Miało być widowisko, godne finału. Przelotne opady deszczu zapowiadane na sobotę (i faktycznie lekko mżyło) sprawiły, że najważniejszy mecz sezonu decyzją w piątek przełożono na poniedziałek – bo przecież w piątek 11 października jest najważniejsza impreza sezonu – Gala! A prognozy pogody na następny weekend 12-13 października są wyśmienite.
Wówczas ekstraliga żużlowa wydała komunikat zakończony słowami:
Biorąc pod uwagę wszystkie prognozy pogody, także te, które przewidują opady deszczu również w niedzielę, Ekstraliga Żużlowa, jako organ odpowiedzialny za całe rozgrywki, jak i kluby – uważają zgodnie, że zwieńczenie sezonu zasługuje na najlepsze możliwe widowisko dla fanów, którzy kibicują swoim zespołom na stadionie oraz dla tych przed telewizorami w całej Polsce. Stąd decyzja o rozgrywaniu zawodów 7.10.2024.
Jak było w poniedziałek 7 października – kto oglądał czy to w domu, czy to na stadionie ten doskonale wie. Żenująco słabe widowisko (i nie chodzi tu o wysoką wygraną gospodarzy). Start, pierwszy wiraż i jazda gęsiego. Jedna mijanka po błędzie zawodnika Betard Sparty, który minimalnie za daleko odjechał od krawężnika. Czy o to chodziło władzom PGE Ekstraligi przekładając mecz? Podobno ten tor wiosną i jesienią właśnie tak się zachowuje. To skoro to jest oczywiste – to po co było przekładać sobotnie zawody. A tak mieliśmy powtórkę z klasyki kina sprzed 54 lat:
A w filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.
Zresztą prezes Betard Sparty Andrzej Rusko także w taki sam sposób ocenił te najważniejsze zawody w sezonie:
Byłem zły. I to bardzo zły – powiem szczerze. Liczyłem jednak, że podejmiemy tutaj walkę. Długo dopasowywaliśmy się do toru. Rozumiem, że to już październik i ten tor był głównie na jedną ścieżkę. Aż szkoda, że nie było tu Phila Morrisa… Myślę, że Motor Lublin spokojnie wygrałby ten mecz także wtedy, gdyby było wiele ścieżek. A my niewątpliwie zawaliliśmy wszystko w spotkaniu u siebie. Wierzyłem, że nawet jeżeli tutaj nie wygramy, to wynik będzie na styku. Niestety, nie było ani tego, ani tego…
Kwestią bezsporną jest fakt, iż na przestrzeni całego sezonu to właśnie Motor był najlepszy. Jednak prezes Andrzej Rusko zauważył fakt, iż drugi raz z rzędu Betard Sparta w najważniejszym momencie sezonu jedzie osłabiona.
Poniżej prezentujemy komentarz redaktora Bartłomieja Czekańskiego z jego mediów społecznościowych:
Gdyby ten mecz rozegrano w Lublinie, tak jak Pan Bóg przykazał, w pierwotnym sobotnim terminie, to przy padającej wówczas mżawce nie byłoby tak sucho i wyścigi z pewnością byłyby znacznie ciekawsze i chyba bardziej wyrównane. Gospodarze nie mieliby aż takiego handicapu własnego toru. Niech Patryś Malitowski nie ściemnia na wizji o jakiejś ulewie. W sobotę w Lublinie był wrocławski kibic Ra Barbar, który filmikami na bieżąco zdawał relację ze stanu tamtejszej pogody. Ja też monitorowałem sytuację na kamerach pokazujących na żywo piękne lubelskie ulice. To była taka sobie mżawka w godz. 19-22, że – jak widziałem – spacerowicze nawet nie otwierali parasoli, nie zakładali kapturów, ani nie zapinali kurtek! Skąd więc wzięliście „fachowcy” z Ekstraligi takie deszczowe prognozy pogody? Od Apaczów? Można było wtedy odjechać ten żużel jak nic! Zwłaszcza, że Motor przecież dysponuje plandeką chroniącą tor! Betard Sparta Wrocław dostała dziś od „Koziołków” przesławne lanie, jakby powiedział dzielny wojak Szwejk – za późno się obudziła i lepiej przełożyła, wykorzystując przy tym na koniec wyraźne świąteczne rozprężenie w szeregach gospodarzy, którzy już celebrowali tytuł – i nie ma się co zasłaniać brakiem Woffindena oraz Krawczyka. Oni by tu niewiele pomogli. Po prostu Orlen Motor Lublin jest teraz najsilniejszą żużlową drużyną świata, w tym naszej PGE Ekstraligi i zasłużenie sięgnął po mistrzostwo Polski (oficjalnie już po 12. biegu). Składam gratulacje na ręce mojego zacnego znajomego – menedżera Motoru Jacka Ziółkowskiego. Tak jak w Bydgoszczy podoba mi się jedyna skuteczna tam ścieżka, czyli pod samą bandą, tak dzisiaj podobała mi się lubelska ścieżka tuż przy krawężniku, a inauguracyjna gonitwa z udziałem Kubery i Łaguty to była kwintesencja technicznego speedwaya. Było szybko i na styku. W pierwszych swoich wyścigach świetne wrażenie robił też Przyjemski, wreszcie dynamiczny, waleczny i zadziorny, i nie bazujący wyłącznie na szybkim starcie. Zresztą jego motocykle to wymuszały, bo tym razem dość słabo zbierały się spod taśmy. Potem jednak u niego coś się zacięło. Zmarzlik – Łaguta 2:0 w tym spotkaniu i to z dużą przewagą, co było do udowodnienia. Szacun dla kibiców Sparty za to, że w dzień powszedni aż tylu ich pojechało do dalekiego Lublina. Srebro też jest piękne. Uznanie dla miejscowych fanów za to, że się pięknie bawili na swoich żółtych trybunach. Cieszy mnie każdy sukces Wschodniej Polski. Gratulacje dla obu drużyn i dla Apatora. Każdy medal cieszy i jest powodem do dumy.
Do sprawy potraktowania w bardzo brzydki sposób kibiców, szczególnie tych z Wrocławia, jeszcze wrócimy.
Orlen Oil Motor Lublin – Betard Sparta Wrocław 52-38. Lublinianie zostali drużynowymi mistrzami Polski na sezon 2024. Betard Sparta zajmuje drugie miejsce. Wcześniej trzecią pozycję zapewnił sobie Apator Toruń.
Punktacja meczu finałowego:
Orlen Oil Motor Lublin: 52
9. Dominik Kubera – 10+2 (3,2*,2*,0,3)
10. Fredrik Lindgren – 10 (3,3,3,1,-)
11. Mateusz Cierniak – 3+2 (0,1*,1*,1)
12. Jack Holder – 9+1 (2*,2,2,2,1)
13. Bartosz Zmarzlik – 9 (3,3,3,-,-)
14. Wiktor Przyjemski – 4+2 (2*,2*,0,0)
15. Bartosz Bańbor – 7 (3,0,3,1)
16. Bartosz Jaworski – 0 (0)
Betard Sparta Wrocław: 38
1. Daniel Bewley – 6+2 (1*,1*,1,1,2)
2. Francis Gusts – 2 (0,-,0,2)
3. Artiom Łaguta – 14+1 (2,3,2,2,2*,3)
4. Bartłomiej Kowalski – 5+1 (1,0,1*,3,0)
5. Maciej Janowski – 10+1 (1,1,3,3,2*)
6. Nikodem Mikołajczyk – 0 (w,0,0)
7. Marcel Kowolik – 1 (1,0,0)
8. Kacper Andrzejewski – ns
Bieg po biegu:
1. (67,96) Kubera, Łaguta, Bewley, Cierniak – 3:3 – (3:3)
2. (68,08) Bańbor, Przyjemski, Kowolik, Mikołajczyk (w/u) – 5:1 – (8:4)
3. (67,90) Zmarzlik, Holder, Janowski, Gusts – 5:1 – (13:5)
4. (67,83) Lindgren, Przyjemski, Kowalski, Mikołajczyk – 5:1 – (18:6)
5. (67,50) Łaguta, Holder, Cierniak, Kowalski – 3:3 – (21:9)
6. (67,19) Zmarzlik, Łaguta, Bewley, Bańbor – 3:3 – (24:12)
7. (67,53) Lindgren, Kubera, Janowski, Kowolik – 5:1 – (29:13)
8. (67,07) Zmarzlik, Łaguta, Kowalski, Przyjemski – 3:3 – (32:16)
9. (66,98) Lindgren, Kubera, Bewley, Gusts – 5:1 – (37:17)
10. (67,94) Janowski, Holder, Cierniak, Mikołajczyk – 3:3 – (40:20)
11. (67,29) Kowalski, Holder, Bewley, Kubera – 2:4 – (42:24)
12. (67,76) Bańbor, Gusts, Cierniak, Kowolik – 4:2 – (46:26)
13. (67,40) Janowski, Łaguta, Lindgren, Przyjemski – 1:5 – (47:31)
14. (67,02) Kubera, Bewley, Holder, Kowalski – 4:2 – (51:33)
15. (67,43) Łaguta, Janowski, Bańbor, Jaworski – 1:5 – (52:38)
Zdjęcie: Patrycja Knap






