Vaclav Milik to zawodnik, którego doskonale pamiętają kibice Betard Sparty Wrocław. W latach 2015–2019 był jednym z ulubieńców miejscowych fanów, zdobywając dla klubu z Olimpijskiego wiele cennych punktów. Dziś 32-letni Czech ma za sobą bardzo trudny czas – sezon 2024 nie był dla niego udany, a sam zawodnik przyznaje, że do pełnej formy wciąż wraca po poważnym wypadku, którego doznał w sierpniu ubiegłego roku.

Milik ścigał się w barwach H. Skrzydlewska Orła Łódź w Metalkas 2. Ekstralidze. W klasyfikacji indywidualnej żużlowców drugiego poziomu rozgrywkowego zajął dopiero 41. miejsce, osiągając średnią biegopunktową 1,431. W rozmowie z portalem WP SportoweFakty Czech nie ukrywał, że problemy zdrowotne miały kluczowy wpływ na jego dyspozycję.


„Za szybko wróciłem po potężnym wypadku”

Na pewno nie jestem zadowolony z tego sezonu. Było to spowodowane tym, że po prostu za szybko wróciłem do żużla po potężnym wypadku w zeszłym roku. Miałem sobie odpocząć w tym roku i nie wracać tak szybko, bo z brzuchem i barkiem jeszcze nie wszystko w tym sezonie było okej. Gdy już nie jeździłem w Polsce, to starałem się mocniej rehabilitować. Teraz mogę powiedzieć, że już jest wszystko okej w kontekście spraw zdrowotnych. Mam całą zimę, by dobrze przygotować się do kolejnych rozgrywek. Wiem, że wrócę do formy – mówi Vaclav Milik.

Wypadek, o którym wspomina Czech, miał miejsce podczas meczu Cellfast Wilków Krosno z Innpro ROW-em Rybnik w sierpniu 2024 roku. Zawodnik doznał wówczas złamania kości przedramienia, a wkrótce potem trafił do szpitala również z powodu pękniętej śledziony.


„Tylko tor nie był powtarzalny”

Milik w rozmowie odniósł się także do współpracy z łódzkim klubem.
Nie mogę nic złego powiedzieć. Tylko tor nie był powtarzalny. Moim zdaniem to był największy kłopot, że na swoim owalu nie czuliśmy się odpowiednio. To nam przeszkadzało przez cały sezon – przyznał zawodnik.


Walka o odszkodowanie wciąż trwa

Zawodnik wciąż czeka na rozstrzygnięcia dotyczące jego leczenia po wypadku w Krośnie.
Jeszcze się to trochę pociągnie. Czekam na odpowiedź ze szpitala. Temat się „kręci” – stwierdził Czech.


„Głowa cały czas chce jeździć”

Choć za Milikiem jeden z najtrudniejszych sezonów w karierze, w jego głosie nie słychać rezygnacji. Wręcz przeciwnie – Czech zapowiada walkę o powrót do dawnej formy.
Miałem czas, by wszystko przemyśleć. W tym sezonie mocno przeszkadzały mi kwestie zdrowotne. Co istotne, głowa cały czas chce jeździć. Kocham to, co robię, więc odpowiednio się przygotuję i wierzę, że będę reprezentować lepszy poziom niż w tym roku. Jak nie znajdę klubu w okresie transferowym, to podpiszę kontrakt warszawski i spokojnie rozpocznę sezon treningami, a później poczekam na kolejne „okienko”. Wydaje mi się, że wtedy na pewno ktoś się po mnie zgłosi – deklaruje Milik.


Czy Milik trafi do KLŻ?

Czeski żużlowiec nie ukrywa, że na razie nie ma konkretnych propozycji z klubów Metalkas 2. Ekstraligi, ale rozważa także starty w Krajowej Lidze Żużlowej.
Miałem ze dwa telefony z Metalkas 2. Ekstraligi, ale niezbyt konkretne. Nie nawiązaliśmy szerszych negocjacji. Bardziej rozmawiałem z klubami z Krajowej Ligi Żużlowej. Chciałbym jeździć na zapleczu PGE Ekstraligi, ale jeśli pojawi się klub, w którym wszystko będzie się zgadzało, to mogę podpisać umowę również w KLŻ. Wówczas mógłbym tam się dalej rozwijać – zdradził Czech.
Nie wykluczam. Jak będą fajne warunki, to też wezmę je pod uwagę – dodał.


„Chcę jeszcze wrócić do Ekstraligi”

Wrocławscy kibice z pewnością uśmiechną się na słowa swojego byłego ulubieńca, który wciąż marzy o powrocie na najwyższy poziom rozgrywkowy.
Na pewno chcę jeździć w Polsce, by udowodnić, że jestem gotowy nawet na to, by wrócić do PGE Ekstraligi. Ostatnie sezony nie układały się jednak po mojej myśli. Gdy byłem ostatnio w Ekstralidze, to nie wydaje mi się, że moje wyniki były złe, lecz oczywiście mogły być lepsze. Moim celem na pewno jest to, by jeszcze wrócić do najwyższej polskiej ligi – podkreśla Milik.


Nowe podejście: psycholog sportowy

Vaclav Milik przyznał również, że w przygotowaniach do sezonu 2025 postawił nie tylko na sprzęt i kondycję, ale także na pracę nad sferą mentalną.
Na pewno – jak co roku – poskładam sobie nowe motocykle i wszystko odpowiednio przygotuję. Pod kątem fizycznym nie zamierzam nic zmieniać, ale znalazłem sobie psychologa sportowego, który w Czechach jest bardzo znany. Trudno się do niego dostać. Ja też długo się o to starałem. Mam już pierwsze spotkania z nimi i postaram się prowadzić dalszą karierę z uwzględnieniem jego wskazówek. Wydaje mi się, że dzięki temu wrócę na odpowiednie tory – opowiada.

Dokładnie. Wydaje mi się, że fizycznie zawsze jestem dobrze przygotowany, ale chyba psychicznie trzeba jeszcze trochę pozmieniać, żeby z powrotem być w dobrej formie – dodał na zakończenie.


Vaclav Milik – wciąż głodny jazdy

Po ciężkim sezonie, licznych kontuzjach i bolesnych doświadczeniach Czech nie traci wiary w siebie. Choć jego przyszłość klubowa nie jest jeszcze przesądzona, jedno jest pewne – Vaclav Milik nie zamierza się poddawać.