Wtorkowy sparing (z 1 kwietnia i nie chodzi tu o prima aprilis) pomiędzy Innpro ROW-em Rybnik a Fogo Unią Leszno stał się jednym z najgorętszych tematów w polskim żużlu. Wszystko za sprawą decyzji zawodników leszczyńskiego klubu, którzy odmówili startu w zawodach, powołując się na kwestie bezpieczeństwa związane z montażem dmuchanych band. Prezes rybnickiego klubu, Krzysztof Mrozek, nie krył oburzenia tą sytuacją, zarzucając żużlowcom prowadzenie swoistej „krucjaty” przeciwko klubom i władzom.
„Żużlowcy prowadzą krucjatę”
Już w pierwszych wypowiedziach po odwołanym sparingu Mrozek dał do zrozumienia, że jest mocno rozczarowany decyzją zawodników Fogo Unii Leszno, a zwłaszcza jej kapitanów – Janusza Kołodzieja i Grzegorza Zengoty.
„Dwóch panów kapitanów z Unii Leszno przyjechało do Rybnika i najprawdopodobniej zadecydowali, że cała drużyna nie pojedzie w sparingu. Mam wrażenie, że żużlowcy zaczęli prowadzić krucjatę. Nie wiem, czy przeciwko klubom, władzy, czy komuś innemu, bo niespecjalnie mnie to interesuje.” – powiedział Mrozek w rozmowie ze Sportowymi Faktami.
Jego zdaniem cała sytuacja była niepotrzebnym przedstawieniem, które można było rozwiązać w zupełnie inny sposób.
„Zgadzam się, że należy dbać o bezpieczeństwo. Nie rozumiem tylko, dlaczego odstawili takie show. Wystarczyło powiedzieć o godzinie 10:00, że widzimy problem z dmuchanymi bandami w całej Polsce i dlatego nie przyjedziemy na sparing do Rybnika.”
Wątpliwości dotyczące band
Zawodnicy Unii Leszno podnieśli zarzut, że dmuchane bandy na torze w Rybniku nie były zamontowane zgodnie z zaleceniami PZM, a konkretnie – nie były wkopane na głębokość 10 cm. Sędzia Bartosz Ignaszewski dopuścił jednak tor do zawodów, a dzień po odwołanym meczu na tym samym obiekcie odbył się sparing z Falubazem Zielona Góra – bez żadnych uwag dotyczących bezpieczeństwa.
Prezes Mrozek zwrócił uwagę, że po odwołaniu wtorkowego meczu bandy zostały sprawdzone i poprawione, a następnie ocenione przez Tony’ego Briggsa, producenta systemu dmuchanych band.
„Briggs przyjechał ok. godz. 12:00. Wszystko sprawdził, wszystko było prawidłowo. To, co zrobili zawodnicy Unii, naprawdę jest słabe. Każdy ma prawo dbać o bezpieczeństwo, ale nie w taki sposób.”
Prezes ROW-u zasugerował także, że brak konsekwencji w podejściu do tematu bezpieczeństwa jest problemem wśród zawodników.
„Tobiasz Musielak po upadku Taia Woffindena jako pierwszy zabrał głos w sprawie band, a przecież Krosno to jego klub. Wcześniej już tam trenował! Dlaczego był cicho? Poza tym często i namiętnie jeździ w Anglii. Rozumiem, że tam nie ma żadnego problemu z bezpieczeństwem?”
Brak szacunku dla kibiców?
Jednym z głównych zarzutów Mrozka wobec zawodników Unii Leszno było to, że decyzję o odmowie startu podjęli dopiero wtedy, gdy kibice zaczęli zasiadać na trybunach. Prezes ROW-u nie ukrywał swojego rozgoryczenia i podkreślał, że to właśnie fani są jednym z najważniejszych elementów w finansowaniu tego sportu.
„Żużlowcy zarabiają pieniądze między innymi z tego powodu, że w tym sporcie są sponsorzy, a sponsorzy je wykładają, bo dyscypliną interesują się fani. Jeśli nadal panowie będą robić takie szopki, to po jakimś czasie wszyscy się od nich odwrócą. Wtedy nic się już nie zbilansuje.”
Mrozek zasugerował także, że gdyby zawodnicy otrzymali wynagrodzenie za start w sparingu, sytuacja mogłaby wyglądać inaczej.
„Myślę, że być może nie mielibyśmy problemu, gdyby żużlowcom, którzy się we wtorek zbuntowali, zaproponować jakąś zapłatę za sparing. Może wtedy by pojechali?”
Co dalej z relacjami między klubami?
Wtorkowe wydarzenia mogą wpłynąć na relacje pomiędzy ROW-em Rybnik a Fogo Unią Leszno. Krzysztof Mrozek nie ukrywał, że zamierza wyciągnąć konsekwencje wobec kapitana leszczyńskiego zespołu.
„Z Januszem Kołodziejem znamy się bardzo długo. Często dzwonił do mnie i pytał, czy jego szkółka może przyjechać potrenować nieodpłatnie do Rybnika. Zawsze odpowiadałem, że nie ma kłopotu. Teraz powiem, że niestety jest problem, że wprawdzie chcę ich u nas na torze, ale nie mogą przyjechać, bo jest niebezpiecznie.”
Podsumowanie
Cała sytuacja wokół odwołanego sparingu ROW-u Rybnik i Unii Leszno pokazuje, jak duże napięcia mogą powstawać na linii zawodnicy-kluby w kwestiach bezpieczeństwa. Prezes Krzysztof Mrozek zdecydowanie odrzuca zarzuty dotyczące nieprawidłowego montażu band i uważa, że decyzja leszczyńskich żużlowców była przesadzona oraz niepotrzebnie doprowadziła do chaosu organizacyjnego. Z drugiej strony, zawodnicy podkreślają, że ich zdrowie jest najważniejsze i wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa toru muszą być traktowane priorytetowo. Jak dalej potoczy się ta sprawa? Odpowiedź na to pytanie poznamy zapewne w kolejnych tygodniach, gdy temat band i bezpieczeństwa ponownie stanie się przedmiotem debaty w polskim żużlu.






