Nad Stalą Rzeszów od początku istnienia sportu żużlowego zawisło jakieś fatum. W lipcu 1958 roku podczas meczu w Rzeszowie z drużynowym mistrzem Polski Górnikiem Rybnik w wypadku na torze śmierć ponosi zawodnik gospodarzy Stanisław Różański. Niemal równo rok później, 12 lipca 1959 roku podczas towarzyskiego meczu z Legią Warszawa w wyniku upadku po urwaniu się podnóżka w motocyklu i przejechaniu przez Mariana Kaisera, śmierć ponosi legenda Stali Eugeniusz Nazimek. Kraksa wyglądała makabrycznie.

Do kolejnego śmiertelnego wypadku na torze rzeszowskiej Stali doszło dwa lata później.

Prezentujemy szczegółowy opis wydarzeń z 24 października 1961 roku jakie miały miejsce na obiekcie drużynowych mistrzów Polski. Tragedia młodego zawodnika została opisana 3 lipca 2007 roku na łamach nowiny24.pl:

Tor Stali pochłania kolejną ofiarę…

1961 rok był pamiętny dla speedwaya w Rzeszowie. Stalowcy – po raz drugi z rzędu – w efektownym stylu sięgnęli po koronę mistrzów Polski. 24 października na stadionie przy ul. Obrońców Stalingradu odbywał się jeden z ostatnich treningów w roku. Zawodnicy mistrzowskiej drużyny przygotowywali się na nim do kończącego sezon sparringu z reprezentacją ZSRR.

Tego dnia na stadionie pojawił się także 24-letni adept szkółki żużlowej, Leszek Zienkiewicz. Mieszkał w Słocinie pod Rzeszowem, gdzie pracował jako nauczyciel. Na obiekcie Stali widziano go już z samego rana. Założył kombinezon i cierpliwie czekał na rozpoczęcie treningu.

Było to o tyle dziwne, że szkółka, której był członkiem, zajęcia na torze zakończyła już dwa tygodnie wcześniej. Jak zatem odnotował piszący o sprawie dziennikarz ówczesnych „Nowin Rzeszowskich”, zawodnik nie tylko nie miał obowiązku, ale być może również prawa trenować w tym dniu na torze.

Co przygnało go na stadion? Pasja uprawiania żużla, nadmierna ambicja, chęć podpatrywania najlepszych?

Kiedy trening rozpoczęli pierwszoligowcy, na motor wsiadł także Zienkiewicz. Na jednym z wiraży jego maszyna gwałtownie podskoczyła. Żużlowiec wyleciał z motocykla jak z procy, głową uderzając o nawierzchnię toru. W wyniku upadku doznał pęknięcia podstawy czaszki. Po przewiezieniu do szpitala, w nocy 25 października lekarze stwierdzili zgon Leszka Zienkiewicza.

Kto przyczynił się do tej śmierci?

Wszystkie szczegóły tego dramatu miała zbadać specjalna komisja. Kibice jednak nie doczekali się żadnych wyjaśnień. Sprawa śmierci młodego sportowca została zatuszowana.

Rzeszowianin nie był zresztą jedynym polskim zawodnikiem zmarłym na torze, który padł ofiarą swoistej zmowy milczenia. Często po kolejnej tragedii odpowiednie władze czy media obiecywały „zająć się sprawą”, „wrócić do tematu”, ale z reguły były to obietnice bez pokrycia.

Do śmierci Leszka Zienkiewicza zapewne nie musiało dojść. Ktoś jednak popełnił kardynalny błąd, dopuszczając młodego zawodnika do treningu, w którym ten nie powinien był uczestniczyć. Tyle, że w ówczesnej rzeczywistości nie było chyba większych szans, żeby któregoś z działaczy czy trenerów „wielkiej” Stali pociągnąć do odpowiedzialności.

Taka „przykra” sprawa mogła przecież zakłócić nastrój euforii, wynikający z wywalczenia mistrzostwa Polski. Poza tym żużlowcy znad Wisłoka mieli jeszcze do rozegrania prestiżowy, choć towarzyski, mecz z reprezentacją „bratniego” Związku Radzieckiego.

Podczas tego pojedynku 20 tysięcy widzów fetowało najlepszą drużynę w kraju. Radość była ogromna, ale niektórzy z kibiców ciągle nie potrafili przestać myśleć o tym, że zaledwie parę dni wcześniej na tym samym torze doszło do nieszczęścia. Nieszczęścia, którego prawdopodobnie można było uniknąć.

Źródło: nowiny24.pl

Zdjęcie: Rzeszów wczoraj i dziś autor Jacek Fischer