Zapraszamy na kolejny felieton Przemysława Sierakowskiego z cyklu – Piórem Sieraka (https://www.facebook.com/profile.php?id=61557917217134)

Oficjalnie ogłaszam zakopanie topora wojennego między Zmarzlikiem i Janowskim. Wystarczy spojrzeć szczególnie na finałowy wyścig w Vojens, ale też reakcje obu ścigantów po wcześniejszym, wspólnym starcie. Jest sztama.Naturalna – nie sztucznie wywołana. No i chwała Najwyższemu. Wszak zgoda buduje.

Kiedy Loram zdobywał tytuł bez wygranej rundy większość piała z zachwytu. Sezon Bartka jest nierówny i pełen frustracji. Mimo to zwyciężył, wygrywając przy tym dwie rundy i… dla wielu źle. Słabo, męczy się, brakuje prędkości. Wszystko prawda. Tylko zauważcie – mimo to zdobył (wyrwał, wydrapał) tytuł. Piąty w karierze. Trzeci pod rząd. Nie ma jeszcze trzydziestki. Dzieła dokonał najwcześniej pośród wielkich. Przed nim potencjalnie kilka lat startów. Czego jeszcze zdoła dokonać? Aż boję się marzyć. Mauger szóste złoto celebrował mając czterdziestkę na karku. Malkontentom, powiadającym, że to obsada nie taka, że brakuje Emila i Artioma przypomnę. Niezależnie od listy startowej tylko Zmarzlik jest w tym gronie wybitny i potrafi zwyciężać nawet, kiedy ewidentnie nie idzie. Pozostałym (w tym Orłom) nikt przecież nie zabrania. A Rosjanie? Obaj byli w cyklu, ale ich nie ma. Gdy startowali kilka sezonów, tylko raz, jednemu powiodło się pokonanie… Zmarzlika. Minimalnie. Rzutem na taśmę. W okrojonym, covidowym cyklu. Co by było gdyby? Nie wiem. Ponieważ nie było i nie ma. Potrafimy się jeszcze bezinteresownie po prostu cieszyć niewątpliwym, obiektywnym sukcesem? Przypomnę. Bartek ma już pięć tytułów w dorobku. Pozostali Polacy w okresie od 1936 roku gdy zainaugurowano zmagania, do 2024, czyli przez prawie 8 dekad (słownie – OSIEMDZIESIĄT LAT) dokonali tego ledwie dwukrotnie. Każdy zdobył przy tym tytuł raz. Jeden raz. Dostrzegacie różnicę? Kiniczanin już na trwałe zapisał się w annałach sportu. Sportu w ogóle. Nie tylko żużla.

A co w Vojens? Katastrofa Fredki Lindgrena, który na finiszu może stracić nawet srebro. Szarżuje Lambert przeszczęśliwy po swej debiutanckiej wygranej rundzie, z ostatnim turniejem „w domu”. Motoarena służy Lambo zatem szanse rosną. Nasi? Bardzo nierówny Domin. Przysnął Kubera na początku. Dwa ostatnie wyścigi części zasadniczej dobre i zwieńczył przespanym półfinałem. Fakt. Pole nie sprzyjało. Tym jednak różnią się wybitni od dobrych, że okoliczności są w stanie poprzeszkadzać, ale nie zniweczyć. Magic odrodzony. Tytuł IMP podziałał jak czarodziejska różdżka. No i… dokonał dzieła na sprzęcie KR Racing. Podobnie jak Bartek, który po krótkim eksperymencie wrócił z silnikami do macierzy. O Szymku napiszę, że tam był. Oj nie służy Hancock z przyklejonym bananem na licu naszym gwiazdom. Janowski wyleciał z cyklu pod kuratelą kowboja, teraz ten sam los dotknął Woźniaka. No i jeszcze. Barney. Ambasador łotewskiej szlaki. Nie obciążony ligą poprawił się znacząco w SGP. Dużo wiatru robił zazwyczaj, ale w końcówce tegorocznego cyklu dołożył skuteczność. Kto wie co by było, gdyby Orły nie jechały w finale parą, blokując Lebiediewa. Siłą rzeczy akcje Andrzeja na polskim rynku znowu na fali wznoszącej. Thomsen za to po… gorzowsku. Znakomity początek i… zjazd. W Toruniu czeka nas wielka feta na cześć Bartosza Zmarzlika. Emocje zupełnie inne niż zwykle. A ja? Wciąż niepoprawnie marzę o powrocie do normalności. „Zwykłe” IMŚ z jednodniowym finałem i gęstym sitem eliminacji rozsianych po świecie. Do tego MŚP zamiast tych wszystkich SoN-ów, nie SoN-ów. No i krajowy czempionat jak Bóg przykazał. Ze sportową walką o awans a nie „przydziałami” rodem z zamierzchłej komuny.

I jeszcze odchodząc na moment od wielkiego speedway`a. KLŻ. Tarnów postawił sprawe jasno. Awans albo zwijamy kramik. No to marynarki znalazły… haka. Skoro nie zgłosiliście akcesu na przyszły rok do KLŻ, to w wyższej lidze też nie wystartujecie. Nawet w przypadku sportowej promocji. Z tą sportową to akurat tu sporo obiekcji. Tor w pierwszym starciu kartoflisko, że trup ścielił się gęsto. Do tego „Sensacje XX wieku” względem chorobowego i ZZ w miejsce Jelenia. Oj. Działo się. Tak czy siak blado wygląda przyszłoroczna KLŻ. Bez Tarnowa i bez nowych ośrodków – po co komu to udawanie potęgi? A marynarki śpią. Sposób na ożywienie jest jasny i prosty. Rezerwy ekstraligowców, dziś zwane U24, przymuszone do startów pod szyldem miejsc gdzie szlaka dogorywa lub była ale nie ma. Coś jak Rawicz z Lesznem swego czasu. Podobno po to tworzono trzeci poziom. Żeby młodzi uczyli się od wyżeraczy. Szczegóły do ustalenia. No to do dzieła jaśnie panowie, bo znowu obudzicie się z ręką w nocniku.

A propos finansów. KLŻ zadłużona po uszy. 2 Metalkas bardzo podobnie. Teraz zaś wróbelki ćwierkają, że miliony w E-lipie takoż… kreatywne. Co prawda nawet UE dopuszcza pewien stopień deficytu budżetowego, ale w kontekście pieniędzy (ogromnych) jakie pojawiły się na górnym poziomie, mam nieodparte wrażenie, że większość i tak jest przejadana. Głównie na kontrakty coraz mniej licznych gwiazdorów. Ale i tu jest prosty sposób. Poszerzenie ligi. Więcej ekip i żądania spadną bowiem prezesi nie będą zmuszeni przelicytowywać w imię walki o życie, albo to zapędów made in Galacticos. Swoją drogą – czemu, bądź komu służy dumna z siebie Komisja Licencyjna? Kolejny sztuczny twór PZM? Bo oni „tylko” kwestie regulaminowe a już te indywidualne, sponsorskie (zawodników i klubów) to nie? No to po kiego takie zbędne gremium? Ta banieczka mydlana niedługo pęknie. Zapowiada się piękna… katastrofa.

Przemysław Sierakowski

Fot.ilustracyjne – publiczny FB