W świecie speedrowera walka toczy się nie tylko na torze, ale również w warsztatach i garażach, gdzie każdy gram sprzętu może mieć znaczenie. Granica między optymalizacją a przesadą bywa jednak bardzo cienka – szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzą ultralekkie komponenty, które kuszą wagą, ale rodzą pytania o wytrzymałość.

Doskonale wie o tym Damian Wojczyński – praktyk, który od lat nie tylko ściga się na torze, ale również aktywnie uczestniczy w budowie i testowaniu rowerów. Dzięki temu ma dostęp do rozwiązań, które dla wielu pozostają jedynie ciekawostką.

Jednym z takich elementów jest karbonowe siodełko, które trafiło ostatnio w jego ręce. To przykład sprzętu z najwyższej półki technologicznej – lekkiego, nowoczesnego, ale jednocześnie budzącego pewne obawy. Wojczyński, jak zwykle, nie ucieka od szczerej oceny i dzieli się swoimi pierwszymi wrażeniami:

— „Fakt, że z pasji pomagam w składaniu rowerów wielu osobom sprawia, iż w moje ręce trafiają rzeczy, których na codzień nie spotykam. Jedną z nich jest siodełko carbonowe „ELITA ONE”.
Mega lekki produkt ale jednocześnie sprwia wrażenie tak delikatnego, że nie wyobrażam sobie założenia go we własnym rowerze. Obawiam się, że przy pierwszym „dzwonie” byłbym zmuszony do wymiany.
A może moje obawy są przesadzone?”

To pytanie staje się punktem wyjścia do szerszej refleksji – jak daleko można posunąć się w „odchudzaniu” sprzętu i gdzie kończy się przewaga, a zaczyna ryzyko.

Źródło i zdjęcie: publiczny FB Damian Wojczyński Cyclespeedway Rider