Historia polskiego sportu żużlowego sięga dekady lat dwudziestych minionego stulecia. Od początku rybniczanie byli obecni wśród protoplastów speedwaya. W trakcie kolejnych przełomów na drodze rozwoju żużla w Polsce nigdy w pierwszych dekadach nie zabrakło wyrazistego akcentu rybnickiego.

Bohaterem jednego z naszych artykułów był urodzony 13 marca 1900 roku Józef Draga. (124 lata temu urodził się jeden z pionierów żużla w Polsce (https://nawirazu.com/124-lata-temu-urodzil-sie-jeden-z-pionierow-zuzla-w-polsce/)).

Młodszy brat Józefa, Ludwik Draga urodził się 30 lipca 1920 roku w Stanowicach. Nietrudno zgadnąć, iż samochody i motocykle były całym życiem pana Ludwika. Nic zatem dziwnego, iż w pierwszych powojennych latach startował w popularnych wówczas motocyklowych wyścigach ulicznych. Poza tym startował na żużlu. Co cechowało Ludwika Dragę to nieustępliwość w rywalizacji i ogromny szacunek dla kibiców.

Ludwik Draga w 1946 roku został roku motocyklowym mistrzem Polski w klasie sportowej 130 ccm. Karierę żużlową zaczynał w 1948 roku w Pogoni Katowice. Później przeniósł się do Rybnika. Od 1949 roku przez dwa sezony startował w RKM Budowlanych Rybnik, które od 1951 roku przekształcono w Górnika Rybnik. Karierę żużlową zakończył po sezonie 1952.

Wraz ze swoją rybnicką ekipą w 1950 rou wywalczył srebrny medal drużynowych mistrzostw Polski.

Stefan Smołka tak napisał o Ludwiku Dradze:
Ludwik Draga swoją jazdą porywał masy. Ostatnie wyścigi meczu były jego domeną. Często znoszono go na rękach do szatni, jako przechylającego szalę zwycięstwa. Był twardzielem, jako sportowiec nigdy się nie poddawał, ale jednocześnie był człowiekiem rozsądnym. Gdy dojrzał do ślubu, do założenia własnej rodziny, to wkrótce zrezygnował ze sportu (wcale nie chcę nikogo do tego namawiać). Poświęcił się nauce, pracy zawodowej i społecznej. Dużo dobrego zrobił dla miasta Rybnika jako sumienny urzędnik, ekspert w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach, założyciel opolskiego Okręgu PZM. Był także współtwórcą potęgi żużlowego KS ROW Rybnik, a także kierownikiem i opiekunem reprezentacji podczas licznych obozów i zagranicznych wojaży.

W 2010 roku obchodzono  50-lecie sportu żużlowego w Opolu. Wówczas  była to doskonała okazja do sięgnięcia pamięcią do początków speedwaya na Opolszczyźnie. Henryk Malisz na stronie kolejarzopole.pl w artykule „Pierwszy w historii żużlowiec w Opolu” opisał zasługi Ludwika Dragi w tworzeniu speedwaya w stolicy polskiej piosenki.

Pan Henryk Kosidło, pracujący w latach 50-tych ubiegłego wieku m.in. na stanowisku kierownika Wydziału Komunikacji Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Opolu (dla młodszych wyjaśnienie, że to odpowiednik dzisiejszego Urzędu Wojewódzkiego) tak wspomina lata 50-e XX wieku:
Województwo opolskie powstało w lipcu 1950 r. Kadry organizujące struktury wojewódzkie na Opolszczyźnie wywodziły się m.in. z WRN w Katowicach. Wiele osób wówczas przeniesiono, bądź delegowano, do pracy w Opolu. Między nimi był pan Ludwik Draga, wówczas jeszcze aktywny żużlowiec Górnika Rybnik. Jeździł nie tylko na żużlu, ale także w popularnych wówczas motocyklowych wyścigach ulicznych.
Pamiętam, że Draga w wyścigach, także w Opolu, jeździł na DKW 125 ccm. Aby poprawić osiągi motocykli wiele części dorabialiśmy domowym sposobem. Na przykład tłoki odlewał i frezował w swoim warsztacie na Placu Sebastiana pan Stotko, a materiał pochodził z aluminiowych piast śmigieł samolotowych znajdowanych na poniemieckim lotnisku w okolicach Nakła. Te tłoki po rozgrzaniu strasznie puchły i trzeba było uważać, aby nie zatrzeć silnika, no ale tak się jeździło.
Pamiętam też jak pewnego razu Draga przywiózł z Rybnika żużlówkę. Jeździł nią pokazowo na bieżni wokół boiska na dzisiejszym stadionie Kolejarza. Musiało to być w 1951 r., ponieważ już istniało województwo opolskie. Był to na pewno pierwszy raz, gdy w Opolu jeździł żużlowiec. Wkrótce potem odbył się mecz Górnika Rybnik ze Spójnią Wrocław. Sędziowałem te zawody, ale dokumentacji z ich przebiegu niestety nie mam.

Pan Ludwik Draga mimo 90 lat w 2010 roku, doskonale pamiętał pracę w opolskim urzędzie.
Miałem wiele zadań w Wydziale Komunikacji, ale kiedyś dostałem też polecenie zorganizowania Zarządu Okręgu PZM. Szybko z tym się uwinęliśmy i potem jeszcze organizowaliśmy wyścigi uliczne. Przez jedne z nich nie pojechałem na finał Mistrzostw Polski do Wrocławia, a byłem wtedy w dobrej formie.
Na żużlu jeździłem na wielu torach. Było to dawno temu, więc już nie wszystko pamiętam, a programów z tych zawodów już nie mam. Zresztą nie zawsze był czas wypisywać. Najczęściej robił to mój brat, który był moim mechanikiem. Jednak kilka lat temu przekazałem wszystko i dzisiaj mam tylko medale i puchary.
Pierwsze kółka w Opolu rzeczywiście pokonywałem po bieżni wokół murawy stadionu przy Wschodniej. Później osobiście wytyczałem pierwszy tor żużlowy w Opolu

Ludwik Draga przez 30 lat był egzaminatorem prawa jazdy, a także wieloletnim naczelnikiem wydziału komunikacji, kochał samochody nad życie.

Niestety poniósł śmierć prowadząc samochód. W piątek 4 czerwca jechał swoim seatem wraz z żoną Teresą.

Jak podaje Fakt z 27 czerwca 2010 roku: Nikt nie spodziewał się, że człowiek, który całe życie spędził w aucie, właśnie w nim zginie. A wraz z nim ta jedyna, która zawsze mu towarzyszyła. Tego feralnego dnia małżonkowie jechali do fryzjera, bo zbliżały się urodziny pani Teresy. Para miała wydać w domu małe przyjęcie, a gospodyni chciała pięknie wyglądać. Ludwik jak zwykle prowadził. Mimo swego podeszłego wieku za kółkiem czuł się świetnie.
Nagle pani Teresie już w aucie przypomniało się, że chciała coś kupić. Pan Ludwik skręcił seatem w lewo, by wjechać na parking pod sklepem. I wtedy doszło do tragedii. Nie ustąpił jadącemu z przeciwka bmw pierwszeństwa. Uderzenie było tak potworne, że seata odrzuciło na 20 metrów, bmw przewróciło się na bok.- Może myślał, że zdąży? Albo oślepiło go słońce? On, tak wytrawny kierowca popełnił tak potworny błąd – Maria Roter (56 l.), córka zmarłych nie może uwierzyć w tragedię. – Tyle lat uczył ludzi, jak mają się zachować na drodze, miał wszystkie uprawnienia do prowadzenia pojazdów wydane bezterminowo – mówi.

Pani Teresa od potwornych obrażeń zmarła na miejscu. Pan Ludwik żył jeszcze przez kilka godzin. Lekarze walczyli, jak mogli, ale serce przestało bić jeszcze tego samego dnia.

Cały Rybnik był wówczas pogrążony w żałobie.

Zdjęcie w tekście: kolejarzopole.pl – autor Henryk Malisz,
Zdjęcie tytułowe: Narodowe Archiwum Cyfrowe