Saga transferowa z udziałem Bartosza Zmarzlika od dłuższego czasu pozostaje jednym z najgorętszych tematów w polskim żużlu. Kwestię jego przyszłości regularnie i konsekwentnie drąży m.in. Interia Sport, publikując kolejne informacje, analizy i wypowiedzi osób doskonale znających realia Ekstraligi. Coraz wyraźniej wybrzmiewa w nich jedno: pytanie nie dotyczy już samego faktu odejścia mistrza świata z Orlen Oil Motoru Lublin po sezonie 2026, lecz kierunku, jaki obierze w 2027 roku.

Jednym z rozmówców, którzy bez ogródek wypowiadają się na ten temat, jest Ryszard Czarnecki – były prezes Sparty Wrocław, a obecnie europoseł. W rozmowie z Interią jasno zarysował swój punkt widzenia i odsłonił kulisy potencjalnego transferu, który – jeśli dojdzie do skutku – może realnie zburzyć obecny układ sił w PGE Ekstralidze.

„Pytanie nie powinno brzmieć czy opuści Motor”

Już na wstępie rozmowy Czarnecki stawia sprawę jednoznacznie. Nie pozostawia wątpliwości, jak postrzega sytuację Bartosza Zmarzlika.

– Uważam, że pytanie dotyczące Bartosza Zmarzlika nie powinno brzmieć, czy opuści Motor Lublin, ale do jakiego klubu pójdzie – mówi były prezes Sparty Wrocław.
– A we Wrocławiu będzie dopieszczony, będzie gwiazdą – dodaje.

Słowa te idealnie wpisują się w narrację, która od miesięcy przewija się w medialnych doniesieniach. Zmarzlik ma ważny kontrakt z Motorem na sezon 2026 i – co podkreślają wszystkie strony – wypełni go do końca. Kluczowe decyzje mają jednak zapaść później.

Finanse i stabilność po stronie Sparty

Zapytany wprost o szanse transferu do Wrocławia, Czarnecki nie unika odpowiedzi i wyraźnie wskazuje atuty Betard Sparty.

– Wierzę, że te szanse są bardzo duże. Wynikają one nie tylko z wiedzy, jaką każdy ma o kondycji finansowej Sparty. To klub z olbrzymim potencjałem. Stabilny personalnie i finansowo. Inni mają kilka lat Eldorado, a potem znikają. Sparta od lat, niezmiennie, jest na finansowym i organizacyjnym topie.

Były prezes wprost odnosi się również do budżetów klubów, co od dawna stanowi jeden z kluczowych elementów tej transferowej układanki.

– Sparta ma 37 milionów, ale i zyski, gdy inni wiążą koniec z końcem. A nowi sponsorzy wciąż podobno pukają do drzwi. Każdy chce być w tym klubie, bo Olimpijski to jest dobre miejsce do rozkręcania interesów. Ci sponsorzy się tam widują, rozmawiają, zaczynają współpracować ze sobą.

W zestawieniu z Motorem Lublin, który – jak podkreśla Czarnecki – dysponuje budżetem mniejszym o około siedem milionów złotych, argument finansowy zaczyna odgrywać kluczową rolę.

Relacje i zaufanie w klubie

Czarnecki zwraca uwagę nie tylko na pieniądze, ale także na czynnik ludzki i sposób zarządzania klubem.

– Ten duet, czyli Andrzej Rusko i Krystyna Kloc cieszy się dużym szacunkiem w środowisku. To są bardzo słowni ludzie. Wiem, że mają dobre, czy wręcz bardzo dobre relacje z Bartkiem Zmarzlikiem. Przez rok Zmarzlik będzie jeździł dla Motoru, a potem się okaże.

To właśnie stabilność i przewidywalność mają – zdaniem rozmówcy – stanowić jeden z głównych argumentów przemawiających za Wrocławiem.

„Na miejscu Zmarzlika zmieniłbym klub”

Były prezes Sparty idzie jeszcze dalej, otwarcie deklarując, co zrobiłby, gdyby znalazł się na miejscu pięciokrotnego mistrza świata.

– To, że na miejscu Zmarzlika zmieniłbym klub. Na Spartę, bo to gwarantuje mu kilka bardzo spokojnych i stabilnych lat. A z Motorem, to nie wiadomo, jak będzie. Siedmiu lat tłustych bym się nie spodziewał. A w Sparcie Zmarzlik będzie absolutnie dopieszczony. Będzie tam super gwiazdą.

Czarnecki wskazuje również na aspekt sportowo-promocyjny:

– Zwracam też uwagę, że na torze we Wrocławiu jest Grand Prix, a w Lublinie nie ma. To też jest ważne w kontekście tego potencjalnego transferu.

„Są już po wielu rozmowach”

Choć rozmówca nie zdradza szczegółów negocjacji, daje jasno do zrozumienia, że temat nie jest nowy.

– Powiem tylko, że na miejscu Andrzeja Rusko już dawno bym rozmawiał. Jeśli chcą ściągnąć Zmarzlika do Wrocławia, to są już na pewno po wielu rozmowach. Jeśli chcą.

W jego ocenie możliwe jest również pogodzenie interesów największych gwiazd zespołu – Zmarzlika, Kurtza oraz Łaguty.

– Myślę, że taka konstrukcja jest możliwa. Oczywiste jest, że każdy mądry klub zrobi wszystko, żeby pożenić interes Zmarzlika z interesem drużyny.

A pytany o potencjalny „dream-team” we Wrocławiu, odpowiada bez wahania:

– Uważam, że to nie jest „mission impossible”. Przy talentach dyplomatycznych prezesów Sparty, przy ich argumentach finansowych i szacunku zawodników do nich i wzajemnie, to się da zrobić.

Konkluzja bez złudzeń

Na koniec Czarnecki wraca do sedna sprawy, formułując tezę, która wybrzmiewa wyjątkowo mocno.

– To ja powiem, że przejście mistrza świata do Motoru było dobrym ruchem, ale teraz uważam, że Zmarzlik opuści Motor. Bez względu na wszystko. Pytanie stawiane w jego kontekście nie powinno brzmieć, czy odejdzie, ale gdzie odejdzie. W Motorze będzie startował w 2026, a potem powinien wybrać klub z renomą, który nie od lat, ale od dekad jest na żużlowym Olimpie. Jest poukładany, stabilny, odporny na wstrząsy. To nie jest miejsce, gdzie dziś jest hossa, górka, a jutro może być różnie.

Z tej perspektywy jedno wydaje się pewne: według Ryszarda Czarneckiego kwestia transferu Bartosza Zmarzlika nie jest już pytaniem „czy”, lecz „kiedy” i „na jakich warunkach”. A kluczowe pozostają finanse oraz dopięcie szczegółów, które mogą zdecydować o jednym z największych ruchów transferowych w historii polskiej ligi żużlowej.

Zdjęcie: Patrycja Knap