Tomasz Bajerski po dwóch sezonach zakończył pracę w Abramczyk Polonii Bydgoszcz. Choć jego misją miał być awans do PGE Ekstraligi, cel ten nie został osiągnięty ani w 2024, ani w 2025 roku. Po zakończeniu tegorocznych rozgrywek klub podziękował mu za współpracę, a na stanowisku trenera zastąpił go Dariusz Śledź. Teraz Bajerski – już jako nowy szkoleniowiec ostrowskiej drużyny – ujawnił kulisy swoich relacji z zawodnikami i ocenił, gdzie leżały prawdziwe przyczyny niepowodzeń.


Najprzyjemniejsze rozstanie w karierze

Po zakończeniu sezonu 2025 Tomasz Bajerski nie ukrywał, że rozstanie z bydgoskim klubem przebiegło w wyjątkowo dobrej atmosferze. Sam określił je jako wzorowe.

– To było najprzyjemniejsze rozstanie z klubem w całej mojej trenerskiej karierze. Po prostu usiedliśmy, pogadaliśmy, omówiliśmy co się nie udało, a wszyscy wiedzą jak było – mówił.

Trener podkreślał, że nie kieruje żadnych pretensji w stronę klubu czy prezesa Jerzego Kanclerza. Zaznaczył jednocześnie, że w jego ocenie przyczyn niepowodzeń nie należało szukać w sztabie szkoleniowym.

– Myślę, że kilku z nich radziło sobie w sezonie zasadniczym, ale meczów o wysoką stawkę w play-off po prostu nie udźwignęli – ocenił występy zawodników.


Bajerski: „Jestem konkretnym facetem. Nie znoszę fałszu”

Były trener Polonii zaprzeczał, jakoby miał osobiste konflikty z żużlowcami.

– Dla mnie nie było żadnego. Może nie wszystkim w drużynie podobał się mój charakter i styl pracy? Jestem konkretnym facetem, mówię zawsze uczciwie prosto w oczy jak ma być i co mi się nie podoba, nie znoszę fałszu i szeptania za plecami – mówił.

O ile Bajerski był przekonany, że relacje funkcjonują poprawnie, później przyznał, że w zespole faktycznie istniały napięcia – ale nie takie, za które czułby się odpowiedzialny.


Problem w zespole? „Nie mogłem pozwolić, by jeden zawodnik zawładnął drużyną”

Najmocniejsze słowa padły podczas Magazynu PGE Ekstraligi na antenie WP SportoweFakty. Bajerski powiedział wprost, że w drużynie istniała opozycja, a zawodnicy mieli ciągnąć „w swoją stronę”. Z jego wypowiedzi wynika, że istniał jeden szczególnie problematyczny przypadek.

– W zespole była opozycja, a każdy zawodnik ciągnął w swoją stronę. Ja musiałem patrzeć na dobro drużyny, nie mogłem pozwolić, by jeden zawodnik zawładnął całą drużyną, a tym bardziej trenerem – podkreślił.

Choć nie wskazał nazwiska, odniósł się do zawodnika, który jego zdaniem miał za sobą problemy także w poprzednim klubie.

– To, że w Polonii jednej osobie coś nie odpowiadało, to nie mój problem. Z tą osobą był problem w poprzednim klubie, był też problem w Polonii – stwierdził.


Wątek Szymona Woźniaka. „Nigdy nie przyszedł do mnie z pretensjami”

W kontekście medialnych doniesień pojawiało się nazwisko Szymona Woźniaka. Bajerski zaprzeczył jednak jakimkolwiek otwartym konfliktom.

– Szymon Woźniak nigdy nie przyszedł do mnie i nie miał do mnie żadnych pretensji. Nie wiem, co zgłaszał na boku – stwierdził.

Jednak to właśnie wątek Woźniaka zahaczył o jeden z najbardziej kuriozalnych epizodów – uwagi na temat… klapek trenera na treningu.


Klapki na treningu i słynne powiedzenie: „Słabej baletnicy…”

W kuluarach miał pojawić się zarzut, że Bajerski prowadził zajęcia w klapkach. Trener odniósł się do sprawy krótko, ale dosadnie.

– Osoba, która poskarżyła się na klapki, niech sobie z tym żyje spokojnie. Nie ma co do tego wracać. Skomentuję to jedynie w ten sposób – słabej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy – mówił.

Dodał, że nigdy nie zrozumie niektórych tłumaczeń zawodników.

– Nigdy nie zrozumiem tłumaczenia zawodników o torze, czy polewaczce – stwierdził.


Zmiana atmosfery? „W Ostrowie nie będzie wymówek”

Bajerski podkreślił, że zaczyna nowy etap w Ostrowie i liczy na zupełnie inną współpracę z tamtejszymi żużlowcami.

– Zawodnicy z Ostrowa mają zupełnie inne charaktery. Są bardziej doświadczonymi zawodnikami, byli mistrzami świata i oni na pewno nie będą szukać głupich wymówek – zapowiedział.

Nowy rozdział w jego karierze ma więc rozpocząć się w dużo spokojniejszym klimacie.