Przyszłość Bartosz Zmarzlik od sezonu 2027 wciąż nie została oficjalnie ogłoszona. Sześciokrotny mistrz świata przyznał niedawno, że ma na stole kilka ofert i jest blisko podjęcia decyzji. W przestrzeni medialnej pojawiały się kolejne kierunki – najczęściej wymieniano Motor Lublin, mówiło się także o rekordowej propozycji z Wrocławia oraz zainteresowaniu ze strony Stal Gorzów.

Wśród spekulacji padło również pytanie o KS Toruń, występujący pod nazwą Pres Toruń. Czy toruńskie „Anioły” włączyły się do gry o najlepszego zawodnika świata?

Właściciel klubu, Przemysław Termiński, nie pozostawił wątpliwości. W rozmowie z mediami jasno wyjaśnił, że Pres Toruń nie był zainteresowany sprowadzeniem Zmarzlika. Co istotne – jak sam podkreśla – nie była to kwestia finansowa.

– „Od razu zaznaczam, że nie chodziło o finanse. Byłoby nas stać na opłacenie kontraktu Zmarzlika i nie byłoby to dla nas wielkie obciążenie. Zdecydowały zupełnie inne względy, a wśród najważniejszych partnerów klubu panowała w tej sprawie jednomyślność” – przyznaje właściciel klubu, Przemysław Termiński.

W kuluarach mówi się, że na mocy nowej umowy Zmarzlik może w PGE Ekstraliga zarabiać nawet pięć milionów złotych. Toruński klub, którego budżet w 2025 roku przekroczył 30 milionów złotych, byłby w stanie udźwignąć taki kontrakt. Mimo to zapadła decyzja, by nie przystępować do licytacji.

Filozofia zamiast gwiazdy

Termiński szeroko uzasadnił swoje stanowisko, wskazując na kwestie sportowe i organizacyjne.

– „W minionym sezonie potwierdziło się, że do zdobycia mistrzostwa Polski konieczna jest silna i dobrze zintegrowana drużyna. Zmarzlik to doskonały zawodnik, ale trudno przy nim zbudować prawdziwą drużynę, bo to on koncentruje główną uwagę. Nie potrzebujemy takiego zawodnika i wolimy mieć bardziej wyrównany skład. Naprawdę jesteśmy bardzo zadowoleni z zestawienia na najbliższe dwa sezony. Nie mamy potrzeby nikogo wymieniać”.

To deklaracja, która jasno pokazuje kierunek obrany przez torunian. Pres Toruń stawia na stabilizację i równowagę kadrową. Czterech liderów – Emil Sajfutdinow, Patryk Dudek, Mikkel Michelsen oraz Robert Lambert – ma ważne kontrakty na dwa kolejne sezony. Klub dysponuje także jedną z najmłodszych i perspektywicznych par juniorów: Antoni Kawczyński i Mikołaj Duchiński.

Ewentualna korekta po sezonie może dotyczyć pozycji U24, jeśli nie sprawdzi się debiutujący w Ekstralidze Norick Bloedorn.

Termiński poszedł o krok dalej, wskazując, że w obecnym składzie widzi zawodnika zdolnego do walki o najwyższe laury indywidualne.

– „Zresztą w swoim zespole mamy kogoś, kto w tym roku może być mistrzem świata. Mówię oczywiście o Patryku Dudku” – dodaje Termiński.

Motor blisko porozumienia

Choć formalna decyzja jeszcze nie zapadła, coraz więcej wskazuje na to, że Zmarzlik pozostanie w Lublinie. Prezes Motoru, Jakub Kępa, (o czym już pisaliśmy) przyznał publicznie:

– „Jesteśmy bardzo blisko dojścia do porozumienia”.

Dla Lublinian to informacja kluczowa. Ewentualne odejście lidera oznaczałoby konieczność gruntownej przebudowy zespołu i zupełnie inną strategię walki o złoto. Obecnie filarami drużyny są Zmarzlik oraz Martin Vaculík. W drugiej linii znajdują się Fredrik Lindgren, Kacper Woryna i Mateusz Cierniak. Po odejściu Wiktora Przyjemskiego formacja młodzieżowa nie daje już takiego wsparcia jak wcześniej, co dodatkowo zwiększa znaczenie lidera.

Jasny sygnał z Torunia

W Toruniu decyzja została podjęta świadomie i – jak podkreśla właściciel – jednogłośnie w gronie sponsorów i partnerów. Klub, mimo odpowiednich możliwości finansowych, nie chce budować zespołu wokół jednej, dominującej postaci.

To stanowisko rzadkie w realiach współczesnego sportu, gdzie nazwisko mistrza świata bywa magnesem marketingowym i sportowym. Pres Toruń wysyła jednak wyraźny komunikat: ważniejsza jest spójność, struktura i równowaga.

Czy ta filozofia przyniesie obronę tytułu drużynowych mistrzów Polski? Odpowiedź przyniosą najbliższe sezony. Jedno jest pewne – w Toruniu nie zabrakło ani odwagi, ani konsekwencji w podejmowaniu strategicznych decyzji.