Po półfinale, który odbył się w Gorzowie Wielkopolskim i przeczytaniu licznych artykułów na temat tego meczu, tylko z niedowierzaniem kiwam głową. W trakcie spotkania miliony myśli przeleciało mi przez głowę i wiele pytań – o to, gdzie zmierza polski żużel…

               Jak to jest, że zespoły w Ekstralidze nie są traktowane równo przez władze? Na przestrzeni kilku tygodni, mamy dwie różne decyzje odnośnie przygotowania torów. W Częstochowie, po niekontrolowanym dosypaniu glinki, klub zostaje ukarany walkowerem i karą finansową – oczywiście nie mam pretensji o wydaną decyzję – zostało zrobione coś wbrew obowiązującemu regulaminowi – kara jest nałożona i nikt do nikogo nie powinien mieć pretensji. Tylko, czy nie dziwi nikogo fakt, że po walkowerze dla Gorzowa, tor ponownie zostaje oceniony jako nienadający się do jazdy, a mecz Włókniarza z ROW-em odbywa się w Rybniku? (trochę zagmatwane… i nielogiczne działanie, bo skoro nie nadawał się wcześniej, to po co „odwieszanie” kary na przyjazd Stali i ponowne zawieszanie – dla mnie wałek pierwsza klasa).

I pojawia się sytuacja numer 2 – Sparta jedzie na mecz do Stali. Wiadomo jaka pogoda była, długotrwałe opady deszczu, brak przykrycia toru i pojawia się kolejne dosypanie materiału. Na efekty takich zabiegów nie trzeba długo czekać… rozwarstwiony tor, bruzdy jak na kartoflisku – decyzja Ekstraligi – przekładamy spotkanie, ze względu na opady deszczu…

Dla mnie jest to skandal, dlaczego bowiem jeden klub jest karany walkowerem, a drugi dostaje taryfę ulgową w postaci przełożenia terminu spotkania, dla kogo w takim razie jest regulamin? Jedni są równi, a drudzy równiejsi?

Zarówno w Częstochowie, jak i w Gorzowie Wielkopolskim dosypano materiał przed ważnymi meczami… Dlaczego więc Włókniarz zostaje ukarany walkowerem i karą finansową, a Stal ma wyznaczony inny termin na rozegranie spotkania? Dla mnie oczywiste jest jedno, regulamin jest wykorzystywany nie w duchu sportu równości tylko dopasowywany w zależności od nazwy drużyny, która go łamie… Nawet jeśli Ekstraliga dopuściła do dosypania materiału, to powinien w takim układzie tor zostać „zawieszony” jak w Częstochowie, a ewentualny mecz rozegrać ponownie we Wrocławiu lub wypracować inny dopuszczalny kompromis – zrobić mecz na neutralnym torze (np. w Lesznie – gdzie od lat tor jest przygotowywany na wysokim poziomie – niech porównaniem będą Indywidualne Mistrzostwa Polski 2020, gdy mogliśmy podziwiać liczne mijanki i wyścigi, które cieszyły oko każdego kibica czarnego sportu; czy w Toruniu – jeden mecz więcej na pewno by nie zaszkodził, a tor na Gran Prix też był super przygotowany).

Może warto więc w końcu opracować prosty i czytelny dokument, który będzie traktował wszystkie drużyny tak samo i nie będzie zawierał dziwnych „dopisków”, które można interpretować w różnym kontekście, żeby przypadkiem krzywdy koledze prezesowi nie zrobić.

Ale dość o regulaminie i jego „kruczkach”, chciałabym wrócić do półfinału w Gorzowie…

W niedzielę usiadłam przed TV z nadzieją na super widowisko, bo dwa turnieje Gran Prix w Toruniu postawiły wysoko poprzeczkę – rewelacyjnie przygotowany tor naprawdę spowodował, że były to dwa dni ścigania na najwyższym poziomie.

Niestety, już w drugim biegu zostałam pozbawiona wszelkich złudzeń, że tor w Gorzowie Wlkp. może przynieść jakąkolwiek radość z oglądania tego spotkania. Z ciekawością wsłuchałam się w słowa Krzysztofa Cegielskiego, który określił tor jako trudny i niebezpieczny do jazdy.

Pytam, więc jakim cudem tor został odebrany przez komisarza, skoro człowiek siedzący w studiu jest w stanie stwierdzić, że tor jest niebezpieczny?!?

W kolejności: upadek Gleba – zawodnik niezdolny do jazdy, za chwilę kolejny upadek Jacka – tu na szczęście zawodnik „pozbierał się” z toru i mógł kontynuować dalej zawody… no i nieszczęsny bieg, gdzie Iversen wpada w poślizg, a w niego wjeżdża Tai… Przyznam, że serce stanęło mi na moment, a usta prosiły, żeby obydwaj dali radę wstać z toru. W tym samym biegu upada też Michał Curzytek, na szczęście wstał i mógł uczestniczyć w dalszej części zawodów.

Dla Taia, zawody w tym momencie się skończyły, skończył się sezon – bo ze złamanymi kośćmi w ręce jeździć niestety się nie da…

Jeśli chodzi o Iversena – tu moje zaskoczenie totalne – decyzją lekarza może kontynuować zawody.

Ludzie o co tu chodzi??? Jak zawodnik, po którym przejechał motocykl może nadawać się do dalszej jazdy?!? Aż tak chęć wygrania meczu i wejścia do finału przesłania zdrowy rozsądek, że po „trupach” będziecie wydawać opinie o zdrowiu zawodnika? Ciężko zrozumieć postawę zarządu i trenera Stali Gorzów, zamiast wysłać zawodnika do szpitala, lekarz pozwala mu zostać (a może nawet jest namawiany na pozostanie w parku maszyn) – bo wynik jest najważniejszy? Wydanie takiej decyzji kłóci się z kolejnym posunięciem, bo zawodnik „zdolny do jazdy”, nie występuje w kolejnym biegu.

Więc jak to jest drodzy eksperci żużla z Gorzowa – smakuje Wam taki awans do finału? Jesteście dumni, z wejścia dzięki „zielonemu stolikowi”?

Osobiście zamknęłabym twarz i nie wychylała się z komentarzami w kierunku Maćka Janowskiego i zarządu Sparty. Popatrzcie lepiej na własne podwórko, które pełne jest brudu.

Zakończyłabym zawody po tak poważnej kraksie, ze względu na niepotrzebne narażanie zawodników   na niebezpieczeństwo złapania kontuzji, czy poważniejszego uszczerbku na zdrowiu… Tylko przecież kasa musi się zgadzać, bo transmisja, sponsorzy, czas antenowy… Tylko, czy pogoń za zyskami nie zaczyna przesłaniać zdrowego rozsądku?

Bardzo zasmucił mnie, a wręcz zdenerwował, pewien komentarz, który jest powielany po różnych kontrowersjach dotyczących torów: „… bo kiedyś były gorsze tory, nie było dmuchanych band, były doły i nierówności, a żużlowcy jeździli, bo to sport dla prawdziwych mężczyzn…”

Pytam więc po raz kolejny, ilu z Was, którzy te słowa wypowiadacie, pamięta nazwiska wszystkich żużlowców, którzy zginęli na torze???

Ja nie pamiętam wszystkich, bowiem na przestrzeni dziesięcioleci zginęło wielu młodych niedoświadczonych i doświadczonych zawodników, wielu z nich musiało zakończyć kariery, ponieważ odniesione kontuzje nie pozwoliły na kontynuację sportowej kariery i to nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Jeśli nie wierzycie, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę krótkie hasło: „śmierć na torze żużlowym” – wierzcie mi lista jest długa, zdecydowanie za długa.

Dlatego powstają zabezpieczenia, dmuchane bandy, czy instytucja komisarza , by tor był przygotowany w taki sposób, aby zawodnicy odnosili jak najmniej poważnych kontuzji, a stworzenie stanowiska p.t. KOMISARZ TORU jest po to by wyłapywać wszelkie niedociągnięcia, które mogą stanowić zagrożenie dla bezpiecznej jazdy sportowców.

Jest mi szkoda Gleba, Taia, Nielsa… tak po prostu, jak każdego żużlowca po upadku, życzę każdemu z nich szybkiego powrotu do zdrowia, i chciałabym aby transmisje telewizyjne i zarobki poszczególnych klubów nie były wartością nadrzędną nad ludzkim zdrowiem i życiem.

Sukces okraszony upadkami i kontuzjami ma dla mnie gorzki smak… Spotkanie można było zakończyć po 10 biegu, dalsza jazda była tylko igraniem z losem, a wynik i tak był na korzyść Stali.

Źle ogląda się spotkanie, gdy końcowy wynik jest wypaczony przez niezrozumiałe decyzje komisarza i lekarza zawodów, a tor pozostawia wiele do życzenia, by zawody odbyły się w sposób bezpieczny i w duchu zdrowej rywalizacji…

Oby kolejne spotkania, były bezpieczne i fair play.

Joe_jj