Adrian Kocur, prezes powstałego w tym roku nowego klubu speedrowerowego Szarża Wrocław szczery do bólu.

Na wirażu: Lubisz wygrywać?
Adrian Kocur: Myślę, że każdy lubi wygrywać. Jednak mój znak zodiaku to baran i jego charakterystyka pasuje do mnie. Z pewnością jeśli mam jakiś cel na którym mocno mi zależy, to muszę zrobić wszystko żeby tak było. Nie zawsze jest to dobre, ale z drugiej strony sam wiem jak mało kto wierzył w to, że projekt Szarża Wrocław może się udać. Wiele osób miało wątpliwości i byli pewni, że na planach się skończy. Jednak ta moja determinacja i zawziętość skutkuje tym, że speedrower wraca na dobre do Wrocławia. Jednak nie ma co ukrywać, że bez pomocy kilku osób ciężko byłoby być w miejscu w którym dzisiaj jesteśmy. Za to im serdecznie dziękuje.

Nw: Skąd wzięło się u ciebie zainteresowanie speedrowerem?
AK: Tak jak chyba większość przez zainteresowanie żużlem. Kiedyś pojechałem na trening do Rawicza i postanowiłem spróbować, ale ta przygoda jakoś nie trwała długo.

Nw: Jako zawodnik startowałeś w barwach klubu z Rawicza. Jak wspominasz tamten okres startów? Czy mógłbyś opowiedzieć więcej na temat twoich startów w Rawiczu? Wiele osób uważa ciebie za osobę, która pojawiła się z zewnątrz i zupełnie nie orientujesz się w specyfice speedrowera.
AK: Było to w zasadzie jakieś 10 lat temu. Mało w sumie pamiętam z tego okresu. Ciężko mówić o karierze bo wystartowałem w kilku zawodach. Nie szło mi jakoś rewelacyjnie i postanowiłem, że kończę. To tam właśnie poznałem Mateusza Ślęzaka. Kto by wtedy pomyślał, że dekadę później spotkamy się w innym miejscu, ale cały czas w tym sporcie. Jeśli chodzi o to, kto w jaki sposób mnie postrzega to przestało mnie to interesować. Na początku się tym bardzo przejmowałem. W pewnej chwili pomyślałem: kurczę po co mi to? Jednak widząc jak speedrower na nowo rodzi się we Wrocławiu powiedziałem sobie, że się nie poddam i napinka na moją osobę stała się jeszcze bardziej motywująca.

Nw: Twój przepis na budowę silnej drużyny. Zdradź proszę, jak się buduje drużynę?
AK: Jest to w sumie dość ciężka robota. W lipcu myślałem, że zbudowanie drużyny będzie o wiele łatwiejsze niż to się później okazało. Rozmowy z pewnymi zawodnikami też mnie sporo nauczyły i odrobiłem sobie z tego lekcje. Jednak myślę, że najgorsze jeśli chodzi o zbudowanie drużyny mamy za sobą. Teraz było trzeba coś zbudować od zera. Zasada była prosta. W Szarży Wrocław mają jeździć zawodnicy, którzy chcą startować dla tego klubu i miasta. Ja przedstawiałem swoją propozycję i moje oczekiwania. Wybór należał do zawodnika. Pasuje lub nie. Nie było mowy o żadnych negocjacjach.

Nw: Jako Wielkopolanin jesteś perfekcjonistą. Chcesz by wszystko było na swoim miejscu, funkcjonowało jak najlepiej. Jak odnajdujesz się w środowisku speedrowerowym?
AK: Tak to prawda. Jeśli chodzi o klub to chce chce żeby wszystko było zrobione i zapięte od A do Z. W życiu prywatnym jest z tym trochę gorzej, ale Szarża dzisiaj jest dla mnie jak dziecko. Nie pozwolę żeby ktoś nam pluł w twarz jak to kilka osób stara się robić. Głupie gadanie i pisanie motywuje mnie jeszcze bardziej.

Nw: Czy Adrian Kocur prywatnie ma mało problemów, że bierze się za odbudowę i ciągnięcie wózka pod nazwą speedrower we Wrocławiu i Szarża Wrocław? Co sprawiło, ze podjąłes się takiego wyzania?
AK: Jedynym problemem jaki dzisiaj mam to nerka z którą walczę od dwóch lat, ale dzięki klubowi nie myślę o tym. Mam inne priorytety. Nic się dzisiaj dla mnie tak nie liczy jak Szarża. Idę spać i budzę się myśląc o klubie. Tak jak dla Marcina Szymańskiego zajawką jest sprzęt tak dla mnie jest klub. Dlatego wiem, że osiągniemy sukces. Kochamy to i jest to dla nas ważne w życiu. Mateusz Ślęzak, Michał Szmaj oni również. Spędziliśmy w ostatnich miesiącach ze sobą sporo czasu i wiem, że z nimi u boku możemy wiele zrobić. Jednak trzeba podkreślić, że oni mają również wsparcie w swoich żonach i partnerkach. To jest bardzo ważne, bo te dziewczyny są z nami i nam kibicują.

Nw: Jesteś na każdym treningu, w bieżącym sezonie starałeś się być przynajmniej na jednym meczu każdej kolejki CS Superligi. Oprócz tego prowadziłeś sprawy bieżące nowego klubu, organizowałeś turnieje, w tym reaktywowany po latach Memoriał Kuby Kroczaka. Skąd Adrian Kocur bierze na to wszystko siły, czas i skąd bierze się zapał do działania w tym zakresie i w aż takim zakresie?
AK: Szczerze mówiąc na początku nie myślałem, że aż ta bardzo się w to zaangażuje. Siły biorą się z tego, że bardzo mi na tym zależy. W tym roku raz czułem się zmęczony przez dwa dni. Było to po ostatnim turnieju żaków i Memoriale Kuby. Jednak kosztowało mnie to wiele wysiłku, ale wiem, że było warto. Dla mnie całym życiem od małego był żużel, ale w tym roku jak w pewnym momencie  wybrałem speedrower w Częstochowie, a nie mecz żużlowy – to dotarło do mnie, że zmieniają mi się  priorytety w życiu.

Nw: Pochodzisz z Wielkopolski. Dlaczego akurat we Wrocławiu zdecydowałeś się na odbudowę speedrowera? Nie bliżej było odbudowywać speedrower np. w Rawiczu?
AK: Przeglądając jeden z portali, który pisze o speedrowerze trafiłem na wywiad z Arturem Poprawskim z Rawicza. Pomyślałem wtedy właśnie  o odbudowie speedrowera w Rawiczu, ale chwilę później z wywiadu z Marcinem Szymańskim dowiaduje się, że we Wrocławiu jest już tor. Natychmiast postanowiłem się odezwać do Marcina i tak dzisiaj mamy Szarże Wrocław.

Nw: Nawiązując do twoich korzeni. W stolicy Dolnego Śląska większość ludzi związanych ze speedrowerem na co dzień jest fanami Sparty Wrocław. Wiadomo jak „kochają się” kibice Sparty i Unii Leszno. Nie obawiałeś się, że jako człowiek z Wielkopolski nie znajdziesz porozumienia i chęci współpracy z ludźmi z Wrocławia? Czy po prostu uznałeś, ze tonący brzytwy się chwyta i po prostu będą musieli ciebie tutaj zaakceptować?
AK: Żużel to żużel, a speedrower to speedrower. Chłopaki z Wrocławia są za Spartą, ja z Mateuszem za Unią Leszno, a Artur Bujnowski za Falubazem. Teraz dochodzi Kamil Niemiec, który kibicuje Rybnikowi, czy Damian Natoński z Częstochowy. Nie możemy zapomnieć o Wiktorze Czerwińskim, który jest za Apatorem. Ale działamy w speedrowerze i jesteśmy w jednym klubie. Jednak nie bałem się o akceptację bo nie tworzymy klubu żużlowego, tylko klub speedrowerowy i nie ma u  nas jakiś podziałów.

Nw: Razem z tobą z Wielkopolski jest również Mateusz Ślęzak, który w zasadzie od momentu reaktywacji speedrowera we Wrocławiu poczuł się zawodnikiem Szarży. Jaki wpływ na Mateusza Ślęzaka, słynącego z „trudnego charakteru” ma Adrian Kocur? I w jaki sposób udało się tobie znaleźć z nim wspólny język?
AK: Tak ostatnio nazwałem Mateusza tym czarnym charakterem naszej drużyny (śmiech), ale Mateusza bardzo lubię i myślę, że mamy bardzo dobry kontakt. Jest wybuchowy, ale ja też taki jestem. Spędziłem z nim dużo czasu i wiem jaki ma problem, który blokuje go w osiąganiu jeszcze lepszych wyników. Wyszedłem z pewną propozycją i Mateusz uznał, że tak zrobimy. Nie będę mówić co to konkretnie, ale wiem jedno. Jeśli wszystko zagra to zobaczymy nowego Mateusza Ślęzaka. Ma spokojną głowę i dostał dużą pomoc, a proszę mi wierzyć zależy mu na klubie bardzo mocno. Bardzo mu kibicuje i wiem, że on pojedzie swoje.

Nw: Jak wiadomo koronawirus daje się we znaki całej gospodarce. Prowadzisz klub na dorobku – zupełnie nowy, bez historii. Ty i osoby, które z tobą współpracują tworzą na nowo historię speedrowera we Wrocławiu. Do funkcjonowania klubu potrzebne są finanse. Czy trudno o wsparcie firm, instytucji miejskich w czasie COVID -19?
AK: Pamiętam jak podczas pierwszej rozmowy Marcin (Marcin Szymański – redakcja) się mnie zapytał skąd brać finanse na to wszystko. Powiedziałem mu wtedy, że w tym roku zrobimy wszystko sami. Wyszedłem z założenia, że najpierw trzeba coś pokazać, a później możemy o coś kogoś prosić. Zdało to egzamin. Dzisiaj przychodzą właściciele firm, którzy chcą nam pomóc bo widzą, że warto. Bez wątpienia ważną dla nas osobą jest Marek Mutor. To dzięki niemu łatwiej nam rozmawiać z dużymi spółkami i z miastem. Jest okazja i my z tego korzystamy. Wiele osób myśli, że z nieba zleciała nam walizka pieniędzy, ale to tak nie jest. Tym co zrobiliśmy w tym roku zapracowaliśmy sobie na to, że dzisiaj firmy się zgłaszają same. Mimo, że mamy COVID, a speedrower to cały czas sport amatorski. Sponsora trzeba również szanować i pokazać, że o niego dbamy. Dlatego też podczas zawodów ligowych będzie specjalna strefa VIP dla osób, które nam pomagają. Budujemy coś od zera, ale z pewnym pomysłem. Ja na klub zawsze patrzę o rok do przodu. Teraz mam w głowie nie tylko sezon 2021, ale tez 2022.

O transferach do Szarży Wrocław i o wielkich pieniądzach krążących we wrocławskim speedrowerze przeczytacie w kolejnej części wywiadu z prezesem Szarży Wrocław Adrianem Kocurem. Serdecznie zapraszamy do lektury!