sportowych. Prawda panie Władysławie?

Przemysław Sierakowski