Piątkowy mecz 6 czerwca pomiędzy Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa a Betard Spartą Wrocław, rozgrywany w ramach PGE Ekstraligi, już na stałe zapisał się w annałach jako jedno z najbardziej kontrowersyjnych spotkań ostatnich lat. Dwie czerwone kartki, liczne upadki, atmosfera chaosu i kuriozalna ścieżka wydarzeń — to kulisy meczu, który miał promować żużel, a zamiast tego obnażył wiele jego współczesnych słabości. Wśród krytyków tego widowiska na pierwszy plan wysunął się Jan Krzystyniak — były wybitny zawodnik i menedżer, który w rozmowie z Interią Sport nie gryzł się w język.
„Kompromitacja sędziów”. Krzystyniak mówi wprost
Kibice, eksperci, a przede wszystkim zawodnicy z Częstochowy i Wrocławia nie będą dobrze wspominać tego spotkania. Tor, choć przygotowany zgodnie z regulaminem i pod nadzorem komisarza toru, stał się niemal pułapką. O mijankach nie było mowy, a jazda przypominała balansowanie na granicy bezpieczeństwa. Jan Krzystyniak nie miał wątpliwości, że piątkowy mecz to był blamaż, zarówno jeśli chodzi o przygotowanie toru, jak i pracę arbitrów:
– Kompromitacja sędziów. Wydawało mi się, że było tendencyjne sędziowanie tego spotkania. W pewnym momencie przestałem to oglądać. Nie podobało mi się jak sędziowanie. To, że zawodnicy nie potrafią jeździć to jest też prawda – mówi Krzystyniak, otwierając swoją krytyczną wypowiedź.
Jego słowa nie są jedynie emocjonalną reakcją na jednostkowy incydent. Krzystyniak od lat znany jest z trafnych, choć często ostrych analiz kondycji polskiego żużla. Tym razem oberwało się nie tylko sędziom, ale także samej instytucji komisarza toru.
„Od kiedy wprowadzono komisarzy, żużel schodzi na psy”
W piątek pogoda wyraźnie nie sprzyjała organizacji zawodów. Opady deszczu storpedowały przygotowania do meczu, ale mimo wszystko zawody się odbyły. Zdaniem Krzystyniaka właśnie w takich warunkach widać najlepiej, jak zły kierunek obrały obecne regulacje:
– Od czasów wprowadzenia funkcji komisarza toru, ten żużel schodzi coraz bardziej na psy, mówiąc brzydko. Zawodnicy będą się uwsteczniać. Te upadki, ta brzydka jazda to jest też pokłosie regulaminu, że komisarze toru muszą wygłaskać tory, by były jak stół. Zawodnicy wobec tego nie radzą sobie w warunkach, gdy spadnie deszcz – mówi były menedżer reprezentacji Polski.
Przypomnijmy, że instytucja komisarza toru została wprowadzona do PGE Ekstraligi w 2013 roku, z zamiarem ujednolicenia i zwiększenia bezpieczeństwa zawodów. Jednak w praktyce wielu ekspertów, jak Krzystyniak, uważa, że prowadzi to do wyeliminowania naturalnej zmienności torów i zabija żużlowy instynkt.
„Nie myślą, tylko gaz do dechy. Kluby się sypią”
Krzystyniak nie ogranicza się tylko do krytyki regulaminu. W swojej wypowiedzi idzie dalej, komentując ogólną kondycję dyscypliny i dramatyczny brak odpowiedzialności zawodników na torze:
– Kiedyś nie było funkcji komisarza toru, było mniej upadków, zawodnicy uważali, bardziej myśleli, dzisiaj myślenie ucieka, gdy taśma idzie do góry. Kluby muszą ratować się posiłkami z zewnątrz, bo brakuje zawodników. Nie wiem, czy Sparta miałaby jakiś skład, gdyby jutro jechała mecz – punktuje Krzystyniak, nawiązując także do napiętego terminarza i kontuzji.
Nie zabrakło też gorzkiej ironii, którą legenda polskiego speedwaya skwitowała absurdy współczesnych przepisów:
– W sporcie chodzi o to, by było, jak najdalej, najszybciej, najwyżej. Niech może jeszcze ograniczenie do 50 km/h wprowadzą na wejściu w łuk, by było bezpieczniej – dodaje sarkastycznie.
Mecz, który nikomu nie wyszedł
Przypomnijmy, że mecz zakończył się nie tylko sportowym niedosytem, ale i falą kontrowersji. Bartłomiej Kowalski i Maciej Janowski otrzymali czerwone kartki, co w przypadku tego drugiego oznacza także automatyczne zawieszenie. Obie sytuacje były szeroko komentowane i analizowane w mediach społecznościowych, gdzie kibice zarzucali sędziom „gaszenie widowiska” i „brak wyczucia sytuacji”.
Deszczowy tor, chaos organizacyjny, nieczytelne decyzje arbitrów i zawodnicy walczący bardziej z nawierzchnią niż ze sobą — to była mieszanka wybuchowa. I choć nie brakuje głosów nawołujących do uspokojenia emocji, słowa Krzystyniaka będą echem wybrzmiewać jeszcze długo.
Czy ktoś wyciągnie wnioski?
Krzystyniak, choć znany z ostrych sądów, w swojej wypowiedzi zawarł także głębszy apel: o refleksję nad kierunkiem, w jakim zmierza polski żużel. Czy bezpieczeństwo może być osiągane kosztem widowiska i rozwoju zawodników? Czy funkcja komisarza toru rzeczywiście spełnia swoją rolę, czy tylko dodaje stresu organizatorom i sztucznie formatuje tor?
Jedno jest pewne — piątkowy mecz w Częstochowie był papierkiem lakmusowym wielu problemów polskiego speedwaya. A głos tak doświadczonej postaci jak Jan Krzystyniak nie może zostać zignorowany. To już nie tylko krytyka jednego meczu. To głos ostrzeżenia dla całej dyscypliny.






