Maciej Janowski, doświadczony zawodnik Betard Sparty Wrocław, w bieżącym sezonie doznał wielu turbulencji. Najpierw konflikt z kadrą narodową i trenerem Rafałem Dobruckim, potem występ w Złotym Kasku, który zakończył się klapą, oraz kontrowersje podczas meczu w Częstochowie. W wywiadzie dla WP SportoweFakty zawodnik otwarcie opowiada o tych wydarzeniach.
Niepotrzebne odwołanie i poczucie niechęci
Janowski przyznaje, że decyzja o złożeniu odwołania do Trybunału PZM i udział w Złotym Kasku była błędna:
„Mam wrażenie, że jednak niepotrzebnie wysłałem odwołanie do Trybunału PZM i zgodziłem się na występ w Złotym Kasku. Mogłem odpuścić i nie pojawiać się na tych zawodach. W momencie, gdy przyjechałem na ten turniej wewnętrznie czułem, że nie powinno mnie tam być. Czułem niechęć do siebie. Być może źle to przepracowałem w swojej głowie.”
To właśnie tego dnia Janowski zdobył zaledwie cztery punkty i zajął ostatnie miejsce – wynik daleki od oczekiwań.
Głód rywalizacji nie zgasł
Mimo słabej formy w niektórych zawodach, Janowski nie zamierza rezygnować z wielkich celów:
„Mój występ w tych zawodach (chodzi o Złoty Kask – dop. red,) nie ma nic wspólnego z moimi ambicjami. Wciąż mam głód rywalizacji o najwyższe cele, chcę rywalizować z najlepszymi zawodnikami na najpiękniejszych arenach. Pod tym względem nic się nie zmieniło. To, że obecnie zdobywam mniej punktów, to problem, który muszę przezwyciężyć.”
To jasna deklaracja: Janowski wciąż chce się bić o najwyższe laury i wie, że musi wrócić na właściwy tor.
Awantura w Częstochowie i nerwy na torze
Najbardziej głośny incydent sezonu – awantura w Częstochowie – Janowski komentuje z perspektywy emocji, które trudno było wówczas opanować:
„Tamte oskarżenia nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. To nie było tak, że mój brat uderzył kogokolwiek łokciem. Ostatecznie zostaliśmy wezwani, by złożyć wyjaśnienia. Brat wybiegając na tor, nie tyle wbiegł w komisarza, co delikatnie go przestawił. Zgadzam się, że ta sytuacja nie powinna mieć miejsca, tak samo zresztą jak moja dyskusja z komisarzem. Tam było dużo nerwów. Ten mecz w ogóle nie powinien dojść do skutku. Mnóstwo wypadków, jazda bez kontroli tak mocno mną wzburzyła, że nie byłem w stanie utrzymać emocji na wodzy. To był chyba pierwszy taki przypadek w mojej karierze. Na szczęście po całej sytuacji mogliśmy porozmawiać z panem Walczakiem i wszystko sobie wyjaśniliśmy.”
To nie tylko wyjaśnienie – to również przeprosiny i chęć pojednania.
Trening, sprzęt i samodyscyplina
Chociaż w tym fragmencie wywiadu Janowski nie wypowiedział się cytowane słowami, wiadomo, że intensywnie trenuje: dwa razy w tygodniu po trzy godziny, testował aż dziesięć silników, by odzyskać formę. To pokazuje profesjonalizm i determinację zawodnika do tego by ponownie osiągać świetne wyniki.
Podsumowanie
Maciej Janowski przeszedł w sezonie 2025 przez prawdziwą burzę – konflikt związany z kadrą, zawody bez formy, publiczną awanturę na torze. Jednak wywiad z WP SportoweFakty pokazuje człowieka, który nie traci poczucia celu. Wciąż chce walczyć i osiągać więcej, a jego refleksje są wynikiem bolesnych doświadczeń.
To nie tylko sportowiec – to żużlowiec, który przeżywa kryzys, uczy się i wciąż patrzy w przyszłość ze sportowym głodem i ogromną chęcią wygrywania.
Zdjęcie: Maciej Trubisz








