W czasie XV biegu meczu pomiędzy Spartą Wrocław a Motorem Lublin doszło do groźnej sytuacji. Jadący na czele stawki Grigorij Łaguta, na przeciwległej prostej startowej nie zostawił miejsca napędzającemu się kapitanowi Sparty Maciejowi Janowskiemu. Gdyby nie był to Magic, całe zajście mogłoby zakończyć się zgoła inaczej.

Wielu kibiców pewnie do dziś zastanawia się jak kapitan Sparty znalazł miejsce by przecisnąć się między Grigorijem a bandą. Całe szczęście, że będący w świetnej dyspozycji Maciej Janowski po dociśnięciu go do bandy przez starszego z braci Łagutów nie stracił panowania nad swoim motocyklem i mając ogromną prędkość wyprzedził Rosjanina z Motoru Lublin.

Przypomnijmy, iż dwa lata temu, podczas meczu Sparty w Lublinie w jednym z pierwszym biegów podobną akcję przeprowadził Tai Woffinden. Grigorij Łaguta z premedytacją dojechał motocyklem do bandy, powodując upadek Brytyjczyka. Pisaliśmy o tym w artykule Nieobliczalny Łaguta. Wówczas dla zawodnika Sparty zabrakło miejsca. Upadek nie wyglądał może groźnie, ale wykluczył Taia z udziału w kilku meczach ligowych Sparty. Ale mógł skończyć się bardzo tragicznie. Tai miał ogromne szczęście.

W pierwszym meczu w Lublinie Grisza wjechał w tor jazdy Gleba Czugunova, powodując praktycznie całkowitą utratę prędkości zawodnika Sparty. Szef polskich sędziów Leszek Demski wielokrotnie powtarzał: Zawodnik nie musi upaść. Jeśli przeciwnik wjeżdża w tor jazdy innego żużlowca, to w tym momencie zawodnik wyprzedzany ma wyraźnie utrudnioną jazdę. W mojej ocenie za taki atak żużlowiec powinien być wykluczony. Wiadomo, ze sytuacje na torze są różne. Ale cytowana opinia dotyczy min. ataku Grigorija Łaguty na Gleba Czugunova.

W obu przypadkach Grigorij Łaguta został wykluczony przez sędziów zawodów. W obu przypadkach Rosjanin nie zgadzał się z decyzjami sędziów. Ciekawe, czy i kiedy zrozumie, że na torze trzeba szanować kości swoich przeciwników? Czy musi dojść do tragedii?

Trudno dziwić się więc Maciejowi Janowskiemu, że po „dociśnięciu” go przez Grigorija Łagutę do bandy, musiał „rozluźnić mięśnie ręki” i puścił kierownicę z lewej strony, wykonując ruch kończyny górnej na plecach.

Oczywiście całe „wydarzenie” nie uszło uwadze ciekawskich dziennikarzy, którzy podczas pomeczowego studia nie omieszkali się o ten gest zapytać Macieja Janowskiego. Na zadane pytanie Magic odpowiedział: W trakcie 15 biegu chciałem przetrzeć swoje czoło, ale zapomniałem że mam kask i stąd mój gest. A tak na poważnie. Było trochę blisko, Grigorij Łaguta lubi podnieść adrenalinę, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Nie rozmawialiśmy po biegu już o tej sytuacji, bo on (Grigorij Łaguta) zawsze uważa, że wszystko było OK. Na pewno dużo biegów po takich akcjach kończy się upadkiem. Na szczęście tym razem tak nie było. W tamtym momencie, jako że jestem optymistą, pomyślałem sobie, że nie będzie jechał aż tak twardo. Później jednak już tylko pokiwałem głową, bo powiedziałem sobie, że jak zwykle troszeczkę się pomyliłem.

Może słowa kapitana Sparty skłonią kilka osób do głębszych refleksji… Nie zapominajmy, że żużel to tylko sport, w którym należy szanować kości swoich rywali.