Sześciokrotny mistrz świata znów miał problemy na PGE Narodowym. Bartosz Zmarzlik zdobył 11 punktów, ale Polska zakończyła finał Drużynowego Pucharu Świata dopiero na trzecim miejscu. „Czułem się bardzo wolny” – przyznał lider Biało-Czerwonych

Warszawa po raz kolejny okazała się dla Bartosza Zmarzlika zagadką, której nie udało mu się rozwiązać. Lider reprezentacji Polski zdobył 11 punktów w sześciu startach, był najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy, ale nie zdołał poprowadzić zespołu do kolejnego triumfu w Drużynowym Pucharze Świata.

Biało-Czerwoni zakończyli finał BOLL FIM Speedway World Cup na PGE Narodowym z 29 punktami. To wystarczyło do zdobycia brązowego medalu, ale nie do walki o złoto. Dania zgromadziła 30 punktów i wywalczyła srebro, natomiast zdecydowanie najlepsza okazała się Australia. Kangury zdobyły 38 punktów i po 24 latach ponownie sięgnęły po drużynowe mistrzostwo świata.

Dla Zmarzlika warszawski wieczór miał jednak przede wszystkim jeden temat: tor.

I właśnie z jego pokonaniem sześciokrotny indywidualny mistrz świata ponownie miał problem.

Warszawska zagadka pozostaje nierozwiązana

PGE Narodowy nie jest dla polskiego żużla zwykłym obiektem. To właśnie tutaj odbywa się jedno z najważniejszych wydarzeń żużlowego sezonu, przed wielotysięczną publicznością. Tym razem stadion również wypełnił się kibicami, którzy liczyli na zwycięstwo gospodarzy.

Polacy musieli jednak zadowolić się trzecim miejscem.

Zmarzlik zdobył 11 punktów z sześciu startów i był najlepszym punktującym zawodnikiem reprezentacji Polski. Sam po zawodach nie szukał jednak prostych usprawiedliwień. Wskazał konkretny problem – przegrywane starty, brak odpowiedniej prędkości i trudności z wyborem właściwych ścieżek.

Jak przyznał, wciąż nie potrafi w pełni zrozumieć charakterystyki warszawskiego toru.

Bartosz Zmarzlik:

Przegrywałem starty. Wkrótce spróbujemy znaleźć odpowiedź, dlaczego tak się działo.

Ten tor wciąż jest dla mnie tajemnicą. Czułem się bardzo wolny, co oznaczało, że wybierałem złe ścieżki. Wszystko jest ze sobą powiązane. Nie czułem prędkości motocykla, przez co musiałem więcej myśleć, a w efekcie jeździłem gorzej.

Jestem pewien, że każdy z nas zostawił serce na torze i zrobił wszystko, co mógł, żeby wygrać. Z drugiej strony musimy być zadowoleni z brązowego medalu. Australia od dawna dobrze radzi sobie tutaj.

Ten tor nie ma nic wspólnego z polskimi torami, poza tym, że został zbudowany w Warszawie. Trzeba powiedzieć, że sprawia nam problemy.

To słowa, które dobrze oddają specyfikę warszawskiego obiektu. Zmarzlik nie mówił o jednym błędzie czy pojedynczym wyścigu. Zwrócił uwagę na cały ciąg zależności: start, prędkość motocykla, wybór ścieżki i sposób jazdy.

Kiedy jeden element nie działał, problemy pojawiały się również w kolejnych.

„Czułem się bardzo wolny”

Dla zawodnika tej klasy szczególnie istotne jest poczucie prędkości. Zmarzlik przyznał, że właśnie tego zabrakło mu podczas warszawskiego finału.

To z kolei wpływało na jego decyzje na torze.

Nie czując odpowiedniej szybkości motocykla, musiał więcej kalkulować. Szukał właściwych miejsc do jazdy, ale według własnej oceny wybierał niewłaściwe ścieżki. W konsekwencji jazda stawała się jeszcze trudniejsza.

To właśnie dlatego Zmarzlik określił PGE Narodowy jako tor, który nadal pozostaje dla niego tajemnicą.

I nie jest to problem wyłącznie jednego wieczoru.

W dziesięciu dotychczasowych wydarzeniach FIM Speedway rozegranych na PGE Narodowym nie było polskiego zwycięzcy. Warszawski obiekt kolejny raz pokazał więc, że nawet dla najlepszych zawodników świata może być wyjątkowo wymagającym miejscem.

Zmarzlik, który na innych torach potrafi przez cały sezon prezentować niezwykłą regularność, w Warszawie nie znalazł rozwiązania pozwalającego wykorzystać pełnię swoich możliwości.

11 punktów nie wystarczyło do złota

Indywidualnie Zmarzlik zrobił swoje. 11 punktów z sześciu startów uczyniło go najskuteczniejszym reprezentantem Polski.

Problem polegał na tym, że finał Drużynowego Pucharu Świata wymagał czegoś więcej niż jednego mocnego lidera.

Australia od pierwszej serii narzuciła bardzo wysokie tempo. Kangury wygrały wszystkie swoje pierwsze biegi i już wtedy pokazały, że będą drużyną niezwykle trudną do pokonania.

Ostatecznie Australia zdobyła 38 punktów.

Dania długo pozostawała w cieniu, ale w drugiej części zawodów zaczęła odrabiać straty. Zakończyła finał z 30 punktami, o jeden więcej od Polski.

Biało-Czerwoni musieli więc spojrzeć na klasyfikację z perspektywy brązowego medalu.

Zmarzlik nie ukrywał, że oczekiwania były większe. Jednocześnie nie chciał odbierać swojej drużynie tego, co udało się osiągnąć.

Podkreślił zaangażowanie całego zespołu i fakt, że każdy z reprezentantów dał z siebie wszystko.

Zmarzlik nie szuka wymówek

W wypowiedzi polskiego mistrza nie było próby przerzucenia odpowiedzialności. Zmarzlik jasno wskazał, że gospodarze chcieli wygrać, ale nie byli w stanie pokonać Australii.

Jednocześnie zauważył, że reprezentacja Polski powinna docenić brązowy medal.

To ważne również dlatego, że finał rozgrywany był w Warszawie. Presja była ogromna, a oczekiwania wobec gospodarzy jeszcze większe.

Zmarzlik podkreślił, że każdy z zawodników zostawił serce na torze.

Wyniku nie udało się jednak zmienić.

Australia była tego wieczoru najlepsza.

Warszawa nadal wymaga odpowiedzi

Dla Zmarzlika warszawski finał nie zamyka tematu. Wręcz przeciwnie – pozostawia pytania, na które polski mistrz chce znaleźć odpowiedź.

Dlaczego przegrywał starty?

Dlaczego nie czuł odpowiedniej prędkości?

Dlaczego wybierał niewłaściwe ścieżki?

Sam zawodnik zapowiedział, że odpowiedzi będzie szukał.

I właśnie to może być najważniejszy wniosek z warszawskiego finału. Zmarzlik nie uznał problemu za coś, czego nie da się rozwiązać. Przyznał po prostu, że na PGE Narodowym nadal nie znalazł sposobu, który pozwoliłby mu jechać tak, jak chce.

Tor w Warszawie pozostaje więc dla niego zagadką.

A sześciokrotny mistrz świata będzie musiał znaleźć klucz.

Cztery punkty przewagi przed Vojens

Mimo trudniejszego wieczoru w Warszawie Zmarzlik nadal znajduje się na czele rywalizacji o tytuł mistrza świata FIM Speedway Grand Prix.

Do kolejnej rundy cyklu przystąpi z czterema punktami przewagi nad drugim Brady Kurtzem.

Następnym przystankiem będzie Vojens. Deluxe Homeart FIM Speedway GP Danii – Vojens odbędzie się 12 września.

Tam Zmarzlik będzie miał kolejną okazję, by wrócić do swojej najlepszej jazdy i zrobić następny krok w walce o obronę mistrzowskiego tytułu.

Warszawski tor pozostawił niedosyt.

Ale także zadanie.

Zmarzlik wie, że musi go rozgryźć.

Na razie sam mówi o nim jednoznacznie: „Ten tor wciąż jest dla mnie tajemnicą”.

Zdjęcie: publiczny FB FIM Speedway Grand Prix