Gdy nikt nie spodziewał się cudu

Dziś trudno znaleźć w Lesznie kibica, który wyobraża sobie Unię bez Janusza Kołodzieja. Jest on przecież idolem publiczności, zawodnikiem-instytucją, twarzą Byków i jednym z najważniejszych żużlowców w historii klubu. Ale zimą 2009 roku ten sam transfer był odbierany w Lesznie z… dużą rezerwą.

Jak przypomina GlosLeszna.pl, kibice Byków zastanawiali się, czy sprowadzenie wychowanka Unii Tarnów – zawodnika o ogromnej sympatii kibiców w całym kraju, ale jednocześnie takiego, który miał za sobą trudniejsze sezony – rzeczywiście jest ruchem wzmacniającym drużynę.

Unia Leszno miała za sobą lata 2007 i 2008 zakończone dwoma finałami Ekstraligi, a w sezonie 2009 – zamiast kolejnego podium – przyszło gorzkie rozczarowanie.
Drużyna Czesława Czernickiego nie była nawet w stanie wywalczyć brązowego medalu, a sezon zakończył się w atmosferze konfliktu między szkoleniowcem a teamem Kasprzaków.

Klub zdecydował się na reset.


Zmiany: nowy trener, nowa nadzieja i… sceptycyzm kibiców

Po rozstaniu z Czesławem Czernickim stanowisko trenera objął Roman Jankowski – legenda leszczyńskiego klubu. Jednocześnie klub postanowił zastąpić Krzysztofa Kasprzaka innym liderem.

Padło na Janusza Kołodzieja.

Jak przypomina GlosLeszna.pl, decyzja wywołała wątpliwości, bo:

  • Kołodziej miał za sobą sezon spędzony w niższej lidze.
  • W 2007 roku uzyskał w Ekstralidze znacznie niższą średnią niż Kasprzak.
  • W 2008 roku ich wyniki były prawie identyczne.
  • Kibicom wydawało się, że Unia potrzebuje zawodnika ze światowego topu, jeśli chce wrócić do gry o złoto.

Dziś brzmi to jak herezja, ale wtedy wielu fanów uważało, że transfer Kołodzieja może jedynie utrzymać Leszno w środku tabeli.


Dworakowski mówi: „Unia wraca do walki o najwyższe cele”

Ówczesny prezes, Józef Dworakowski, prezentując nowy nabytek Byków, był jednak pewny swego. Jak podaje GlosLeszna.pl, z pełnym przekonaniem ogłosił, że wraz z tym transferem Unia wróci do walki o czołowe pozycje w lidze.

Słowa prezesa były jednak wówczas traktowane z dystansem, a nawet niedowierzaniem.
Wielu kibiców nie brało ich na poważnie.

Niewielu przypuszczało, że właśnie zaczyna się historia jednego z najważniejszych transferów w dziejach klubu.


Sezon 2010 – żużel z innej planety

Kołodziej odpowiedział na wszystkie wątpliwości w najlepszy możliwy sposób – wynikiami.

Jak podkreśla GlosLeszna.pl, w sezonie 2010:

  • był najskuteczniejszym zawodnikiem Unii,
  • osiągnął średnią biegową na poziomie nieosiągalnym w tamtym czasie dla Kasprzaka,
  • stał się prawdziwym liderem drużyny.

Wychowanek Unii Tarnów przejechał sezon życia, niosąc cały zespół do pewnego, dominującego triumfu w Ekstralidze. Oczywiście sukces był zasługą całej drużyny, ale – jak zauważa źródło – to właśnie skuteczność Kołodzieja fundamentalnie zmieniła oblicze Byków.


Ikona, która narodziła się z wątpliwości

Dziś Janusz Kołodziej jest:

  • legendą Byków,
  • żużlowcem uwielbianym w Lesznie,
  • symbolem dobrej energii klubu,
  • zawodnikiem, którego trudno zastąpić i bez którego Unia Leszno wydaje się niekompletna.

Patrząc z perspektywy czasu, transfer z zimy 2009 roku, który budził sceptycyzm i niepewność, okazał się – jak pisze GlosLeszna.pljednym z najlepszych w całej historii Unii Leszno.

Wszystkie wątpliwości fanów rozwiał sam zawodnik. W sposób zdecydowany, efektowny i – jak pokazała przyszłość – absolutnie niezapomniany.

Źródło i zdjęcie: publiczny Fb GlosLeszna.pl