Sezon 2025 był dla Jakuba Krawczyka przełomowy. Wychowanek klubu z Ostrowa Wlkp., który jeszcze rok wcześniej był solidnym juniorem Betard Sparty Wrocław, nagle wskoczył do ścisłej czołówki młodzieżowców PGE Ekstraligi. Jego średnia biegowa wyniosła 1,744 pkt/bieg, co dało mu trzecie miejsce wśród wszystkich polskich juniorów i 26. pozycję w całej ekstralidze. Dla porównania jeden z liderów Wrocławian Maciej Janowski (fakt, po najgorszym sezonie od lat) miał średnią niewiele wyższą – wynoszącą 1,770 pkt/bieg.
Mimo tak udanego sezonu — zamiast walczyć dalej w Ekstralidze — Krawczyk zdecydował się wrócić do Moonfin Malesy Ostrów Wielkopolski, swojego macierzystego klubu, który występuje w Metalkas 2. Ekstralidze. Będzie tam występował już jako zawodnik U24. Dlaczego?
„Nie chciałem ryzykować i czekać nie wiadomo ile”
Jak przyznał w rozmowie z Tygodnikiem Żużlowym, zawodnik Betard Sparty miał kilka konkretnych ofert z klubów PGE Ekstraligi, ale żadna z nich ostatecznie nie zakończyła się podpisaniem kontraktu.
– W momencie, kiedy miałem oferty z Ekstraligi, pojawiły się znaki zapytania. To żadna tajemnica, że kontaktowały się ze mną: Gorzów, Grudziądz i Częstochowa. W tych klubach sytuacja była jaka była, a ja nie chciałem za wszelką cenę rzucać wszystkiego, żeby tylko być w Ekstralidze.
Do dzisiaj sytuacja nie jest do końca jasna, co będzie ze Stalą czy Włókniarzem. Nie chciałem ryzykować i nie chciałem też nie wiadomo ile czekać – powiedział Krawczyk.
Słowa te wskazują, że decyzja nie wynikała z braku ofert, ale raczej z ostrożności i chęci stabilizacji. A w żużlu jak wiadomo – niepewność i problemy finansowe klubu potrafią zniszczyć zawodnikowi sezon. Można stwierdzić zatem, że jest to podejście wyjątkowo dojrzałe młodego zawodnika.
GKM Grudziądz – „dziwne sytuacje” i zmiany warunków
Najwięcej emocji wśród kibiców wzbudził wątek rozmów z Bayersystem GKM Grudziądzem, który mocno zabiegał o pozyskanie utalentowanego juniora. Według samego zawodnika, negocjacje zaczęły się dobrze, ale zakończyły się nieporozumieniem.
– GKM mocno nalegał na kontrakt dwuletni, a ja nie chciałem za bardzo od razu wiązać się na dwa sezony.
W momencie, kiedy dałem klubowi taką odpowiedź i przekazałem, że ewentualnie roczny kontrakt, to zaczęły się jakieś dziwne sytuacje, zmiany warunków, obniżki stawek.
– To nie wyglądało zbyt fajnie, dlatego podjąłem decyzję, że grzecznie dziękuję – dodał Krawczyk.
Niektórzy kibice ironicznie dziwili się później: „To jednak GKM kombinował?” – bo trudno inaczej nazwać fakt, że klub zrezygnował z jednego z najbardziej perspektywicznych polskich żużlowców po kilku tygodniach rozmów, w sytuacji gdy na pozycji U24 nie mieli wówczas równie wartościowego zawodnika.
Zamiast ryzykować – powrót do Ostrowa
Ostatecznie Krawczyk wybrał powrót do Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie spędzi najbliższy sezon jako zawodnik U24. Dla klubu to duże wzmocnienie, bo 21-latek wciąż jest na krzywej wznoszącej, a dla niego samego – to szansa na jazdę w większej liczbie biegów i spokojną pracę nad dalszym rozwojem.
Zawodnik przekonuje, że ta decyzja była przemyślana i wynikała z chęci utrzymania stabilności:
– Nie chciałem rzucać się na głęboką wodę. W Ostrowie mam wszystko, czego potrzebuję, żeby się dalej rozwijać. Wiem, że tu będę jeździł regularnie i budował swoją formę – mówił Krawczyk.
Od mistrza Polski do pewnego lidera
Warto przypomnieć, że Jakub Krawczyk to Młodzieżowy Indywidualny Mistrz Polski z 2024. Mimo że w kolejnym sezonie nie udało mu się obronić tytułu, jego postawa w lidze była znakomita. Podniósł swoją średnią biegową o 0,577 pkt/bieg, awansując aż o 17 pozycji w rankingu najskuteczniejszych zawodników PGE Ekstraligi (z 43 na 26). Jest to ogromny skok. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż Jakub Krawczyk był znaczącym ogniwem drużyny U24 Beckhoff Sparty która obroniła tytuł mistrzowski w rozgrywkach U24 Ekstraligi.
Tak znaczny progres czyni go jednym z najlepiej rozwijających się polskich żużlowców młodego pokolenia.
Pominięty przez trenera, pominięty w kadrze
Trudno też nie wspomnieć o decyzjach personalnych byłego już menedżera reprezentacji Polski, Rafała Dobruckiego, który w tym roku – ku zaskoczeniu wielu ekspertów – nie powołał Krawczyka do składu na finał SON2 w Toruniu.
Było to tym bardziej zastanawiające, że Krawczyk był trzecim polskim juniorem pod względem średniej biegowej w ekstralidze.
Dobrucki sam wie najlepiej, dlaczego postawił na innych, ale wynik mówi sam za siebie i nie broni byłego już menadżera naszej kadry – Polska po raz pierwszy od 2011 roku nie zdobyła medalu w młodzieżowych drużynowych mistrzostwach świata.
„Nie zwracam na to uwagi”
Jak na swój młody wiek młodzieżowiec Betard Sparty jest bardzo dojrzały. Krawczyk zachowuje spokój i sportowy dystans. Przypominamy jedną z jego wypowiedzi z początku bieżącego roku:
– Zupełnie nie zwracam na to uwagi – mówił jeszcze przed sezonem wychowanek klubu z Ostrowa – To, że odpadnie mi ten bieg młodzieżowy, nic nie zmienia. W zeszłym roku nawet lepiej mi szło w konfrontacji z bardziej doświadczonymi zawodnikami, więc może to wyjdzie na plus (śmiech).
Nie zastanawiam się, co będzie potem, chcę po prostu jeździć jak najlepiej, rozwijać się i pomóc drużynie w walce o medale. Indywidualnie z kolei chciałbym powalczyć o dobry wynik w SGP2 i Indywidualnych Mistrzostwach Polski.
Świadomy rozwój zamiast pośpiechu
Krawczyk zdaje się doskonale rozumieć, że w żużlu nie zawsze warto gonić za największym kontraktem. Woli spokojny plan, konsekwencję i pracę u boku ludzi, którzy wierzą w jego rozwój.
Dla Ostrowa pojawienie się ich wychowanka w sezonie 2026 to ogromny zastrzyk jakości, a dla samego zawodnika – kolejny etap w karierze, którą buduje z głową, nie z emocjami. Jeśli utrzyma formę z tego roku, powrót do PGE Ekstraligi w 2027 roku (a takie są założenia młodego zawodnika) wydaje się tylko formalnością. A Krawczyk startując jako zawodnik formacji U24 będzie wartością dodaną dla swojej drużyny.
Zdjęcie: Maciej Trubisz








