Na pierwszy rzut oka zimowe ruchy transferowe Bayersystem GKM-u Grudziądz wyglądały imponująco. Sprowadzenie Maksyma Drabika zostało powszechnie uznane za jeden z najciekawszych ruchów przed sezonem 2026. Jak się jednak okazuje, działacze z Grudziądza mieli znacznie bardziej ambitne plany – i byli o krok od przeprowadzenia transferu, który mógł całkowicie zmienić układ sił w PGE Ekstralidze.
Kulisy tych działań ujawnił prezes klubu, Marcin Murawski, w Magazynie PGE Ekstraligi na łamach WP SportoweFakty.
Łaguta na celowniku. Powrót był realny
Największą sensacją jest fakt, że GKM poważnie pracował nad sprowadzeniem Artiom Łaguta. Mistrz świata i lider Betard Sparta Wrocław był w przeszłości jednym z filarów drużyny z Grudziądza, a jego powrót mógłby być jednym z największych transferów ostatnich lat.
Rozmowy – jak przyznaje sam prezes – były nie tylko realne, ale i zaawansowane.
– „Do tej pory nie zabierałem głosu w tej sprawie, ale teraz mogę potwierdzić, że rozmowy na temat powrotu Artioma Łaguty do naszego klubu miały miejsce. Z mojej strony były one już dość zaawansowane. Zawodnik ostatecznie wybrał przedłużenie na wiele lat kontraktu we Wrocławiu. Czuje się tam dobrze i szanuję jego decyzję. Życzę mu powodzenia. Temat jest zamknięty. Mogę tylko dodać, że w mojej ocenie zrobiliśmy wszystko, by sprowadzić go ponownie do Grudziądza. Teraz skupiamy się na swojej drużynie i będziemy szli w innym kierunku” – powiedział szef GKM-u.
Ostatecznie Łaguta zdecydował się pozostać we Wrocławiu, gdzie przedłużył kontrakt aż do 2028 roku. Tym samym temat powrotu do Grudziądza został definitywnie zamknięty.
Błąd, który kosztował przyszłość
Jeszcze bardziej wymowna była druga część wypowiedzi prezesa GKM-u. Murawski nie tylko odniósł się do nieudanego transferu, ale także wrócił do przeszłości i wskazał moment, który – jego zdaniem – zaważył na losach współpracy z Łagutą.
Chodzi o decyzję z okresu pandemii, gdy klub zdecydował się na obniżenie kontraktu zawodnika.
– „Uważam, że to był błąd i to bardzo duży. Zarząd klubu składał się wtedy z większej liczby osób. Decydowaliśmy wspólnie. Potrafię jednak przyznać się do pomyłki. Jestem też przekonany, że gdybyśmy osiągnęli wtedy porozumienie, to Artiom startowałby w Grudziądzu do dziś. Czasu jednak nie cofniemy i musimy teraz budować drużynę na innych filarach” – podsumował Murawski.
To rzadka sytuacja, gdy działacz na tak wysokim szczeblu otwarcie przyznaje się do błędu, który mógł mieć dalekosiężne konsekwencje sportowe i wizerunkowe.
Nowy kierunek GKM-u
Choć temat Łaguty elektryzuje kibiców, w Grudziądzu patrzą już w przyszłość. Transfer Maksyma Drabika ma być fundamentem budowy zespołu zdolnego do rywalizacji z czołówką ligi.
Nie ulega jednak wątpliwości, że ewentualny powrót Łaguty byłby ruchem o zupełnie innym ciężarze gatunkowym – zarówno sportowym, jak i marketingowym.
„Co by było, gdyby…”
Historia niedoszłego transferu to klasyczny przykład pytania, które w sporcie wraca bardzo często: co by było, gdyby?
Gdyby w pandemicznym czasie udało się utrzymać porozumienie z liderem, dziś GKM mógłby znajdować się w zupełnie innym miejscu. Zamiast tego musi budować swoją siłę od nowa, szukając innych liderów i nowych rozwiązań.
Jedno jest pewne – kulisy ujawnione przez prezesa pokazują, jak cienka bywa granica między transferowym sukcesem a niewykorzystaną szansą, która potrafi ciągnąć się za klubem przez lata.
Zdjęcie: Maciej Trubisz








