Pan Jerzy Fielek to bardzo ciekawa postać. Przez lata pełnił bardzo wiele funkcji, przynależąc do Sparty Wrocław. Ponadto Pan Jerzy odwiedził bardzo wiele krajów, oglądając tam oczywiście zawody żużlowe! Zapraszam do lektury wywiadu z postacią nietuzinkową i świadkiem historii polskiego i światowego żużla.

Paweł Wittchen: Jakie funkcje pełnił Pan w Sparcie Wrocław i w jakim mniej więcej okresie?
Jerzy Fielek: Byłem w Sparcie od 16 roku życia. Zaczynałem od czyszczenia skór i motocykli zawodników. W latach 1970-1972 byłem w wojsku w Gliwicach. Po wojsku nadal działałem w klubie. Pchałem zawodnikom motocykle na zawodach. Pchałem na przykład motocykl Ove Fundina co było uwiecznione na zdjęciach w książkach żużlowych. Otwierałem wszystkie bramy na stadionie. Stałem podczas zawodów, zawsze na ostatnim łuku (przy parkingu) i między biegami równałem tor. Tor oczywiście równał także ciągnik. Pomagałem w wielu rzeczach kierownikowi parku maszyn. Pomagałem synowi Zbigniewowi, gdy był gospodarzem Stadionu Olimpijskiego. Pchałem motocykle z siedziby klubu na ulicy Mickiewicza na Stadion Olimpijski i z powrotem. Pomagałem gospodarczo w klubie.

PW: W jakich krajach oglądał Pan zawody żużlowe?
JF: Zjeździłem bardzo wiele krajów. Na przykład w ZSRR byłem we Lwowie, Daugavpils, Równem, Togliatti, Ufie i kilku innych miastach.

PW: Proszę podzielić się z czytelnikami jakimś ciekawym wspomnieniem z którychś zagranicznych zawodów.
JF: Najbardziej imponowały mi Pardubice, były tam najfajniejsze zawody.

PW: Czy bardziej podoba się Panu dawny żużel czy obecny?
JF: Dawne czasy to był żużel bez konfliktów, animozji. Była jazda fair. W parkingu dominowało koleżeństwo. Jak zawodnicy Sparty byli za granicą to zawsze byłem z nimi w parkingu. Byłem pomocnikiem mechanika. Dorywczo pomagałem też innym polskim zawodnikom, najwięcej Antoniemu Worynie z którym się przyjaźniłem. Worynę wspominam wspaniale. Przyjaźniłem się także z Markiem Cieślakiem, Henrykiem Glücklichem, Zenonem Plechem, Edwardem Jancarzem, Grzegorzem Malinowskim, Janem Chudzikowskim, Henrykiem Jaskiem a z późniejszych zawodników choćby z Robertem Dadosem.

PW: Czy w zachowaniu publiczności na zawodach w poszczególnych krajach widzi Pan jakąś istotną różnicę?
JF: Wszędzie było podobnie, nie było żadnych spięć. W Czechosłowacji kibice czasem wypili trochę piwka i trochę byli niegrzeczni ale żadnych „dantejskich scen” nie było.

PW: Ile ogólnie mógł Pan obejrzeć zawodów żużlowych w życiu łącznie, licząc bycie kibicem jak i osobą funkcyjną? Jest Pan w stanie to jakoś oszacować?
JF: Było tego bardzo dużo. Naprawdę ciężko to zliczyć.

PW: Jakich kibiców pamięta Pan z dawnych lat?
JF: Zbigniewa i Adama z Tarnowa, Ś.P. Marka z Częstochowy, Janusza, także z Częstochowy, Wiesława z Rybnika, Henryka z Rudy Śląskiej i jego brata, Wiesława z Bydgoszczy, Henryka z Katowic, Wojciecha i Marka z Wrocławia.

PW: Dziękuję za wywiad.
JF: Dziękuję również. Jeżeli któryś z moich dawnych kolegów żużlowych przeczyta ten wywiad to serdecznie proszę o kontakt za pomocą facebooka!