Po 17 latach oczekiwania kibice z Grodu Kopernika znów mogli krzyczeć z radości – Toruń mistrzem Polski! PRES Grupa Deweloperska Toruń w sezonie 2025 detronizowała Motor Lublin i po emocjonującym finale PGE Ekstraligi sięgnęła po złoto. Drużyna, która była dopiero trzecia po rundzie zasadniczej, okazała się najlepsza wtedy, gdy trzeba – w fazie play-off.
Za sukcesem torunian stoi nie tylko świetna forma Emila Sajfutdinowa, Patryka Dudka, Roberta Lamberta czy Mikkela Michelsena, ale też konsekwentna wizja właściciela klubu – Przemysława Termińskiego, który od lat buduje stabilny, nowoczesny klub. Dziś mówi o pieniądzach, kontrowersjach, lojalności zawodników i… własnym dojrzewaniu jako działacza.
Złoto po latach cierpliwości i wiary
Toruń w wielkim stylu wrócił na szczyt. Drużyna prowadzona przez Piotra Barona nie była faworytem finału – w sezonie zasadniczym zajęła trzecie miejsce, a Motor Lublin wydawał się nie do zatrzymania. Jednak w finale to torunianie zachowali więcej zimnej krwi. Zwyciężyli dwoma punktami w dwumeczu i przerwali lubelską hegemonię.
To sukces, który – jak podkreśla Termiński – jest efektem nie tylko świetnej jazdy zawodników, ale też lojalności sponsorów i kibiców:
– To nie było tak, że nagle wszyscy się od nas odwrócili. Mieliśmy lekkie wahnięcie w liczbie kibiców, ale to nie była ogromna różnica. Sponsorzy zostali, miasto zostało, wsparcie trwało. Zostaliśmy obdarzeni zaufaniem, w którym czuło się pewność, że prędko wrócimy do Ekstraligi – mówi właściciel toruńskiego klubu.
Od spadku do mistrzostwa – lekcja pokory
Jeszcze kilka lat temu torunianie przeżywali jedno z najtrudniejszych doświadczeń w historii – spadek z PGE Ekstraligi. Wtedy, jak przyznaje Termiński, trudno było kochać żużel.
– Lubię żużel teraz. Wtedy, gdy spadliśmy, gdy nam nie szło – nie lubiłem. Były momenty zniechęcenia. Byłem zirytowany na żużel po tamtym fatalnym sezonie – przyznaje.
Właściciel klubu przyznaje, że krytyka, jaka wtedy spadła na torunian, bolała.
– Krytyka zawsze boli, zwłaszcza gdy jest nieuzasadniona. Robiliśmy wszystko tak samo jak w kolejnych latach. A w sporcie bywa tak, że pech i kontuzje kreują wynik. Wtedy przegraliśmy trzy mecze jednym punktem – wspomina.
Koszty rosną, ale duch sportu ten sam
Właściciel toruńskiego klubu przyznaje, że żużel stał się sportem dla coraz bardziej zasobnych.
– Kiedy zaczynałem, motocykl kosztował 25–27 tysięcy złotych. Dziś to 75 do 100 tysięcy. Część to inflacja, ale mimo wszystko – różnica jest kolosalna – wylicza Termiński.
Baron, atmosfera i złoty skład
Sukces PRES Toruń to także praca trenera Piotra Barona, który objął drużynę po odejściu Pawła Przedpełskiego i zbudował zespół, który walczył o każdy punkt.
– Piotr Baron ma wpływ na atmosferę, ale ogólny klimat wokół Torunia zrobił się pozytywny, bo sukces napędza emocje. Wygraliśmy różnicą dwóch punktów. Gdybyśmy zdobyli dwa mniej – bylibyśmy srebrni. To pokazuje, jak cienka jest granica – mówi Termiński.
🇨🇿 Kvech spełnił oczekiwania. „Miejsce dla niego się znajdzie”
Jednym z kluczowych transferów był Jan Kvech, który po słabszym sezonie w Zielonej Górze dołączył do Torunia jako zawodnik U24. Czech spełnił oczekiwania i odszedł po roku w dobrym stylu.
– Pamiętajmy, że Jan ma 24 lata i jeszcze kilkanaście lat ścigania przed sobą. Już dziś jest najlepszym czeskim żużlowcem. Jeśli się rozwinie i zadomowi w światowej czołówce, to nie wykluczam, że miejsce dla niego się znajdzie – mówi właściciel klubu.
Sajfutdinow zostaje, Lambert został toruńczykiem
Kibice zastanawiali się, czy Emil Sajfutdinow może przenieść się do Polonii Bydgoszcz. Termiński rozwiewa wątpliwości:
– Nie wydaje mi się, żeby Emil chciał jeździć w pierwszej lidze. Mieszka w Bydgoszczy, ale nie on jeden. Artiom Łaguta też tam mieszka, a nie słyszę, by zmieniał klub. Emil ma kontrakt u nas i współpraca wygląda naprawdę dobrze – zapewnia.
Brytyjczyk Robert Lambert, który od kilku sezonów reprezentuje barwy Torunia, również mocno związał się z miastem.
– Robert zamieszkał pod Toruniem, ma żonę, dom i stał się toruńczykiem. To bardzo dobrze wychowany, lojalny człowiek. Ma wielkie ambicje – chce zostać mistrzem świata – podkreśla Termiński.
Dudek i Michelsen – mocne ogniwa mistrzów
W mistrzowskim składzie PRES Toruń nie mogło zabraknąć Patryka Dudka i Mikkela Michelsena. Dudek ma za sobą sezon marzeń i – jak mówi właściciel klubu – ma potencjał, by w 2026 roku powalczyć o tytuł mistrza świata.
– Jeśli utrzyma dyspozycję, to naprawdę może zostać mistrzem świata. Koledzy z Zielonej Góry muszą jeszcze trochę poczekać na jego powrót – żartuje Termiński.
A Michelsen? Początkowo wielu uważało, że to ryzykowny transfer. Dziś nikt już nie ma wątpliwości.
– Słyszałem, że Michelsen jest konfliktowy, że się nie wpasuje. A okazał się sympatycznym człowiekiem, który wpasował się idealnie. Zrobił świetny wynik, zrealizował wszystkie bonusy, a do tego nie usłyszałem o nim ani jednej skargi. Te wszystkie legendy o jego charakterze – w Toruniu się nie potwierdziły – tłumaczy.
Miasto, sponsorzy i zaufanie
Termiński podkreśla też rolę współpracy z samorządem i sponsorami:
– Współpracujemy z Urzędem Miasta, Starostwem Powiatowym, Urzędem Marszałkowskim. To nie pojawiło się dopiero po złocie. Oni zaufali nam wcześniej i dziś zbierają owoce. Nasz sponsor tytularny też zasługuje na uznanie – przeznaczył spore środki i dziś ma efekty, które wielokrotnie przewyższają wartość kontraktu – zaznacza.
„Byłem kontrowersyjny? Może się zestarzałem”
Przemysław Termiński znany był z ostrych, emocjonalnych komentarzy po porażkach. Dziś sam przyznaje, że spojrzenie się zmieniło.
– Może się po prostu zestarzałem? Kiedyś każdy przegrany mecz to była tragedia, płacz i rozpacz. Teraz patrzę szerzej. Czy żałuję tamtych wpisów? Nie. Wtedy trzeba było to powiedzieć. Może dziś powiedziałbym to inaczej. Może poczekałbym do końca sezonu – przyznaje z uśmiechem.
Przyszłość w złotych barwach
W Toruniu myślą już o przyszłości. Żelazna czwórka – Sajfutdinow, Lambert, Dudek i Michelsen – podpisała kontrakty do końca 2027 roku. Klub buduje stabilność, której brakowało przez lata.
Po dwóch dekadach bez tytułu torunianie znów są mistrzami Polski – i nie zamierzają na tym






