Sezon 2025 zapisał się w historii światowego żużla jako jeden z najbardziej dramatycznych i wyrównanych w dziejach cyklu Speedway Grand Prix. Bartosz Zmarzlik sięgnął po swój szósty tytuł indywidualnego mistrza świata, wyrównując rekord Tony’ego Rickardssona i Ivana Maugera, ale o złocie decydował dosłownie jeden punkt przewagi nad Bradym Kurtzem. Choć Polak triumfował kilkukrotnie w trakcie sezonu, to – jak sam przyznał – jedno zwycięstwo miało dla niego szczególne znaczenie.

Była to runda WWK FIM Speedway Grand Prix Niemiec w Landshut.

Wymarzony początek sezonu

Zmarzlik wszedł w sezon 2025 w imponującym stylu. 3 maja, podczas inauguracji cyklu na OneSolar Arenie w Landshut, wygrał wyścig sprinterski, co dało mu doskonałą pozycję wyjściową przed zasadniczą częścią turnieju. Zwycięstwo w sprincie oznaczało bowiem pierwszeństwo wyboru pól startowych na wieczorne zawody.

Sytuacja, która miała miejsce chwilę później, diametralnie jednak zmieniła układ sił.

Od pierwszego do ostatniego wyboru

Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju głównego Bartosz Zmarzlik został odesłany na koniec kolejki przy wyborze numerów startowych. Sędziowie uznali, że Polak spóźnił się na procedurę selekcji, co w praktyce oznaczało, że zamiast wybierać jako pierwszy, musiał dokonywać wyboru jako ostatni.

W realiach Speedway Grand Prix, gdzie pola startowe często decydują o losach całych zawodów, był to ogromny cios.

Jak się jednak okazało – cios, który tylko wzmocnił mistrza.

Zwycięstwo mimo przeciwności

Zmarzlik nie tylko poradził sobie z trudną sytuacją, ale jeszcze tego samego wieczoru stanął na najwyższym stopniu podium w Landshut. Jak sam później przyznał, to właśnie ten triumf był dla niego najbardziej satysfakcjonujący w całym sezonie.

— Landshut najbardziej się dla mnie wyróżnia. To był bardzo trudny weekend, z ostatnim wyborem pól startowych, więc zwycięstwo tam wymagało cierpliwości i mądrych decyzji. Takie wygrane są bardzo satysfakcjonujące, ponieważ wynikają z przezwyciężania przeciwności, a nie tylko z czystej prędkości — powiedział Bartosz Zmarzlik.

Wypowiedź sześciokrotnego mistrza świata jasno pokazuje, że dla zawodnika tej klasy liczy się nie tylko sam wynik, ale droga, jaką trzeba do niego przejść.

Opanowanie zamiast frustracji

Kluczowe okazało się podejście mentalne. Zamiast rozpamiętywać decyzję sędziów, Zmarzlik skoncentrował się na tym, co mógł kontrolować — swojej jeździe i sprzęcie.

— Oczywiście na początku było to frustrujące, ale szybko przypomniałem sobie, że narzekanie niczego nie zmienia — przyznał.

— Skupiłem się na dostosowaniu stylu jazdy oraz ścisłej współpracy z zespołem nad ustawieniami motocykla. Krok po kroku wszystko zaczęło funkcjonować i dzięki temu to zwycięstwo było jeszcze bardziej satysfakcjonujące — dodał Zmarzlik.

To właśnie ten spokój, konsekwencja i zdolność do adaptacji stały się jednym z fundamentów jego końcowego sukcesu w całym cyklu.

Landshut ważniejsze niż Praga i Manchester

W sezonie 2025 Zmarzlik wygrywał również w Pradze oraz podczas piątej rundy w Manchesterze, jednak to właśnie niemiecka runda najbardziej zapadła mu w pamięć. Nie ze względu na rangę zawodów, ale na okoliczności i emocje, jakie jej towarzyszyły.

W perspektywie całego sezonu triumf w Landshut okazał się jednym z kluczowych elementów drogi do złotego medalu, zdobytego ostatecznie po dramatycznym finale rywalizacji z Bradym Kurtzem.

Głosowanie wciąż trwa

Warto przypomnieć, że sukcesy Bartosza Zmarzlika wciąż mogą zostać docenione także poza torem. Nadal trwa głosowanie na Sportowca Roku Przeglądu Sportowego, najbardziej prestiżową indywidualną nagrodę sportową w Polsce.

Dla Zmarzlika sezon 2025 był nie tylko kolejnym mistrzowskim rozdziałem w karierze, ale także dowodem, że prawdziwa wielkość objawia się wtedy, gdy trzeba wygrać wbrew okolicznościom. Landshut stało się tego najlepszym symbolem.

Na Bartosza Zmarzlika można oddać głos klikając TUTAJ .

Zdjęcie: publiczny FB FIM Speedway Grand Prix