Szósta złota korona mistrza świata dla Bartosza Zmarzlika stała się faktem po emocjonującym finale cyklu Grand Prix w Vojens rozegranym w minioną sobotę 13 września. Polak zapewnił sobie tytuł w ostatnim biegu sezonu, zajmując drugie miejsce za plecami największego rywala – Brady’ego Kurtza. Głos w sprawie tego historycznego sukcesu zabrał legendarny najpierw zawodnik a później trener i były selekcjoner reprezentacji Polski Marek Cieślak.
„Kapitalne zakończenie sezonu”
Cieślak podkreślił, że finałowy akord sezonu był jednym z najciekawszych w ostatnich latach.
- „Na pewno było to kapitalne zakończenie tego sezonu. Wydaje mi się też, że w kolejnych latach czeka nas pasjonująca walka o złoto. Kurtz udowodnił, że dorósł do wielkiego żużla. On wygrał w tym roku pięć turniejów z rzędu. To jest kosmiczne osiągnięcie. Bartek ma szósty tytuł i cieszmy się, bo jest na to czas, ale na pewno ma też poważnego konkurenta i to na lata” – powiedział Marek Cieślak.
Były trener nie miał jednak wątpliwości, że Zmarzlik wytrzymał presję i wiedział, co musi zrobić w decydującym momencie.
- „Przed ostatnim biegiem byłem przekonany, że wygra Kurtz. Bartek wybrał drugie pole i musiał wiedzieć, że jego rywal postawi na pierwsze. Australijczyk już wiele razy udowodnił, że trudno go wtedy pokonać. Na szczęście Polakowi wystarczało drugie miejsce. Dobrze, że w rywalizację mocniej nie włączył się Jepsen Jensen, bo obawiałem się o niego” – zaznaczył Cieślak.
„Dwucyfrowa liczba tytułów? To możliwe”
Szóste złoto sprawiło, że Zmarzlik zrównał się osiągnięciami z legendami – Ivanem Maugerem i Tonym Rickardssonem. Zdaniem Cieślaka, to dopiero początek.
- „Myślę, że jeszcze kilka tytułów zdobędzie. Czy będzie to dwucyfrowa liczba? To byłoby coś. Jest w takim wieku, że na pewno ma szanse. Wszystko jest przed nim. O motywację się nie martwię, bo jest ciągle głodny sukcesów, a dla niego jest już nim tylko każde kolejne złoto” – ocenił były selekcjoner kadry.
„To wojna z całym żużlowym światem”
W trakcie sezonu pojawiały się spekulacje, że rywale Zmarzlika mogą tworzyć „koalicję” sprzyjającą Kurtzowi. Cieślak odniósł się do tych obaw w zdecydowany sposób.
- „Nie widziałem tego nawet przez moment. Uważam za to, że w naszym narodzie jest jakaś mania szukania przeciwności, których jeszcze nie ma. Jesteśmy bardzo przewrażliwieni na punkcie, że ktoś nam chce zrobić pod górę. Nie ulega jednak wątpliwości, że pozycja Zmarzlika jest solą w oku dla wielu konkurentów, choć myślę, że bardziej może boleć władze, które pewnie chętnie widziałyby jakąś zmianę. Dzięki temu to ma jednak szczególny smak, bo to walka z całym żużlowym światem, z której nasz rodak wychodzi zwycięsko” – stwierdził Cieślak.
Ostra uwaga do kibiców
Były trener kadry nie krył rozczarowania faktem, że część polskich kibiców w decydującej rundzie trzymała kciuki za Australijczyka.
- „Sam tego doświadczyłem z Maćkiem Janowskim przy okazji finału mistrzostw świata juniorów w Gorican. Tam głównym rywalem Polaka był Darcy Ward. Kiedy jechali razem, to Maciej prowadził, ale w pierwszym łuku wykręcił bączka i siadł na tyłku. Wtedy usłyszałem radosne wycie kibiców z Torunia. Nie mogłem tego pojąć” – wspominał.
- „Tomasz Gollob też nie był uwielbiany na wszystkich stadionach, bo był bardzo dobry. Teraz jest to samo. Bartek przewyższa innych żużlowców o epokę, a to nie wszystkim pasuje. Chciałbym jednak powiedzieć Polakom, którzy nie trzymali dziś kciuków za Zmarzlika, by się zastanowili, gdzie im bliżej: do polskiej flagi i polskiego hymnu czy do barw Australii. Powinniśmy być naprawdę dumni z momentów, kiedy rodak stoi na podium i flaga idzie do góry, a następnie wybrzmiewa Mazurek Dąbrowskiego. Ja byłem obecny przy takich momentach i widziałem, jak przeżywali to moi podopieczni. Życzę wszystkim, którzy jeszcze tego nie rozumieją, by w końcu pojęli, że wszyscy jesteśmy Polakami” – zakończył Marek Cieślak.
Zdjęcie: publiczny FB FIM Speedway Grand Prix






