Krono-Plast Włókniarz Częstochowa znalazł się w punkcie krytycznym. Nawet jeśli uda mu się utrzymać w PGE Ekstralidze, perspektywy na kolejne sezony wyglądają fatalnie. Klub zmaga się z poważnymi problemami finansowymi i wizerunkowymi, które skutecznie blokują jego możliwości transferowe.
650 tysięcy długu wobec Jakuba Miśkowiaka
Najgłośniejsza sprawa dotyczy Jakuba Miśkowiaka. Były wychowanek Włókniarza potwierdził, że klub zalega mu z wypłatą 650 tysięcy złotych.
- „Potwierdzam, że zaległości wobec mnie sięgają jeszcze 2023 roku. W marcu zawarłem ugodę, ale nie jest ona realizowana. Mam już dość czekania” – przyznał Miśkowiak.
Do tej pory klub – a konkretnie prezes Michał Świącik – utrzymywał, że „żadnych zaległości nie ma”. Okazało się jednak, że to nieprawda. Co więcej, sprawa nie dotyczy bezpośrednio spółki prowadzącej drużynę, lecz stowarzyszenia CKM Włókniarz, którego również prezesem jest Świącik.
Ekstraliga natychmiast zajęła się sprawą, badając zarówno umowę, jak i stan finansów klubu. Niestety, dla zawodnika nie ma dobrych wieści.
- „Okazuje się, że Miśkowiak popełnił błąd, podpisując umowę na stowarzyszenie. To miało sens, gdy obowiązywały limity wynagrodzeń. W 2023 limitów już jednak nie było, więc powinien podpisać kontrakt na klub. Nie zrobił tego, więc Ekstraliga nie pomoże mu w odzyskaniu pieniędzy” – słyszymy w kuluarach żużlowej centrali.
To nie jedyny taki przypadek. Podobną umowę miał wcześniej Leon Madsen, który odzyskał jedynie połowę ze spornych 300 tysięcy złotych. Obecnie umowy na stowarzyszenie mają także Kacper Woryna i Wiktor Lampart. Woryna oficjalnie deklaruje, że „wciąż jest do wzięcia”, choć według wielu obserwatorów chodzi mu wyłącznie o odzyskanie pieniędzy.
Transferowy dramat
Problemy finansowe bezpośrednio przekładają się na sytuację na rynku transferowym. Włókniarz, mimo ambitnych deklaracji, zdołał jak dotąd skusić do podpisania kontraktu tylko jednego zawodnika – Jaimona Lidsey’a z Bayersystem GKM Grudziądz. Z obecnej kadry ważny kontrakt ma jeszcze Mads Hansen.
Tymczasem coraz głośniej mówi się o odejściach. Piotr Pawlicki ma wrócić do Leszna, a Jason Doyle zasilić Cellfast Wilki Krosno. Kacper Woryna łączony jest z Orlen Oil Motorem Lublin. Liderów zastąpić nie ma kim, bo rynek wartościowych żużlowców praktycznie już się zamknął.
- „Jeśli Krono-Plast Włókniarz przegra dwumecz ze Gezet Stalą, ale później się obroni i pozostanie w PGE Ekstralidze, to w mojej ocenie nie będzie mieć już żadnych szans na zbudowanie drużyny, która w kolejnym sezonie powalczy o utrzymanie. Na rynku nie ma już żadnego lidera. W Częstochowie powstanie zatem zespół złożony z żużlowców, którzy będą mieć problem by być nawet solidną drugą linią” – ocenia Ireneusz Maciej Zmora, ekspert WP SportoweFakty i były prezes Stali Gorzów.
Ostatnia nadzieja – spadek rywala
Włókniarz liczy na korzystny układ spadków. Jeśli PGE Ekstraligę opuści ROW Rybnik, na rynku pojawią się tacy zawodnicy jak Rohan Tungate czy Gleb Czugunow. Nie są to jednak żużlowcy na miarę liderów. Maksym Drabik, najlepszy z rybnickiego zespołu, ma trafić do Grudziądza.
Znacznie większe nadzieje częstochowian wiązałyby się ze spadkiem Gezet Stali Gorzów. Wtedy do wzięcia byliby m.in. Jack Holder czy Anders Thomsen – zawodnicy, którzy mogliby realnie wzmocnić zespół. Problem w tym, że Włókniarz musi wcześniej wygrać dwumecz z gorzowianami, a przewaga sześciu punktów z pierwszego meczu to zdecydowanie za mało, by czuć się bezpiecznie.
Liga dwóch prędkości
Zmora w swojej analizie idzie jeszcze dalej. Jego zdaniem obecny system rozgrywek wyraźnie faworyzuje bogatsze kluby.
- „Obecny system rozgrywek faworyzuje w okresie transferowym te drużyny, które szybciej są pewne utrzymania. W pierwszej kolejności są to zatem ekipy z TOP 4. Poza tym na uprzywilejowanej pozycji był Stelmet Falubaz jako klub mocny finansowo, któremu spadek raczej nie groził. Jeśli chodzi o Rybnik, Częstochowę i Gorzów, to te kluby mają swoje problemy sportowe, ale niektórzy także finansowe. To miało spory wpływ na ich skuteczność na giełdzie transferowej. Sądzę zatem, że za rok pierwsza czwórka może wyglądać tak samo, choć do walki zapewne włączy się też Stelmet Falubaz. Reszta pojedzie o utrzymanie. Będziemy mieć zatem do czynienia z ligą dwóch prędkości” – podsumowuje były sternik Stali.
Podsumowanie
Fatalna sytuacja Włókniarza Częstochowa nie jest już tajemnicą. Zaległości wobec zawodników, brak możliwości pozyskania liderów i coraz gorsza reputacja na rynku transferowym stawiają klub na skraju przepaści. Nawet jeśli częstochowianie obronią się przed spadkiem w tym sezonie, w kolejnym mogą być murowanym kandydatem do opuszczenia PGE Ekstraligi.
Zdjęcie: Marek Niewiedzioł






