Dziś reprezentacja Polski żużlowców rozpoczyna pięciodniowe zgrupowanie w Hiszpanii. Kadrowicze polecieli do Alicante, gdzie – jak podkreśla selekcjoner Stanisław Chomski – kluczowe znaczenie nie będą miały jednostki treningowe rozumiane w klasyczny sposób, lecz budowanie zespołu, relacji i wspólnej świadomości celu. Już przed wylotem trener jasno określił, czym ten obóz jest, a czym na pewno nie będzie.

Pięć dni, ale jasno określony cel

Selekcjoner od początku tonuje oczekiwania wobec charakteru zgrupowania. To nie jest obóz nastawiony na budowę formy fizycznej czy poprawę cech motorycznych.

– To nie jest obóz kondycyjny, gdzie pracuje się nad cechami motorycznymi, które potem wpływają na funkcjonowanie sportowca. Wiadomo, że na to pięć dni to byłoby za mało.

Jak zaznacza Chomski, przygotowanie fizyczne zawodnicy realizują indywidualnie, zgodnie z własnymi planami treningowymi. Jego uwaga skupia się na zupełnie innym aspekcie pracy z kadrą.

Integracja zamiast kilometrów

Zdaniem selekcjonera, pięć dni w jednym miejscu to idealny moment na scalenie zespołu i wyznaczenie jasnych zasad funkcjonowania reprezentacji.

– Jeśli idzie o przygotowanie fizyczne, to każdy idzie swoim rytmem, a mnie bardziej chodzi o integrację. Chcę, żebyśmy sobie z zawodnikami jasno powiedzieli, po co kadra została powołana, jakie są cele, ale też o tym, że ma być zdrowa rywalizacja, współpraca i komunikacja. Jeden na drugiego ma się nie obrażać, nie dziwić się zmianom w składzie na dane zawody, jeśli takie zmiany zajdą, bo musimy być wszyscy razem. Taki jest główny cel. I to się da w pięć dni zrobić. W tym przypadku czynności fizyczne, jak rowery, czy zajęcia kształtujące zwinność, gibkość i elastyczność ciała, to ma być dodatek.

Chomski wyraźnie akcentuje, że reprezentacja musi funkcjonować inaczej niż codzienna, indywidualna rywalizacja ligowa czy starty w Grand Prix.

Pierwsze rozmowy i reakcje zawodników

Jeszcze przed rozpoczęciem zgrupowania selekcjoner odbył rozmowy z powołanymi zawodnikami. Jak przyznaje, ich reakcje były jednoznaczne.

– Każdy z zawodników, z którymi rozmawiałem był troszkę podekscytowany. Wiadomo, jak działa powołanie do kadry. Z mojej strony już te pierwsze rozmowy były takim wprowadzeniem do tego, o co mi chodzi, czyli do scalenia tej kadry. Żużel jest sportem indywidualnym i niech kadrowicze biją się o swoje w Grand Prix, ale w reprezentacji musi być inaczej.

To właśnie zmiana mentalności – z indywidualisty na członka zespołu – ma być jednym z najważniejszych efektów pobytu w Hiszpanii.

Skład na DPŚ? Więcej pytań niż odpowiedzi

Temat składu na Drużynowy Puchar Świata pojawia się naturalnie, ale selekcjoner studzi wszelkie spekulacje. Na tym etapie nie ma mowy o gotowej czwórce.

– Jakby miał człowiek teraz wybierać, to pewnie jedno, czy dwa nazwiska by się znalazły, ale więcej byłoby znaków zapytania. Przecież kadra została wybrana na bazie ubiegłorocznych wyników, a nie wiemy, jak będzie teraz. A liczyć się będzie bieżąca forma, bo nie ma czegoś takiego jak kadra i jazda za zasługi. Ja bardzo wierzę w to, że już w trakcie rozgrywek ktoś do tej kadry wskoczy.

Chomski podkreśla, że żaden zawodnik nie ma miejsca zagwarantowanego „z nazwiska”.

Doświadczenie kontra forma

Choć naturalnym odruchem jest wskazywanie liderów, selekcjoner pozostaje ostrożny.

– To za daleko. Można oczywiście mówić, że Zmarzlik, Dudek i nawet wymieniać dalej, ale życie sportowca jest skomplikowane. Tor może nam wszystko zweryfikować, więc ja nie mam gotowego składu na DPŚ. Natomiast inną sprawą jest to, że trzeba patrzeć na doświadczenie zawodników. Już miałem takiego, co był w świetnej formie w lidze, ale w DPŚ się spalał. Trzeba pamiętać, że to są inne zawody. I jeszcze jedno. Ja chcę mieć kadrę, w której będzie świadomość celu, koncentracja i wymiana myśli. To ma być jeden organizm.

DME – jeszcze trudniejsze decyzje

W przypadku Drużynowych Mistrzostw Europy selekcjoner zapowiada jeszcze większe wyzwanie personalne.

– Tu mogę tylko dodać, że skala trudności wyboru będzie większa, bo będę mógł wziąć tylko jednego zawodnika z Grand Prix. Jednak nie ma tego złego, szansę dostaną inni.

PGE Narodowy i specyfika toru

Finał DPŚ na PGE Narodowym wymaga specjalnego podejścia. Chomski przyznaje, że ma już w głowie plan przygotowań.

– Mam jakiś pomysł na to i chcę go przedstawić kadrowiczom. Wykonamy ten plan na tyle, na ile będzie to możliwe. Jak się uda, to będziemy mieli dużo wiedzy w bazie.

Jednocześnie wyklucza budowę sztucznego toru treningowego.

– Nie, nie zrobię tego. Po prostu wykorzystam wszystkie możliwe sposoby, żeby do startu na takiej nawierzchni przygotować zespół.

„Będziemy na siebie skazani”

Zdaniem selekcjonera, największą wartością obozu jest wspólne przebywanie – nie tylko na treningach.

– Obozy mają to do siebie, że odbywają się w jednym czasie, w jednym miejscu i zawodnicy są na siebie skazani. My wszyscy jesteśmy na siebie skazani. Będziemy się poznawali w różnych sytuacjach. W trakcie posiłku, relaksacji, ale i też w trakcie treningu. Wiele można zaobserwować w trakcie takiego pobytu. Dowiedzieć się kto, z kim i jak funkcjonuje. Co trzeba poprawić, żeby było lepiej. Można zasięgnąć języka u ludzi, którzy znają psychologię sportu, żeby wiedzieć, jak rozmawiać, jak pobudzić i jak hamować zawodników. Obóz da pełną wiedzę odnośnie tego, z jakim materiałem mamy do czynienia.

Dyscyplina i odpowiedzialność

W ramowym planie zgrupowania integracja zajmuje równie ważne miejsce co aktywności fizyczne.

– To jest typowa ramówka dla tego rodzaju zgrupowań. I ona jest też ważna z tego, względu, że trzeba się nauczyć dyscypliny. Ja nie mówię, że ta grupa, czy ta reprezentacja ma z tym problem, ale ogólnie my Polacy mamy problem z dyscypliną.

Kapitan? Nic nie jest oczywiste

Na koniec pojawia się temat opaski kapitańskiej. I tu również Chomski nie zamierza iść utartą ścieżką.

– Będziemy wybierać.

Gdy pada sugestia nazwiska Bartosza Zmarzlika, selekcjoner odpowiada krótko, ale wymownie:

– A to nie jest takie oczywiste, że będzie nim Bartosz Zmarzlik. Trzeba zasiać trochę niepokoju. Mam swój sposób na taki wybór. Zobaczymy, co zdecyduje drużyna.

Hiszpańskie zgrupowanie w Alicante ma więc być początkiem procesu, a nie gotową odpowiedzią na wszystkie pytania. Dla selekcjonera to czas obserwacji, rozmów i budowania fundamentów pod sezon reprezentacyjny, w którym – jak sam podkreśla – kadra ma funkcjonować jak jeden organizm.

Zdjęcie: publiczny Fb Żużlowa Reprezentacja Polski