Nie jest tajemnicą, iż Maciej Janowski mieszka w podwrocławskim Wilkszynie. Od pewnego momentu swojej kariery Magic myślał o przeniesieniu swojego parku maszyn w jakieś bardziej dogodne miejsce, bo w jego pierwszym warsztacie brakowało przestrzeni. Żużlowiec jeżdżąc po okolicy znalazł budynek starej farbiarni, który był na sprzedaż. Obiekt był w opłakanym stanie, ze ścian odlatywały resztki tynku, wszędzie było pełno dziwnych gratów, a z dziurawego sufitu zwisały jakieś trudne do rozpoznania elementy. Magic tak wspomina na stronie redbull.com tę chwilę:
Stanąłem przed nim i powiedziałem sobie: „to jest to”! (śmiech). Zabraliśmy się z ekipą do porządkowania bałaganu i przystosowywaniu tego miejsca na własne potrzeby. W maju 2019 roku przeniosłem tam już cały swój sprzęt, ale ta miejscówka wymagała jeszcze wiele pracy.
Nową miejscówkę kapitana Betard Sparty mogli podziwiać srebrni medaliści speedrowerowego Drużynowego Pucharu Polski żaków U8 z 2023 roku. SzarŻaki spełniły swoje marzenia w październiku 2023 roku i mogły zajrzeć w każdy kąt „królestwa Macieja”, o czym pisaliśmy w artykule „Wywalczyli medal – mieli nagrodę!”.
Magic urządził magazyn na części (do swoich motocykli) i dopieścił hall główny, tak jak tego chciał. Początkowo miał pomysł, by od podłogi do sufitu ozdobić go jakimś klimatycznym graffiti, ale zmienił plan i ściany zdobią wielkoformatowe zdjęcia pracy teamu.
Budynek ma dwie kondygnacje. Na piętrze jest salon, część wypoczynkowa, łazienka i pomieszczenia mieszkalne. Na stałe mieszkają tam mechanicy.
Maciej Janowski: (…) Myślę jednak, że to fajny układ, bo chłopaki stale są na miejscu, nie muszą nigdzie dojeżdżać i wracać i lepiej mogą sobie zaplanować pracę i odpoczynek.
W warsztacie jest oczywiście szatnia, kuchnia i pokój, gdzie można wygodnie usiąść i wypić kawę, bo ten warsztat to nie tylko miejsce pracy, ale po prostu fajna miejscówka, w której można na luzie posiedzieć przy sprzęcie.
Magic opisuje swój magiczny garaż dalej: Gabloty z pucharami umieściłem w przejściu między warsztatem, a częścią mieszkalną tak, by za każdym razem można było rzucić okiem na efekty naszej wspólnej pracy. Te wszystkie trofea – od medali, przez puchary, aż do miecza za zwycięstwo w X Turnieju o Tarczę Chrobrego – przypominają wiele fantastycznych chwil. Kiedy coś nie wychodzi, kiedy nie ma tylu punktów, na ile liczyłem, te przedmioty uświadamiają mi, że jednak coś potrafię i kilka ważnych wyścigów wygrałem. Wcześniej nagrody były porozrzucane w różnych miejscach, część leżała u babci na strychu itp. Teraz mam je wszystkie godnie wyeksponowane. Kilku jednak brakuje, bo np. w Anglii rozdałem kilka statuetek „Rider of the night” itp., kibicom. Mam nadzieję, że jeszcze sporo dołożę do tej gabloty.
Właściwie wszystkie chwile spędzone w warsztacie są super, bo dobrze czuję się w tym miejscu. (…) Poza motocyklami żużlowymi, trzymam tu też crossówki i moją ulubioną ostatnio zabawkę treningową – motocykl enduro, husqvarnę 450. Mam taką pętle po okolicy i myślałem, że na crossie pokonuję ją dość szybko, ale kiedy wsiadłem na enduro – przeżyłem niesamowity szok i całkiem nowe doznania! Jak ten motor jedzie, jakie ma zawieszenie, coś niebywałego! Oczywiście w warsztacie są nie tylko motocykle. Mam sprzęt do tenisa stołowego i worek do sztuk walki. Regularnie organizujemy turnieje. Zwykle w finale gram z ojcem (śmiech).
Źródło: redbull.com






