Brązowy medal miał być przynajmniej częściowym powodem do zadowolenia. W Warszawie polscy żużlowcy liczyli jednak na znacznie więcej. Finał Drużynowego Pucharu Świata na PGE Narodowym 29 sierpnia zakończył się dla biało-czerwonych trzecim miejscem. Australia uciekła Polakom aż na dziewięć punktów, a między zwycięzcami i gospodarzami znalazła się jeszcze Dania. Po zawodach nie brakowało więc rozczarowania, a Zbigniew Fiałkowski wystawił reprezentacji bardzo surową ocenę.
Były wiceszef polskiego żużla nie zamierzał łagodzić słów. Jego zdaniem wynik osiągnięty przez Polaków był zdecydowanie poniżej oczekiwań. Co więcej, wskazał również dwóch zawodników, którzy jego zdaniem nie powinni już wrócić do reprezentacji.
Brąz, który nie daje satysfakcji
Polacy przystępowali do finału z ambicją walki o zwycięstwo. Ostatecznie musieli uznać wyższość Australii i Danii. Różnica między biało-czerwonymi a triumfatorami wyniosła aż dziewięć punktów.
Fiałkowski przyznawał, że przed zawodami srebrny medal uznałby za dobry wynik. Nie zakładał jednak scenariusza, w którym reprezentacja zakończy rywalizację dopiero na trzeciej pozycji i zrobi to w tak słabym stylu.
— Sam mówiłem, że srebro będzie sukcesem, ale nie spodziewałem się takiego blamażu, bo to był blamaż i porażka w fatalnym stylu — uważa Zbigniew Fiałkowski, były żużlowy działacz. — Cieszmy się, że Wielka Brytania nie miała kontuzjowanego Daniela Bewleya. Z nim w składzie zajęlibyśmy ostatnie miejsce, a z innymi żużlowymi krajami już nie idzie przegrać, bo mają ogromne problemy kadrowe na czele ze Szwecją. Dlatego słowa Kacpra Woryny, że brąz to sukces, które wywołały tyle kontrowersji w sumie są zasadne, bo z Bewleyem medalu by nie było — dodaje.
To właśnie różnica między oczekiwaniami a rzeczywistością najbardziej uwierała po warszawskim finale. Polska nie tylko nie sięgnęła po złoto, ale musiała oglądać plecy również reprezentacji Danii.
Zmarzlik i Woryna na plus. Dwóch zawodników pod ostrzałem
Wynik biało-czerwonych był mocno zróżnicowany indywidualnie. Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobył Bartosz Zmarzlik. Lider reprezentacji zakończył zawody z dorobkiem 11 punktów. Dziewięć „oczek” dorzucił Kacper Woryna, który występował jako rezerwowy.
Pozostała trójka — Maciej Janowski, Patryk Dudek i Dominik Kubera — zdobyła łącznie dziewięć punktów. Dudek zmagał się dodatkowo z chorobą, natomiast Janowski i Kubera nie byli w stanie nawiązać do poziomu prezentowanego przez najlepszych zawodników Polski.
Fiałkowski nie obwinia jednak za taki rezultat trenera Stanisława Chomskiego. Jego zdaniem szkoleniowiec postawił na zawodników, którzy przed zawodami mieli mocne argumenty sportowe.
— Na pewno nie można mieć żadnych pretensji do trenera kadry Stanisława Chomskiego — twierdzi Fiałkowski. — Chomski wyszedł z założenia, że ci zawodnicy, na których postawił, są w teorii najlepsi, bo ścigają się w Grand Prix. Nikt nie przypuszczał, że niektórzy pojadą tak słabo. Nie można się przyczepić jedynie do Zmarzlika, Woryny i częściowo Dudka, który był chory. Z kolei Janowski i Kubera to nieporozumienie. Gdyby Chomski poszedł w odmłodzenie kadry, to być może wyniku też by nie było, ale wtedy nikt nie miałby takich pretensji. Dla mnie Janowski i Kubera tym występem zamknęli sobie drogę do kadry. Ja bym im już nie zaufał — dodał.
To najmocniejszy fragment oceny byłego działacza. Fiałkowski uważa, że słaby występ w Warszawie powinien mieć dla obu zawodników poważne konsekwencje w kontekście przyszłych powołań.
Polska wygrała tylko trzy wyścigi
Statystyka finału również nie pozostawia wielu powodów do optymizmu. Biało-czerwoni wygrali zaledwie trzy z 20 wyścigów. Dwa zwycięstwa odniósł Woryna, jedno dołożył Zmarzlik.
W ocenie Fiałkowskiego trudno tym bardziej zrozumieć tak słaby rezultat, jeżeli weźmie się pod uwagę warunki, w jakich polska reprezentacja przygotowuje się do najważniejszych imprez. Wskazuje przy tym na szerokie zaplecze, jakim dysponuje kadra.
— Najsmutniejsze jest to, że nikt nie ma zapewnionych takich przygotowań jak nasi zawodnicy — zauważa Fiałkowski. — Obozy, integracje, sztab trenerski. Patrząc przez ten pryzmat, to nieźle się ośmieszyliśmy. Niestety, na dobrą sprawę już test mecz z Australią w Rybniku pokazał, że z tym zespołem coś jest nie tak. Byli i są oczywiście zawodnicy, tacy jak Zmarzlik i Woryna, którzy zostawili serce na torze. Najlepiej jak się walczy pokazał nam natomiast 41-letni Jason Doyle, który mając już złoto w kieszeni, w ostatnim biegu pojechał tak wszystkim zaparło dech w piersiach — dodaje.
W tej ocenie Fiałkowski zwraca uwagę nie tylko na końcowy rezultat, lecz także na sposób, w jaki Polska przegrała walkę o zwycięstwo. Jego zdaniem zaangażowanie liderów nie wystarczyło, aby przykryć słabszą postawę pozostałych reprezentantów.
Chomski powinien dostać kolejną szansę
Krytyka zawodników nie oznacza jednak, że Fiałkowski domaga się zmiany na stanowisku trenera reprezentacji. Wręcz przeciwnie. Jego zdaniem Stanisław Chomski powinien pozostać na stanowisku i dostać czas na stworzenie nowej drużyny.
Przed polską kadrą kolejne imprezy, ale najważniejszą perspektywą pozostaje następny Drużynowy Puchar Świata. Według Fiałkowskiego trzy lata to wystarczająco dużo czasu, aby przygotować kolejne pokolenie reprezentantów.
— Absolutnie nie zmieniałbym trenera, jeżeli Stanisław Chomski uzna, że chce dalej pracować z kadrą, powinien zostać, myślę, że powinien poprowadzić kadrę do kolejnego DPŚ za trzy lata. Przed nami dwie edycje Speedway of Nations, ale to po pierwsze nie ten rozmiar kapelusza, a po drugie jedna wielka loteria. A jeżeli chodzi o DPŚ, to są trzy lata i doskonały czas, aby budować nową, młodą kadrę — zakończył Fiałkowski.
I właśnie tutaj pojawia się najważniejszy wniosek z jego oceny. Trener ma zostać, ale reprezentacja powinna przejść poważną selekcję. Dla Janowskiego i Kubery — zdaniem Fiałkowskiego — warszawski finał może oznaczać zamknięcie drzwi do kadry. Zmarzlik i Woryna pozostawili po sobie zdecydowanie lepsze wrażenie, a Dudek, mimo problemów zdrowotnych, również nie został postawiony w jednym szeregu z dwoma najbardziej krytykowanymi zawodnikami.
Brązowy medal pozostaje więc wynikiem, który można zapisać w oficjalnych statystykach. Wokół reprezentacji Polski zostaje jednak znacznie więcej pytań niż powodów do świętowania. Najważniejsze z nich brzmi: jak w ciągu najbliższych trzech lat zbudować drużynę, która na kolejnej wielkiej imprezie nie będzie musiała zadowalać się miejscem na najniższym stopniu podium?
Źródło wypowiedzi: przegladsportowy.onet.pl
Zdjęcie: publiczny FB Macieja Janowskiego








