W Częstochowie nastroje są dalekie od świątecznych. Za kilka dni otworzy się okno transferowe, a Tauron Włókniarz Częstochowa do dziś nie ogłosił ani jednego zawodnika na sezon 2026. Kibice tracą cierpliwość, a klub – mimo nowych władz – wciąż wygląda na pogrążony w chaosie.
Po odejściu Jasona Doyle’a, Piotra Pawlickiego i Kacpra Woryny sytuacja kadrowa jest dramatyczna.
Nowy właściciel, nowy prezes, stary problem
Nowe rozdanie w klubie miało być początkiem stabilizacji. Włókniarz przejął Bartłomiej Januszka, który został również prezesem spółki. Jak zapewnia, priorytetem jest wyprowadzenie klubu z długów, które pozostawił poprzedni zarząd.
– 99 procent należności zostało już spłaconych, został symboliczny 1 procent do zamknięcia wszystkich zobowiązań – napisał Januszka w oświadczeniu cytowanym przez WP SportoweFakty.
Problem w tym, że kibiców coraz mniej interesują spłaty, a coraz bardziej nazwiska zawodników. Bo te, które pojawiają się w nieoficjalnych zestawieniach, nie napawają optymizmem.
Oświadczenie, które tylko rozsierdziło fanów
W niedzielę klub próbował uspokoić nastroje, publikując komunikat na oficjalnym profilu:
Zdajemy sobie sprawę, że czekacie na informacje dotyczące składu, licencji oraz karnetów. Gwarantujemy, że codziennie pracujemy nad każdym z tych zagadnień. Na dniach pierwsze informacje.
Zamiast jednak uspokoić nastroje, Włókniarz tylko dolał oliwy do ognia. W komentarzach posypała się fala krytyki, a kibice zaczęli publikować swoje „przewidywane składy” i gorzkie opinie.
– Skład na 4-5 miejsce w Metalkasie, w Ekstralidze to będzie miazga totalna, powtórzenie wyczynu Ostrowa – wszystkie mecze przegrane – napisał jeden z fanów, przytaczając listę zawodników: Hansen, Tungate, Lidsey, Szostak, Miśkowiak plus juniorzy.
Lidsey, Tungate, Miśkowiak – czyli bez fajerwerków
Jak dotąd żadne z tych nazwisk nie zostało oficjalnie potwierdzone, ale w środowisku mówi się, że nowy skład jest już w zasadzie znany.
- Jaimon Lidsey – jego przejście do Częstochowy było przesądzone jeszcze przed końcem sezonu.
- Mads Hansen – uratował się dwumeczem o 5. miejsce ze Stalą Gorzów i utrzymał kontrakt.
- Sebastian Szostak – dogadany wkrótce po zakończeniu ligi.
- Rohan Tungate i Jakub Miśkowiak – to najświeższe wzmocnienia, które mają uzupełnić formację seniorską.
Resztę drużyny mają stanowić juniorzy z częstochowskiego zaplecza.
To zestawienie nie budzi entuzjazmu. Kibice zgodnie przyznają, że zespół w takim kształcie może być kandydatem do spadku.
Klub tłumaczy: priorytetem są finanse
Nowe władze podkreślają, że odbudowa finansowa musi iść przed sportową. Bartłomiej Januszka odziedziczył po poprzedniku spore zadłużenie, a jego celem jest stabilizacja budżetu i utrzymanie licencji.
Dlatego – jak tłumaczy klub – na razie nie ma sensu ogłaszać składu, dopóki „nie zamknie się wszystkich finansowych kwestii”.
Dopiero wtedy ma nadejść obiecana „świąteczna niespodzianka”.
Liczą na cud – i na decyzję Ekstraligi
W Częstochowie coraz głośniej mówi się, że klub liczy na interwencję PGE Ekstraligi w sprawie Gezet Stali Gorzów.
Klub z Gorzowa ma licencję nadzorowaną, a część zobowiązań zamieniono na kredyt, co sprawia, że jego sytuacja finansowa jest niepewna.
Włókniarz ma nadzieję, że w przypadku decyzji o konieczności ograniczenia budżetu, Stal będzie musiała rozwiązać kontrakt z jedną z gwiazd – Jackiem Holderem lub Andersem Thomsenem.
Częstochowianie chętnie przejęliby jednego z nich, nawet kosztem rotacji w składzie. – To byłby transfer, który dałby nam realną szansę na utrzymanie – słyszy się w klubowych kuluarach.
Realnie: skład na utrzymanie? Bardzo wątpliwe
Nawet gdyby w Częstochowie wydarzył się cud i któraś z gwiazd Stali trafiła pod Jasną Górę, sytuacja nie wyglądałaby różowo.
Ktoś musiałby zrobić miejsce – zapewne któryś z trójki Hansen–Tungate–Lidsey, bo Miśkowiak i Szostak pozostają najmocniej związani z klubem i pełnią rolę zawodników „na przyszłość”.
Problem w tym, że ta przyszłość może nadejść zbyt późno. Włókniarz, przy obecnym zestawieniu, jawi się jako najsłabsza drużyna w stawce. Scenariusz „na wzór Ostrowa” – czyli sezon bez zwycięstwa – nie wydaje się przesadzony.
Wnioski: trudny rok przed Lwami
Nowy właściciel i prezes mają dobre intencje, ale stoją przed ogromnym wyzwaniem.
W klubie zapanował spokój organizacyjny, lecz sportowo Włókniarz znalazł się w punkcie wyjścia.
Dług został niemal spłacony, ale to tylko początek drogi.
Jeśli nie wydarzy się cud – a w Częstochowie wciąż w niego wierzą – sezon 2026 może być jednym z najtrudniejszych w historii klubu.
Kibice liczą, że „ten jeden procent” o którym mówi Januszka, to nie tylko brakujący ułamek w kasie, ale i iskra nadziei, która jeszcze pozwoli Włókniarzowi wstać z kolan.
Zdjęcie: Marek Niewiedzioł






